Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ostland. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ostland. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 stycznia 2018

FKB 41 - Skarb. Rolf von Stütze - PodSKARBi Wielkiego Księcia Ostlandu Halsa von Tassenincka

Kolejny turniej Warheim zbliża się wielkimi krokami, jako, że zdecydowałem się spróbować szczęścia z Ostlandczykami, postanowiłem odświeżyć trochę swoją bandę. Na pierwszy ogień kapitan. Oczywiście równie ważne jak malowanie, jest okraszenie wybranej kompanii soczystym fluffem, dzięki czemu przesuwanie plastykowych figurek sprawia tyle frajdy :). Tak, że dobrze odżywiony model rycerza od Scibora, został Podskarbim von Tassenicków tym samym wpisując się mniej lub bardziej w tematyke styczniowego Figurkowego Karnawału Blogowego jak i najnowszych wpisów fluffowych na blogu QC. Zapraszam do czytania i oglądania :).

        Każdy skarb potrzebuje kogoś, kto będzie go ochraniał. Nie inaczej jest ze skarbcem Ksiecia-Elektora Halsa von Tasseninck. Kiedy Książe zajmuje się wielką polityką i odpiera najeźdźców, ktoś dogląda czy daniny spływają na czas, długi są ściągane, a ekonomowie wywiązują się należycie ze swych obowiązków.

     Te przyziemne i żmudne zadania złożone zostały na ręce Rolfa von Stütze, znanego jako "Każąca Pięść Księcia" czy wypowiadane trochę ciszej i na pewno nie w jego obecności "Chciwe Łapsko Elektora". Jedno jest pewne, każdy poddany Księcia widząc z daleka symbol czarnej pięści w srebrnym polu traci spokój ducha i przeprowadza szybki rachunek sumienia.
     Rolf pochodzi z niegdyś zamożnej rodziny szlacheckiej Stütze, której ziemie już kilka pokoleń wstecz zostały utracone na rzecz północnych sąsiadów. Od tego też czasu von Stütze służą jako zaufani doradcy i opiekunowie majątku von Tassenincków, w zamian za obietnicę że gdy tylko zdarzy się sposobność, ci pomogą odbić utracone dobra Stützów.

    Podskarbi przemierza majątki swojego patrona wraz ze swoją kompanią najemników ściągając dziesięcine oraz wymierzając kary krnąbrnym lub leniwym poddanym. Zarówno chłopi żyjący w nędzy jak i zamożni zarządcy majątków najbardziej obawiają się jednej kary - wzięcia w niewolę. Nieszczęśliwcy, których spotka ten los, wysyłani są do pracy w kopalniach lub wyrębu Mroczej Puszczy gdzie giną z wycieńczenia lub co gorsza są porywani przez sługi ciemności, tracąc nie tylko życie, ale również swoje nieśmiertelne dusze.


piątek, 1 grudnia 2017

Bitewny raport Warheim - Ostland vs Łowcy Czarownic.

29.11.17r. Udało mi się spotkać z QC i rozegrać potyczkę w Warheima.
Postanowiłem zagrać moim starym dobrym Ostlandem, który jest w trakcie liftingu. Wymieniłem model kapitana na Sciborowego rycerza, oraz jednego handlarza niewolników na model z Westwinda, któremu zamiast kozika dałem bat do poganiania leniwych niewolników. Model Maga Bestii doczekał się przyzwanych wilków zamiast świń. Wszystkie te modele wymagają jeszcze wykończenia, ale myślę, że do marca się wyrobię. Tyle tytułem wstępu, teraz co do samej potyczki.

Wylosowaliśmy scenariusz Okupacja, wygraną zapewniało przejęcie kontroli nad większą ilością wyznaczonych pięcu budynków. Moja banda mimo, że była jej to pierwsza potyczka, miała zapewnioną przewagę dzięki swojej liczebności - 12 modeli + 3 przyzwane magiczne wilki. Łowcy Czarownic QC, byli doświadczoną bandą, ale posiadali tylko 7 postaci, które liczyły się jako okupujący (moje wilki i psy łowców nie spełniały wymagań scenariusza). Niestety szczęście tego dnia wybitnie mnie opuściło, QC mógł wybrać stronę stołu na której się rozstawia - dziwnym trafem wybrał tą, przy której stały zgrupowane budynki ze scenariusza, następnie wygrał rzut na rozpoczęcie potyczki i już w pierwszej turze zabezpieczył sobie świetne defensywne pozycje dla swojej bandy. Dla nie obeznanych z Warheimem - wymarzona sytuacja dla bandy Łowców Czarownic, która nie jest zbyt liczna, ale ma dostęp do bardzo dobrych pistoletów pojedynkowych, które dziesiątkują wroga za nim zdąży się zbliżyć. QC zaryzykował nawet wbieganie po drabinach - żaden model się nie potknął. Doszedłem do wniosku, że puszczę przodem psy oraz niewolników, a reszta bandy ukrywając się za zasłonami wykorzysta swoją liczebność i bezkrwawo zdoła przejąć kontrolę nad budynkami. 




