Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Theatre of Tragedy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Theatre of Tragedy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 września 2014

Koniec wakacji.

Trzynasty post tego bloga okazał się pechowym, żadne z opisanych w nim planów nie wypaliły.
Wieczorne spotkanie zostało odwołanie, później moja sytuacja nie pozwoliła mi dotrzeć na kolejne sesje i gdy w końcu się pokazałem, okazało się, że nie tylko ja miałem w sierpniu urwanie głowy. "Tetyda" została zawieszona, aż większość graczy wróci z rozjazdów, a póki co  zaczęli rozgrywać przerywnik w Starym Świecie, jako łatwe i przyjemne siekanie potworów i zbieranie expa.
Tak, że sierpień z przerwą w graniu w rpg, ale za to znalazłem czas na malowanie figurek, jak jeszcze znajdę czas i motywacje do zrobienia fotek, to będzie pełny sukces. Myślałem też nad reaktywacją bloga figurkowego, którego porzuciłem lata temu, ale skoro tak trudno o regularne wpisy na jednym blogu, to chyba nie ma sensu brać się za następny. Tak, że rozszerzę po prostu tematykę tego o zbliżony obszar zainteresowań czyli bitewniaki.
Jest już 2/3 września za nami, ale w życiu prywatnym na tyle dużo się dzieje, że zapomniałem zaglądać na bloga. Jak dotychczas ten miesiąc jest dużo bardziej owocny jeśli chodzi o granie, mamy za sobą trzy sesje w WFRP. Dziś opisze pierwszą, potem spróbuje nadrobić zaległości.
Gramy na IIed. w mało ortodoksyjnym świecie, więc znawcy gatunku pewnie wyłapią różne niekoszerne kawałki.
Wylosowałem postać Otta - Łowcy Nagród, który wyruszył z resztą drużyny szukać łatwego zarobku aż do Kislevu. Drużyna została wynajęta przez hrabiego Drago Drakonusa, aby ruszyć z częścią towarów przodem i przygotować na jego przybycie majątek, który odziedziczył kilka dni drogi na północ od Praag. Dla postaci Drago jest po prostu ekscentrycznym szlachcicem, dla graczy najprawdopodobniej wampirem, atmosfera w drużynie ma więc posmak paranoi.
Kiedy dołączyłem do towarzyszy, okazało się, że udało im się przetrwać w małym miasteczku atak stada Zwierzoludzi wspomaganego przez Norsmenów, dowiedzieć sie o znajdującej się nie daleko faktorii krasnoludzkiej, poznać z co ważniejszymi lokalnymi BNami i wysłuchać kilku plotek (questów).
Klimacik skojarzył mi się z Tristram i Diablo, kilka postaci, questy jako pretekst do wybicia kolejnych zwierzoludzi itp. :)
Kiedy Snorii - krasnoludzki gladiator, leczył rany po obronie osady, Peter nasz skryba zaczął zarządzać budową umocnień i przeliczać ilość zapasów na ilość gęb do wykarmienia, liczby nie przedstawiają się dobrze. Otto namówił tutejszego kapłana Sigmara, żeby razem z kilkoma flagelantami i co gorliwszymi drwalami wyruszyć na poszukiwanie rzekomych jeńców, których porwali wycofujący się zwierzoludzie.
Felix (zwiadowca) oraz Otto (moi) ruszyli przodem w roli zwiadu. Niestety daliśmy się zaskoczyć norsmeńskiemu maruderowi, który wycelował w nas z kuszy kiedy "skradaliśmy się" za jego oddziałem.
Decyzja była jedna obaj skaczemy, jeden zbiera bełta drugi załatwia norsmena.
Bełt przypadł Felixowi, na szczęście okazał się wystarczający twardy, żeby przeżyć to spotkanie.
Pochwycony jeniec, zdradził nam, że pobici zwierzoludzie razem z norsmenami planują kolejny atak, tym razem liczniejszymi siłami, rozwiał też nadzieje na to, że mają przy sobie jakichkolwiek żywych jeńców. Złe wieści przekazaliśmy kapłanowi i szybko wróciliśmy do miasta szykować się do kolejnego szturmu.
Na dziś tyle, następny post na pewno szybciej niż półtora miesiąca, zapraszam ;).

środa, 28 maja 2014

Słowem wstępu, oraz wspomnień czar.

