sobota, 7 kwietnia 2018

Warhammer Underworlds: Shadespire – Ironskull’s Boyz

Święta Wielkanocne, oraz wcześniejszy turniej Warheim, spowodowały, że malowanie zeszło na dalszy plan. Chłopaki stali długo maźnięci tylko częściowo i czekali na swoją kolej zwiedzenia "Miasta Luster" . W końcu jednak udało mi się skończyć tą bandę, a nawet zainspirowany poradnikiem QC pobawić programem do edycji zdjęć innym niż Paint ;). Tak, że zapodajemy podkład muzyczny i oglądamy ;).






czwartek, 22 marca 2018

WFRP - sesja 1. Delberz.

Matias jak to niespokojny duch, wędruje po Imperium szukając zajęcia co rusz w innym miejscu.

         Ostatnimi czasy znalazł posadę u Kompanii Fuggarów. Prowadząca interesy w całym Imperium rodzina, chętnie skorzysała z pomocy barczystego robotnika, najmując go do mniej legalnej części swoich interesów. Ostatnie tygodnie Matias współpracował z gangiem Marienburczyków, spędzając czas na patrolowaniu podziemienych korytarzy Delberz z których korzystano w celu przemytu mniej legalnych towarów.

         Wracając zmęczony z kolejnej dniówki w dokach, zobaczył na głównej ulicy miasta niecodzienny widok, kilka krępych niskich postaci z bójnymi brodami w towarzystwie małego chłopca.
Postanowił śledzić grupkę, być może informacje o nich mogą się okazać cenne dla pracodawców, a nawet jeśli nie, to może uda się na tych cudakach zarobić w inny sposób.
Niestety ogromna postura Matiasa, oraz jego brak doświadczenia spowodowały, że szybko wędrowcy zwrócili na niego uwagę. O dziwo jednak podeszli, żeby spytać o miejsce w gospodzie!

Chłopak nie mógł uwierzyć swojemu szczęściu, postanowił spróbować wkupić się w łaski nowo poznanych towarzyszy. Jak się okazało byli to dwa imperialne krasnoludy, zresztą spokrewnieni, jeden stary, drugi jak na ich standardy jeszcze młody. Chłopiec okazał się urodziwym niziołkiem, a ostatni podróżnik to rudy gnom o ciętym języku. Mimo, że początkowo nieludzie niezbyt chętnie widzieli człowieka w swoim towarzystwie, kolejne kufle piwa jakoś przełamały pierwsze lody.

Wprawdzie incydent ze złodziejaszkiem, którego przyłapanego na gorącym uczynki Kvint chciał
wychędożyć kazały zachować ostrożność w kontaktach i nigdy za dużo nie pić, jeśli rudy gnom kręcił się w pobliżu, Matias polubił jego towarzystwo, szczególnie przypadło mu do gustu przegadywanie się z tym przedziwnym stworzeniem.

Rankiem wszyscy udali się do siedziby Fuggarów, gdzie jak się okazało wędrowny handlarz nizołek miał dostarczyć towar. Przedstawiciel kompanii doszedł do wniosku, że drużyna awanturników może przydać się w pewnym szemranym przedsięwzięciu. Kompania oczekiwała na pewna drogocenną przesyłkę, którą mieli dostarczyć dotychczasowi druhowie Matiasa, niesławni Marienburczycy.