Czas pokazał, że była to dobra decyzja, w ciągu całej rozgrywki udało mi się wyłączyć z gry dwa psy dzięki wysiłkom kapitana, oraz ogra. Wszystkie pozostałe rzuty były nieudane i tak padły od snajperskich strzałów wszystkie wilki, a psy zagryzły żołnierza, oraz wszystkich niewolników. Rzuty QC wyglądały tak, że mówił wynik, rzucał kością i uzyskiwał oczekiwaną liczbę oczek na kościach. W pewnym momencie zacząłem podejrzewać, że to kultyści Tzeentcha przebrali się za Inkwizycję. Na szczęscie taktyka ukrywania się i czekania na ósmą turę dała radę i ostatecznie zapewniła wygraną!
W sekwencji po potyczce okazało się, że wszystkie modele przeżyły, a dzięki  wygranej zarobiłem sporo złotych koron. Zezowate szczęście Tzeentcha dało o sobie znać;).

wtorek, 12 lipca 2016

Relacja z turnieju Śmiech Mrocznych Bogów.

Nagabywany przez QC, żeby popełnić kolejną relacje z turnieju, biorę się do pracy.
Jak zwykle, nie notowałem sobie szczegółów każdej rozgrywki, a od wydarzenia minął miesiąc, więc wszelkie zniekształcenia proszę zrzucić na karb zawodnej pamięci.

Zacznę od końca, bo pewnie i tak większość nie przeczyta całości, czyli od podsumowania.
Turniej trzymał poziom pierwszego, a nawet pod względem organizacyjnym go wyprzedził, wszystko szło mam wrażenie sprawniej. Gracze narzekali, że za mało czasu jest pomiędzy bitwami i część osób za nim się zorientowała, że trwa już kolejna runda miała 10 minut w plecy. Sam nie odczułem specjalnie tej presji czasu i z każdym scenariuszem zmieściłem się w wymaganym czasie i nawet rozegrałem wszystkie scenariusze według założeń autora a nie własnych! Mniej piwa i przeczytanie scenariuszy przed turniejem robi swoje. Przeciwnicy jak zwykle bez spin wałowania i wykłócania się o milimetry, nie powiem, że atmosfera jak przy domowym graniu, bo często jak graliśmy u Torina czy Szczerego mieliśmy większe spiny ;), tak że klasa sama w sobie. Dziękuje jeszcze raz wszystkim za fajne potyczki.

Koniec końców poprawiłem swój wynik z poprzedniego turnieju i udało się skończyć tuż przed podium czyli czwarte miejsce! Przegrałem jedną pierwszą grę, jedną zremisowałem, resztę udało się wygrać, patrząc na poziom przeciwników jestem bardzo zadowolony.

Na końcu nie można zapomnieć o sponsorach, którzy dopisali jeszcze mocniej niż ostatnio, największe wrażenie zrobiły na mnie pomalowane i gotowe do gry makiety, niestety żadna nie trafiła w moje ręce, wszystkie pojechały do Częstochowy i mam nadzieję, że przyczynią się do poszerzenia bazy graczy Warheim. Wrzucam przypomnienie, jakie firmy nas wspomogły mam nadzieję że nie po raz ostatni. Sam szykuję się do zakupu Wulflandu z Blach Chapel Miniatures, na następny turnieju pewnie Ulrykowcy!
Teraz przejdę do samego mięsa czyli opisu rozgrywek. Na turniej tym razem wybrała się moja Zbrojna Kompania z Ostlandu, druga w kolejności po Blood Dragonach ekipa, którą skompletowałem i grałem w Warheim. Wybrali się w składzie: komplet bohaterów, w tym kapitan z pistoletem i novum dla mnie czyli zamiast wysłużonego kapłana pojawił się Mag Tradycji Bursztynu ze swoimi świnkami;). Po za tym trzech żołnierzy, ogr i dwóch niewolników.
Pomysł na maga podsunął mi Torin, jego pierwsze zaklęcie to przyzwanie świ..tzn wilków, razem z sprowadzanymi po potyczce niewolnikami, pojawia się spora ilość modeli nie liczących się do testów rozbicia. Fotorelacja by QC :).