Do tej pory notatki z pomysłami, zapiskami z sesji itp. prowadziłem w jednym zeszycie. Zeszyt miał magiczną właściwość zostawania w najmniej odpowiednim miejscu w najmniej odpowiednim czasie, co prowadziło do założenia kolejnego zeszytu. W końcu zostawałem z notatkami porozrzucanymi po różnych skoroszytach, brulionach i notesach, bez względu na rodzaj, każdy charakteryzował się równie silną żyłką obieżyświata z czego lwia część zginęła bezpowrotnie. Postanowiłem wypróbować dobrodziejstwa XXI, które mam nadzieję okażą się trwalszym sposobem zapisu bez straty na dostępności.
Drugim powodem który przeważył za otwarciem bloga jest fakt, że pod czas przygotowywania się do gry często korzystam z pomysłów znalezionych w sieci. Mam nadzieję, że uda się w tej formie spłacić dług wobec naszej rpgowej społeczności ;).

Pierwszy post to dobra okazja, żeby podsumować moją dotychczasową przygodę z rpg.
Gram od ponad 16 lat z czego pierwsze lata to głównie Warhammer, Śródziemie i DnD, a co najważniejze
mnóstwo fantastycznych osób, które przewinęły się przez te wszystkie sesje z pod znaku magii i miecza i dzięki którym była to niesamowita frajda. Większość kontaktów jak to zwykle bywa gdzieś się urwała, czego żałuję. Na szczęście nie liczna grupa znajomych pozostała do dziś, tym bardziej sobie to cenię, że znajomości zawiązały się na bazie wspólnego hobby, a dziś trwają kilkanaście lat i nie ograniczają się do wspólnego grania. Z częścią zamieniliśmy jedne gry na inne, spotykamy się  przy okazji  rozgrywek w Warheim. Dzisiaj już tylko przy figurkach równie wiele satysfakcji, co w wieku lat trzynastu sprawia radosne wyżynanie hord zielonoskórych czy nadętych elfów ;). Ostatnio nawet próbowałem jako gracz wrócić do Warhammera w edycji TofT, ale jak to mówią nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki. Wrażenia podobne jak przy odpaleniu gry PC z przed 15 lat, sentyment jest, ale dłuższy kontakt tylko nuży.
Wracając jednak do tematu, następny był Świat Mroku, to w Wampira prowadziłem najwięcej sesji.
Jak dla mnie niezniszczalny evergreen, rozegranie kampanii w Świecie Mroku, czy to śmiertelnikami, czy którąś z wersji nadnaturali do dziś sprawia mi równie dużo frajdy. Chyba dlatego, że najlepiej czuje się w prowadzeniu różnych odsłon horroru zaczynając od klimatów Chthulu, a kończąc na Ghostbustersach ;), a nowa edycja, jest idealnym przepisem na nieśmiertelność tego settingu. Starzy zgredzi, którzy nie potrafią rozstać się z Maskaradą, dalej mogą w nią stukać do pożygania. Nowe podejście - otwarcie historii świata, modułowość różnych elementów powoduje, że do dziś chętnie sięgam po któryś z podręczników w celu skorzystania z dobrze znanej mechaniki, lub "zapożyczenia" pojedynczej organizacji, całego miasta z sytuacją geopolityczną, czy czego tam aktualnie potrzebuję.
Zbliżając się do 30-stego roku życia, pomimo nawału obowiązków w życiu prywatnym jak i zawodowym, spotykam się ze stałą grupą i gram średnio raz w tygodniu, co uważam za jeden z większych sukcesów. Obecnie nie gramy w żadną oficjalną grę, każdy ma swoje ulubione klimaty w których prowadzi pożyczając mechanikę z systemu, którego "kostki" mu najlepiej leżą, tworząc efemeryczne autorki często żyjące na potrzeby konkretnej kampanii.

Sam najchętniej jak już wspomniałem prowadzę na zasadach z WoD, ale od pewnego czasu studiuję Savage Worlds. Prowadziłem kilka jednostrzałówek, zasady bardzo przypadły mi do gustu. Podoba mi się idea splotów, ilość materiałów po polsku, na pewno więc temat SW będzie często pojawiał się w Diariuszu.

Podsumowując, główny cel Diariusza to ułatwienie mi życia, zobaczymy czy pomysł wytrzyma próbę czasu i w jakim kierunku się rozwinie. Jeśli ktoś dotrze do końca wpisu to szczerze gratuluje wytrwałości i zapraszam do komentarzy w tym dzielenia się pomysłami.
Pozdrawiam Gore Khan