Matias zachęcony ilością gotówki, którą można było zarabiać, za zdaję się proste zadanie wskazał nowym kompanom siedzibę gangu. Liczył, że nawet jeśli szef rzezimieszków, postanowił zrobić fuchę na boku, kilka kopniaków i poparcie jednej z największych kompanii handlowych wybije mu to z głowy. 
Na miejscu okazało się, że sprawy przyjęły nieciekawy obrót. Siedziba dotychczasowych druhów Matiasa przypominała kurnik do którego wpadł lis. Jedyny który jeszcze dychał, leżał z przerażeniem w oczach na ziemi i mamrotał coś pod nosem w agonii. Młody robotnik wiedział, że gdyby nie spotkał tej przedziwnej grupy nieludzi, równie dobrze to on mógłby leżeć teraz w rynsztoku z poderżniętym gardłem. Postanowił uratować zbira z którym nie raz zdarzyło mu się wypić lokalnego cienkusza i wybić kilka zębów nieszczęśnikom którzy skręcili w złą alejkę.
Nie spodobało się to krasnoludom, szczególnie stary Sigurd sarkał i narzekał, nie chciał tracić czasu na pomoc rannemu i nalegał żeby ruszyć dalej korytarzami tropem zabójcy. Nie pomogły zapewnienia, że przecież mogą zbadać korytarze w późniejszym czasie. Po ponad dwustu latach spędzonych na przemierzaniu Starego Świata śmierć powszednieje, ale dziewiętnastoletni Matias nie był gotowy zostawić na pewną śmierć człowieka z którym nie dawno pracował.
Kvint i Gorimm ruszyli za seniorem, jedynie Hugo niziołek został z Matiasem, razem zaciągnęli rannego do najbliższego felczera.

Jak się okazało krasnoludy razem z gnomem poradzili sobie znakomicie, odzyskali skradziony kamień, oraz zabili bestię chasou. Fuggarowei zapłacili sowitą nagrodę, Sigurd jak to podstarzały Khazad nie mógł przestać zrzędzić o zdradzieckiej naturze ludzi i niziołków i pewnie każdy ruszył by w swoją stronę, ale ostatecznie do wspólnej podróży khazadów przekonał fakt, że uratowany Marienburczyk w podzience, uruchomił swoje kontakty w dokach i cała kompania mogła ruszyć rzeką nie wydając nawet pół korony.


piątek, 16 marca 2018

Warhammer WFRP, Matias.

Pod ostatnim postem pojawiło się pytanie, jaka będzie moja następna postać do WFRP, jako, że jutro pierwsza sesja, pora zaprezentować nowego śmiałka. Sam określiłem tylko rasę, oraz klasę zawodową: Wojownik, wszystko inne wylosowałem, a następnie ułożyłem pasującą do tego historię:

Matias
rasa: człowiek, wiek: 19, wzrost: 180cm, waga: 84kg oczy: szaroniebieskie włosy: brązowe
profesja: robotnik
cechy charakterystyczne: lubi przebywać nad jeziorem, posiada akcent z innej prowincji imperium, doświadczył pokusy jednej z mrocznych potęg, miłosierny, skromny, pielgrzymka do świątyni Ulryka, kontakty w gildii stolarzy, lojalny wobec piwowarów, lubi bijatyki
niektóre umiejętności: heraldyka, bardzo szybki, bardzo krzepki, bardzo odporny, stolarstwo, mocna głowa, 

Matias urodził się w gorącej i tajemniczej Arabii. Rudolf Metten ojciec Matiasa, był zamożnym kupcem importujacym z Arabii egzotyczne towary wprost do stolicy Imperium, w życiu niczego mu nie brakowało za wyjątkiem męskiego potomka, który mógłby przejąć majątek. Żona obdarowała go trzema córkami, ale dopiero kochanka z dalekiej Arabii dała mu syna.
Do szóstego roku życia Matias wychowywany był na spadkobierce ku wielkiemu niezadowoleniu żony Rudolfa, Matyldy.

Małżeństwo z Matyldą pochodzącej z wpływowej Altdorfskiej rodziny szlacheckiej, bardzo pomogoło Rudolfowi który sam pochodząc z Middenheim i jako wyznawca Ulryka, nie miał wystarczającej siły przebicia by odnieść sukces w stolicy Imperium.
Kiedy w końcu Matylda zagroziła rozwodem, Rudolf pozbawił bękarta swojego nazwiska i pod pretekstem pielgrzymki do światyni Ulryka udał się z Matiasem do Middenheim. W mieście Białego Wilka zostawił go pod opieką zaprzyjaźnionego Mistrza Gildii Stolarzy, który miał zapewnić mu naukę i opiekę do osiągnięcia pełnoletności.