Pierwsza rozgrywka - nocne gobliny. Pierwszy raz grałem przeciwko tej bandzie, szef na wielkim squigu robił wrażenie, postanowiłem chronić moich bohaterów i drogiego ogra i nie sprawdzać jak twardym jest przeciwnikiem. Niestety bestia Slanesha zdecydowanie bardziej wolała pobawić się z goblinami niż prostymi chłopami z Ostlandu, praktycznie każdy teleport w strefę rozstawienia goblinów, wisienką na torcie było teleportowanie do ruin budynku, które miały ściany tylko z mojej strony, a otwarte były od strony przecwinika. Gobliny długo nie czekając zdjęły bestię, do której nie zdążyłem dobiec. Pierwsza gra przegrana.

Druga potyczka - krasnoludy chaosu Maniexa, jednego możecie zobaczyć u niego na blogu. Tutaj miałem więcej szczęścia, ale też bestia miała mniej możliwości ucieczki ;). Zaszarżowania przez ogra i paru żołnierzy w końcu abominacja Nurgla padła. Zabrała ze sobą ogra, na szczęście tym razem mroczni bogowie nie śmiali się ze mnie a ze mną i ogr przeżył. Obaj skupiliśmy się na bestii tak, że oprócz paru strzałów oddanych w moją stronę przez krasnoludy rozeszliśmy się omijając z daleka. Potyczka wygrana!.


Trzecia bitwa pod znakiem Khorna, na przeciwko kozy... Zapowiadało się nieciekawie, na szczęście banda Bahiora była już przetrzebiona, tak, że ostlandcy zakapiorowie nie mieli większego problemu w rozprawieniu się ze swoim naturalnym wrogiem z Lasu Cieni. Czarodziej Bursztynu przyzwał wilki, na wezwanie przybyły dzikie świnie... wystarczyły jednak, żeby związać walką przeciwnika i pozwolić na szarże moim żołnierzom oraz ogrowi. Kolejna wygrana!

Czwarta bitwa, czyli intrygi Tzeentcha. Zawiłe plany Pana Przemian, to za dużo dla prostolinijnych ostlandczyków, szczególnie kiedy mają się zmierzyć z przebiegłymi Wysokimi Elfami. Wprawdzie na jedną figurkę Nanty przypadały chyba trzy moje, wygrana wydawałaby się łatwą rzeczą. ale nie jeśli po polu bitwy biegają demony ziejące ogniem... W jaki sposób niepiśmienny ostlandczyk może wygrać z kilkusetletnim elfem w szachy? Nie może. Może za to przewrócić szachownice i zasadzić fangę w nos. Po WzA dowódcy elfów i białego lwa, reszta uciekła a rozgrywka zakończyła się remisem...

Piąta bitwa, czyli kto opanuje większy obszar spornego terenu. Idealny scenariusz dla mojej bandy, w której roi się od nic nie znaczących popychadeł, zza których wystaje paskudna morda ogra. 
Niestety na przeciw mnie stanęły skaveny, które stosują bardzo podobną taktykę, a są do tego znacznie szybsze. Na szczęście, szef Pestilensów wystraszył się chyba brzuchacza i postanowił nie rozdzielać zbytnio swoich sił, które w zwarciu potrafiły wyprowadzić pizdylion ataków.
Ostlandzki Kapitan wykazał się iście skaveńską pragmatycznością, przyzwane świnie oraz świeżo złapanych niewolników puścił bokami, żeby zajmowali teren, a jako przynętę wystawił swoich żolnierzy, którzy mieli związać walką parchate szczury. Bitwa zadedykowana Chaosowi Niepodzielnemu, ale na samym środku na pewno rządził Khorne, trup ścielił się gęsto.
Na szczęście taktyka Ostlandczyków przyniosła skutek, mocno nadszarpnięci żołnierze przetrwali szarżę skavenów i oddali na tyle mocno, że te postanowiły uciec! Wygrana. 


wtorek, 7 lipca 2015

Raport bitewny Warheim - czyli jak Ostland zebrał cięgi.