Matias wchodząc w wiek dorastania okazał się trudnym i krnąbrnym młodzieńcem, wolne chwile spędzał w karczmach pijąc i często prowokując bijatyki. Mimo, że chłopak trzymał z największymi łobuzami w okolicy, to nigdy nie wyrządził nikomu prawdziwej krzywdy, raczej szukał uwagi ze strony swojego opiekuna, który bynajmniej nie obdarzał go ojcowskimi uczuciami. Kiedy tylko osiągnął pełnoletność Mistrz Gildii Johann z ulgą że udało mu wypełnić się obietnice daną przyjacielowi, odprawił bękarta, pozbywając się kłopotu. Osiemnastoletni młodzieniec, szukał dorywczych prac w różnych miejscach ale niespokojny charakter nie pozwalał nigdzie zagrzać mu miejsca na dłużej.

W końcu Matias trafił do magazynów cechu piwowarów, gdzie w końcu poczuł się zaakceptowany i znalazł grupę przyjaciół. Tam też poznał Adalbrechta, szefa magazynierów, kiedy podczas wyjątkowo dużego rozładunku Matias nabawił się kontuzji pleców, to maści i oleje Adalbrechta ukoiły ból i pozwoliły szybko wrócić do pracy. Szef który przy bliższym poznaniu okazał się członkiem wspólnoty religijnej, często opowiadał o „dobrotliwym ojczulku” który nigdy nie odwraca się od swoich dzieci.

Matias sam nigdy do specjalnie religijnych osób nie należał, szczególnie biorąc pod uwagę pierwszą i ostatnią pielgrzymkę którą zafundował mu ojciec, ale historia „ojczulka” który zawsze czuwa mad swymi pociechami, trafiała w czuły punkt porzuconego chłopaka.

Niestety przyjaźń przerwało aresztowanie kultysty, który jak się okazało wykorzystywał pracę w magazynach, żeby zatruwać partie piwa. Adalbrecht spłonął na stosie, a Matias utrwalił swoją niechęć do angażowania się w sprawy związane z religią i bogami.

poniedziałek, 19 lutego 2018

Warhammer FRPG - Walter Neun, podsumowanie kampani Pokusa Arcylicza i Cienie pod Oldenlitz.

           Ostatnia notka dotycząca Waltera, była prezentacją postaci nowej kampanii osadzonej w "ponurym świecie niebezpiecznych przygód".  W między czasie zbierałem się do napisania raportu z sesji, ale czas uciekał, kampania się skończyła, rozpoczęła się następna z tymi samymi postaciami, a teraz i ona dobiegła końca. Pozostało mi więc jedynie podsumować losy mojej postaci. Streszczenie przygód QC wrzucił na Danse Macabre. Więc pozwolę sobie na lekki meta wpis dotyczący postaci i jak się nią grało.

           Walter zaczął jako ochroniarz w Oldenlitz, miasteczku opanowanym przez mroczny kult na czele którego stała Meduza.
           Drużyna z którą zaczął służbę w gildii opanowanej przez kultystów gotowa była sprzedać swe duszę pierwszemu lepszemu, który chciałby po nie sięgnąć.
          Jako, że wylosowana historia postaci pchnęła mojego bohatera w stronę gorliwego wyznawcy Sigmara, postanowiłem iść tym tropem.

          Walter nie był ani najlepszym wojownikiem w drużynie, mimo, że miał niezłe współczynniki do walki, to postać "Szczerego" mogła go zdjąć jednym strzałem, ani nie mógł liczyć na karierę łotra z mierną zręcznością.
Z charyzma poniżej 30pkt, oraz inteligencją i siłą woli na podobnym poziomie nie mógł też uważać się za wybitnego mówcę, czy przywódcę.