Powoli odżywam jeśli chodzi o hobby, pod koniec czerwca nawet udało się rozegrać dwie potyczki z Quidamcorvusem i Szczerym do bólu. Tak, że para-raport z tego jakże doniosłego wydarzenia;). Zastanawiałem się kogo zabrać na pierwszą grę od miesięcy, miały być zwierzoludzie jako w miarę proste do ogarnięcia. Usłyszałem, że QC gra Ogrami, Szczery kultem Slanesha, postanowiłem dla przeciwwagi zabrać na wycieczkę reprezentantów Imperium, czyli dzielnych Ostlandczyków. Moja rozpiska wyglądała w skrócie tak: komplet bohaterów + kusza na kapitanie, ogr, niewolnicy i dwaj żołnierze.
Taktyka dosyć prosta, niewolnicy do przyjmowania zabójczych szarż ogrów, ostlandzki ogór miał stanowić jakąś przeciwwagę dla całej ich bandy ;), pozostali mieli zdjąć jak najwięcej gnoblarów i liczyć na nieudany test rozbicia.  Specjalnej taktyki na sybarytów nie potrzebowałem, ogr miał trafić w bohaterów, reszta dokończyć dzieła. Jako, że graliśmy scenariusz 1v1v1, liczyłem, że ogry ze slaneshowcami spotkają się szybciej, a moim przypadnie rola zamiatania, szczególnie, że każda z pozostałych band była już po paru potyczkach.
Pierwsza bitwa bardzo fajna, do pewnego wszystko według planu - chaośnicy spotkały ogry i o dziwo wyszli z tego spotkania zwycięzcy, bez większych strat. 
Chłopców Obesteina czekała ciężka praca, żeby opuścić pole bitwy z tarczą. Ogr zaszarżował na największego siepacza kultystów czyli opętanego, który wcześniej prawie samodzielnie rozbił bandę jego kuzynów.  Niestety nie spisał się wiele lepiej i również poległ, niewolnicy na chwilę związali walką pozostałych, tak, że bohaterowie i żołnierze mieli szansę przejąć inicjatywę szarżując na chaośników. W tym momencie wszystko zależało od kości...a jak wiadomo ich patronem jest Tzeentch, który tym razem postanowił sprzyjać Panu Rozkoszy. Walka była zażarta, obie drużyny straciły większość bohaterów, w końcu Ostland nie mógł zdać testu rozbicia, ponieważ na stole nie znajdował się ani jeden przytomny woj. Już tylko kapłan dogorywał na uboczu, razem z jednym z żołnierzy, reszta po za stołem. Podsumowując bardzo fajna emocjonująca potyczka. Dzięki zasadom słabeusza sporo zarobiłem. Niestety kapitan został wielokrotnie zraniony, w tym stracił nogę i czekała go przerwa od dwóch następnych potyczek.
Jeden z żołnierzy padł martwy, ale naszczęście Ogr przeżył, a reszta też wyszła z potyczki obronną ręką, bez większych ran.
Kolejna potyczka już nie tak interesująca, przynajmniej dla Ostlandu. Wylosowałem zdarzenie losowe wybuch wulkanu, którego ognisty podmuch na start zdjął bohatera i jednego żołnierza. Następnie szarża jednego z ogrów przez płot, zdjęła kolejnego żołnierza, tutaj już wyszło zmęczenie graczy i pomieszanie zasad (działająca bycza szarża) dokonały dzieła zniszczenia. 
Tego było już za dużo dla mocno doświadczonej przez los kompanii, która pozbawiona Kapitana dobrowolnie opuściła pole bitwy. Potyczkę z Ogrami po raz drugi wygrali Sybaryci dając jasno do zrozumienia, że jednak więcej do powiedzenia ma chuć niż obżarstwo ;). Jak pisałem wcześniej druga rozgrywka mało satysfakcjonująca, pechowe zdarzenie losowe, plus zamieszanie w zasadach pozostawiają niedosyt. Oczywiście najbardziej usatysfakcjonowany wyszedł Szczery do bólu, ale trzeba przyznać, że mu się należało :).
Niestety nie
starczyło czasu na kolejną grę. Generalnie wrażenia 50 na 50, ale banda złapała parę fajnych rozwojów, niestety tyle co zarobiłem złota to musiałem wydać na uzupełnienie strat.
Wrzucam jedyną fotkę, która wyszła niestety miałem do dyspozycji tylko telefon, następnym razem może będzie lepiej, a tym którzy mają niedosyt polecam bloga QC, gdzie są dokładne fotki Ogrów.

poniedziałek, 10 listopada 2014

Ostland

Udało mi się zrobić kilka fotek w całości pomalowanej bandy Ostlandu do Warheim.
Fotki pierwszej klasy nie są, ale od czegoś zacząć trzeba ;).
Bohaterowie pomalowani byli już lata temu, dołączyli stronnicy, czyli: ogr, żołnierze, myśliwi oraz niewolnicy tuaj stylizowani na Middenlandczyków.
Pomysł na bandę przedstawiałem na swoim starym blogu, więc tylko przypomnę:

Peter von Obestein, drugi od lewej -  Kapitan najemników na usługach jednego z lenników von Tassenicków, właściciela kopalń srebra w Górach Środkowych, ma zapewnić stały przepływ siły roboczej w góry i kruszca do Wolfenburga.
Pomagają mu w tym:
Holger, pierwszy z lewej - Sierżant,  wybiera żołnierzy którzy ruszą z kompanią i jak robi się gorącą staje razem z nimi w pierwszej linii, podwładni którzy mu podpadną jeśli mają wybór wolą samotną szarżę na bestigora niż zmierzenie się z gniewem Holgera.
Jakob Brun, drugi od prawej - młodszy handlarz niewolników, wcześniej rajfur z Wolfenburga, kłopoty z wierzycielami i dusza awanturnika splotły jego losy z Peterem. Jeśli kompania potrzebuje nabyć jakiś egzotyczny towar lub spieniężyć w dobrej cenie łupy w miasto rusza Jakob.
Tobias Berger, pierwszy od prawej - starszy handlarz niewolników, w przeciwieństwie do Jakoba Tobias, spędził większość swego życia w dzikich ostępach Ostlandu tropiąc zwierzynę, początkowo było to głównie ptactwo i zające, jednak szybko jego doświadczenie okazało się przydatne przy tropieniu zbiegłych niewolników. Drugą olbrzymią zaletą Tobiasa jest liczne kuzynostwo, można odnieść wrażenie, że jeżeli podniesiesz dowolny kamień w Górach Środkowych zaraz wyskoczy z pod niego jakiś Berger który zna Tobiasa i jest gotowy ruszyć z kompanią jako zwiadowca.

Otto von Obestein brat Petera, którego nestor rodu przeznaczył do służby Sigmarowi. Otto jako kapłan z zakonu Srebrnego Młota zdecydował dołączyć do brata, jak sam twierdzi, żeby nawet w cieniu Gór Środkowych płomień Sigmara nie płonął jasno, a jego nauki dotarły w najdziksze ostępy. Nie trzeba jednak zbytniej przenikliwości, żeby zorientować się, że głównym powodem jest obawa o zbawienie duszy brata, którego trudno zaliczyć w poczet świętych.

Powyższe zdjęcia pochodzą z przed paru lat, ostatnio dokończyłem stronników, w tym podrasowałem ogra:
Gozbur - ogr początkowo walczył na arenach Wolfenburga, szło mu całkiem nieźle, aż do spotkania z większym i silniejszym ogrem, który jednym uderzeniem maczugi zerwał mu część twarzy i przepołowił i tak wątły rozum brzuchacza. Na jego szczęście był to dzień w którym Jakobowi udało się namówić Petera żeby postawił część łupów na Gozbura, który do tego momentu nie przegrał ani jednej walki. Był to ostatni raz kiedy Peter wybrał się na arenę razem z Jakobem, a przynajmniej powtarzał tak przez następny miesiąc. Postanowił jednak zaryzykować i zainwestować resztkę pieniędzy w obitego ogra. Zamówił znachora, który opatrzył Gozbura, a tego nie trzeba było długo namawiać, żeby ruszył w góry razem ze swym nowym mocodawcą.
Poniżej zdjęcia całej kompanii oraz niewolników - pobitych middenlandczyków, którzy nieopatrznie zapuścili się w Góry Środkowe próbując zagarnąć urobek z kopalń von Tassenicków.


Zdaję sobie sprawę, że zdjęcia nie są najlepszej jakości, ale jak pisałem w poprzednim poście dzisiaj, nie mam ostatnio zbyt dużo czasu na takie przyjemności, w następnej wolnej chwili spórbuje wrzucić fotki lepszej jakości.