Dzięki temu sporo frajdy sprawiało mi na przestrzeni kolejnych spotkań takie manewrowanie w kolejnych przygodach żeby kości decydowały w jak najmniejszym stopniu co dalej, oraz korzystanie z pomocy lepiej uzdolnionych towarzyszy podrózy. Tym sposobem udało się Walterowi namówić kompanów, żeby zaatakowali Meduzę i uwolnili miasto z pod jej władania, mimo, że więcej na tym stracili niż zyskali.

      W kolejnej odsłonie przygód "Pokusie Arcylicza" Walter zmienił profesję z ochroniarza, na szpiega Świętego Oficjum z ambicją zostania Łowcą Czarownic. Nie był to już niedoświadczony młodzieniec, ale mężczyzna który sporo przeszedł w swoim życiu, w tym szkolenie w murach Inkwizytorium. Postanowiłem, że Walter będzie miał rys typowego łowcy czarownic, pełen podejrzeń, uprzedzeń i niezachwianej wiary w Sigmara, który bez mrugnięcia okiem posługuje się towarzyszami aby wypełnić misję. Bez wahania porzucił bezbronną kobietę na pastwe zielonoskórych, oraz zostawił dawnych towarzyszy na pewną śmierć, gdyż posługiwali się zakazanymi sztukami, krótko mówiąc z sympatycznego pełnego ideałów młodzieńca zmienił się w wrednego skurczybyka ;).

Odwiedzając kolejne graniczne Księstwa widział tylko zepsucie i macki mrocznych potęg sięgajace do samych szczytów władzy. Dopiero, kiedy spotkał Mira Haflocka niecoszalonego księcia, który twierdził, że przemawia do niego sam Sigmar, poczuł, że może faktycznie los sprowadził go w te niegościnne tereny w jakimś celu. Mimo wątpliwości postanowił wypełnić misję powierzoną mu przez Sigmara ustami Haflocka. Wielki finał oczywiście doprowadził do upadku niedoszłego Inkwizytora.

Kiedy okazało się, że dał wodzić się za nos Arcyliczowi (to już drugi nieumarły, który zmusił go do sprzeniewierzenia się własnym zasadom), postanowił. że dla zemsty jest gotowy poświęcić własną duszę, tłumaczył to sobie oczywiście dobrem ludzi na których miała ruszyć armia nieumarłych, uwolnił demony Slanesha mając nadzieję, że dwie mroczne potęgi wybiją się nawzajem, a w najgorszym wypadku jedna strona osłabi drugą na tyle, by śmiertelnicy mieli szansę ją pokonać.

         Podsumowując pewnie już nie wrócę do postaci Waltera, ale prowadzenie go sprawiło mi sporo frajdy. Było kilka heroicznych walk które udało się wygrać, sporo mieszania w głowach reszty drużyny oraz oczywiście epickie walki z potworami.
Dzięki staruszku, a teraz udaj się na zasłużoną emeryturę.

Zwiadowcza Kompania z Królestw Ogrów - Łowca i traperzy.

      Wczoraj po wrzuceniu notki nie planowałem ponownego siadania do figurek, ale otworzyłem piwko, zacząłem oglądać Star Trek: Discovery i doszedłem do wniosku, że serial jest na tyle "wciągający", że w między czasie coś tam maznę.
Planowałem tylko dokończyć Łowcę, czyli przywódcę drużyny ogrów, ale ściborskie gobliny, robiące u mnie za gnoblarskich Traperów, pomalowałem w trakcie robienia podstawki i highlightów na ogrze.















niedziela, 18 lutego 2018

Zwiadowcza Kompania z Królestw Ogrów - Rzeźnik.

      Jakiś czas temu okazyjnie kupioną grupę ogrów poddałem konwersji, efekt wrzuciłem w tym wpisie.
      Dzisiaj prezentuje pierwszego pomalowanego bohatera, czyli Rzeźnika albinosa.
Zamysł był taki, że ma on się kojarzyć z postaciami filmów typu Wzgórza Mają Oczy.
Akcent humorystyczny czyli ulubiona świnka "Pepa", którą nieopatrznie połknął łakomy kompan, została przed chwilą uwolniona z trzewii i ze szczęścia tarza się przed tatuśkiem.
Zdjęcia z zakupionego lightboxa, ale muszę doinwestować jeszcze w lampę, nie mówiąc o aparacie zamiast kartofla ;).







niedziela, 11 lutego 2018

Warhammer Underworlds: Shadespire –battle report.

     Dzisiaj po raz kolejny udało się spotkać przy Shadespire. Spotkało się czwórka graczy, tak, że zagraliśmy na początku 1v1 i 1v1, następnie opcję 1v1v1v1, a na koniec wróciliśmy do pojedynków jeden na jednego. W sumie rozegrałem trzy potyczki używając swoich Stormacastów. Grałem wariacją na temat decku Weather the Storm:

Objective Cards : 12/12
Consecrated Area
Eternals
Immovable Object
Lightning Strikes
Sigmar’s Bulwark
Hold Objective 1
Hold Objective 2
Hold Objective 3
Hold Objective 4
Hold Objective 5
Supremacy
Bloodless
Power Cards : 20 (10 ploys, 10 upgrades)
Confusion
Fortify
Shifting Shards
Tireless Assualt
Peal of Thunder
Sprint
Legendary Swiftness
Healing Potion
Great Strength
Righteous Zea
Stormforged Tactics
Flickering Image
Sidestep
The Dazzling Key
The Shadowed Key
Shardcaller
Helpful Whispers
Great Speed
Great Fortitude
Blessed by Sigmar

              Pierwsza gra przeciwko nieumarłym Jarka. 
Mój deck maksymalnie defensywny, u przeciwnika wręcz przeciwnie. Jako, że mogłem ustawić plansze, postanowiłem ustawić je krótszymi krawędziami do siebie, okopać się przy znacznikach i zbierać punkty za objectivy. Plan prawie zadziałał, nie doszło do ani jednego pojedynku.

Mimo. że przez wszystkie tury Jarek starał się do mnie dobiec, nieumarli okazali się zbyt powolni. Niestety karty objectivów nie podeszły mi zbyt dobrze, pomimo regularnej rotacji. Za to jak na ofensywny deck nieumarłych, okazało się, że objectivy dające punkty za poruszenie wszystkich jednostek, brak inspiracji na wszystkich żyjących itp. dały w sumie 8 pkt przeciwnikowi. 

U mnie uzbierało się tylko 6 pkt. Porażka i w sumie mało ciekawa gra głównie przez zbytnie asekuranctwo z mojej strony.

            Druga potyczka. 
Tutaj zagraliśmy w czwórkę. Ja - Stormcaści, Adam - Orki, Jarek - Nieumarli, Urszula - Stormaści.  
Wylądowałem z boku pomiędzy Nieumarłymi i Stormcastami. 

Szybko okazało się, że Orki i Nieumarli mają chrapkę na Stormcastów, na szczęście podzielili się łupem i do mnie zmierzał Jarek, a na Ulę ruszył Adam. 
Mój pasywny deck przyniósł  mi w tym układzie spore korzyści. Agresywnie złożeni Stormcaści Uli, oraz o podobnych założeniach Orki Adama zaczęli ostrą wymianę ciosów, która dała 4 pkty zwycięstwa Adamowi i pozbawiła Uli jednego modelu. 

Tym razem nie popełniłem dwóch kluczowych błędów z poprzedniej rozgrywki, w odpowiednim momencie zaszarżowałem, oraz zrobiłem fotki! 

W ostatniej turze, wszyscy moi przeciwnicy zdobyli po 5 pkt zwycięstwa, mi dzięki zabiciu dwóch szkieletów i zadaniu Eternals udało się zdobyć 8 pkt i wygrać grę! 
Największymi przegranyi zostali nieumarli, którzy znów z powodu słabej mobilności głównie miotali się po środku pola nie realizując żadnych zadań oprócz znanych z poprzedniej rozgrywki - poruszenie wszystkich modeli w jednej turze oraz wszyscy żyjący nie zostali zainspirowani.




 
    Trzecia potyczka przeciwko Uli, która zagrała Nieumarłymi Jarka. 
Tym razem tu Ula ustawiła plansze. Pierwszy raz grałą tą bandą, zaczyna dopiero przygodę z Shadespire, przez co plansze ustawiła nieco zbyt asekuracyjnie moim zdaniem. Sama grając ofensywna bandą, utrudniła sobie dojście do moich modeli.
Tutaj znów sporo szczęścia z objectivami, kiedy szkielety próbują się do mnie dokulać, ja zdobywam pierwsze punkty za zajmowanie znaczników. Wrzucam ulepszenia na szefa i kiedy pierwszy ze szkieletów pojawia się w zasięgu szarży, Steelhart rusza na niego zdejmując ze stołu.
Niestety nawet 6 pkt żywotności nie uratowało go przed ostrzem kosy Żniwiarza, który w zemście zabił go w tej samej turze. 
Na szczęscie, kolejne zadania pozwalają mi w szybkim tempie zdobywać kolejne pkt, a szkielety w dalszym ciągu kłopoczą się z wyjściem ze swojego terytorium. Kolejna potyczka pomiędzy Żniwiarzem, a Oberynem, tym razem posyła Żniwiarza na zasłużony odpoczynek. Potyczka kończy się wynikiem 10:3 dla mnie.

      Podsumowując, sporo się dowiedziałem o swoich dwóch ulubionych drużynach. 

      Nieumarli złożeni całkowicie ofensywnie dobrze grają jeśli trafią na równie agresywnego przeciwnika - grałem wcześniej przeciwko orkom i stormcastom tak złożonym. Za to jeśli mają zmierzyć się z defensywną taktyką przeciwnika dostają zadyszki. Potrzebują objectivów, które nie wymagają ganiania przeciwnika po całej planszy.

      Stormcaści wydają się mocni w każdej konfiguracji, jest to drużyna, gdzie to przeciwnik musi martwić się jak ich kontrować. Te kilka rozgrywek nasunęło mi też pomysły na modyfikacje decku, który złożyłem. jest dobrze, ale może być lepiej!

     Jeśli chodzi o grę z większą ilością graczy przy jednym stole, poszło zaskakująco sprawnie, gra się nie dłużyła, możliwość zagrywania kart w rundzie przeciwnika, powodowała, że oczekujący się nie nudzili.

Nie odczułem też efektu typowego w takich sytuacjach, czyli jeden pechowiec zostaje ofarią pozostałych. Wprawdzie gdy Adam ze swoimi orkami wyprowadził się na prowadzenie próbowaliśmy skupić się na sprowadzeniu go do parteru, ale nie wiele z tego wyszło.

Ograniczona ilość akcji, oraz brak możliwości przeskoczenia na drugą stronę planszy w połowie gry i tak spowodowała, że koniec końców, trzeba było się skupić na swoim planie, na wygraną, a nie intrygach i wbijaniu noża w plecy.

Z drugiej strony dla tych, którzy spodziewali się właśnie takich smaczków po multi, mogą poczuć się zawiedzeni, wyglądało to raczej jak gra 1v1 i 1v1, tyle, że na wspólnie dzielonej planszy.
Za to na pewno składanie talii powinno uwzględnić to czy gramy multi czy zwykły pojedynek, są zadania które dużo łatwiej osiągnąć w jednym, a w drugim sa mało prawdopobne.