Dziś wieczorem gramy, a w między czasie nadrabiam zaległe wpisy.
Informacje uzyskane z bazy danych statku, powiedziały nam trochę więcej o planecie i sytuacji w momencie kiedy ostatni raz statek łączył się z lokalną siecią, zabroniliśmy mu robić to w tej chwili, żeby nie zwrócić na siebie niepożądanej uwagi. Odnaleźliśmy, jak nam się zdawało, alternatywne rozwiązanie impasu.Z powodu zmian klimatycznych część miast została opuszczona, z dobrze zachowaną infrastrukturą na wypadek ponownego zasiedlenia. W którymś powinniśmy odnaleźć generator, który wystarczy do uruchomienia świetlnego napędu. Uzyskaliśmy też informację dotyczące lokalnego konfliktu zbrojnego.
Pierwsi osadnicy, których potomkowie mogą w tej chwili uchodzić za tubylców pochodzą z arabskojęzycznej misji. Po pojawieniu się wrogiego PAXu zorganizowali się w organizacje pod nazwą Machina Wojenna i starają się utrzymać kontrolę nad planetą. Gdyby plan z miastem nie wypalił mogą okazać się potencjalnym sojusznikiem, pytanie czy nie postanowią po prostu odebrać nam statku.
Statek nieźle sobie radzi w lotach atmosferycznych i po kilku chwilach dolecieliśmy do opuszczonego miasta. Po wypuszczeniu zwiadowczego drona, okazało się jednak, że nie jest tak całkiem opuszczone. Ostatni obraz jaki przekazał nam przed zestrzeleniem, był mierzący do niego z broni laserowej snajper. Uradziliśmy, że dwie najlepsze w cichociemnych akcjach osoby ruszą do miasta wykraść generator, a reszta przy pomocy statku i ładunków wybuchowych zrobi wystarczająco dużo zamieszania, żeby odwrócić uwagę strażników. Tak też na misję ruszyli Le Bon i Kowalsky, a Stark dowodził akcją dywersyjną.
Niestety po umówionych dwunastu godzinach, w umówionym miejscu nie było ani śladu po obu śmiałkach.
Postanowiliśmy dać im dodatkowy czas i potem ruszyć z akcją ratunkową. Brzmiało to nawet dla nas idiotycznie, ale biorąc pod uwagę, że bez ręki Le Bona w której zakodowano klucz do otwarcia Tetydy, ani bez generatora nie opuścimy tej planety, nie było innej opcji.
Na szczęście po kilku godzinach okazało się, że wracają w towarzystwie jakichś żołnierzy w dziwnych płaszczach.
Niestety nie zdobyli generatora, Le Bon stracił rękę z kluczem, a Kowalsky wyglądał jakby zderzył się z ciężarówką.
Na szczęście nie przyprowadzili do nas swoich nowych znajomych, żeby potraktowali nas z równie dużą gościnnością. W mieście przebywają dwa androidy, kiedy Le Bon z Kowalskym spotkali pierwszego, ten złapał rękę Le Bona i postanowił zabrać ją sobie jako pamiątkę, odcinając przy pomocy lasera. Kowalsky ruszył na ratunek, ale po paru klapsach zrozumiał, że nie wiele wskóra. Na szczęście pojawili się członkowie Wojennej Machiny, którzy przy pomocy wyrzutni rakiet spacyfikowali androida, potem jego kolegę i pomogli wydostać się z miasta naszym kompanom. Żeby było jasne, androidy przetrwały ostrzał, poskładały się do kupy niczym T1000. Jak się dowiedzieliśmy, żołnierze, nie wiedzą jak całkowicie je zlikwidować, potrafią tylko unieruchomić dzięki elektronicznym urządzeniom, które działają podobnie jak kołek na wampira w WoDzie.
Tak... opcja z opuszczonymi miastami przestała być aktualna. Ale hej! Mamy za to sojuszników, którzy chcą nas zabrać do swojej bazy i wyjaśnić skąd się tu wzięliśmy i kim jesteśmy... W każdym bądź razie, kiedy żołnierze zabawiani przez pozostałych siedzieli w jednym z pomieszczeń statku, udało się Starkowi i Le Bonowi dogadać ze statkiem tak żeby ograniczył dostęp do pilotażu tylko do naszej piątki, zmiana opcji wymagała podania hasła ("proszę"), na szczęście nasza wrodzona uprzejmość poradziła sobie z tym zadaniem ;). Zmieniliśmy hasło i polecieliśmy negocjować z przywódcami Wojennej Machiny.
Oczywiście kiedy Stark rozmawiał z generałem. Technik i fixer zaczęli podrywać w barze tutejsze dziewczyny. Tak, tak, znajdowaliśmy się w sercu bazy organizacji o islamskich korzeniach i nazwie Machina Wojenna. Nasz technik dołączył w szybkim czasie na ostry dyżur, kojo obok Le Bona i Kowalskyego którzy jeszcze nie doszli do siebie po spotkaniu z androidami. Black - fixer przemknął się na statek i doszedł do wniosku, że tam spędzi resztę wolnego czasu.
Generał okazał się dosyć pozytywnie nastawiony do naszej grupy. Perswazja Waltera Starka, który przedstawił się jako jeden z badaczy pochodzący z planety, której mieszkańcy również prowadzą wojnę z PAXem, trochę w tym pomogła. Obiecał pomóc nam zdobyć generator z bazy PAXu, pod warunkiem, że kiedy opuścimy planetę zabierzemy ze sobą kilkanaście unieruchomionych androidów. Urządzenia które skonstruowali paraliżowały je, ale miały też swoją wytrzymałość, a skoro nie da się czegoś zniszczyć konwencjonalnymi metodami zawsze można spróbować posłać to w stronę Słońca...
Zobaczymy jak się to potoczy dalej.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dan Simmons. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dan Simmons. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 31 lipca 2014
niedziela, 15 czerwca 2014
Z nurtem Tetydy cz.3
Czwarty Świat.
Ostatni świat do którego trafiliśmy przywitał nas nieprzeniknioną ciemnością i koszmarnym zimnem.
Po chwili zorientowaliśmy się, że znajdujemy się w lodowym tunelu, przez który przepływa solanka.
Niestety nie znaleźliśmy żadnych informacji o podobnej planecie w zgromadzonych opracowaniach.
Po kilkuset metrach napotkaliśmy pierwszą przeszkodę, tunel został zablokowany przez lodową narośl.
Na szczęście oprócz zimowych ubrań zabraliśmy ze sobą solidny zapas materiałów wybuchowych. Brunon, nasz technik, na szczęście nie trzymał zbyt długo urazy za ekstra zabiegi na Heberonie i podłożył ładunki w taki sposób, żeby nie pogrzebać nas żywcem i odblokować tunel.
Odpłynęliśmy pod portal z którego przybyliśmy, w prawdzie z tego co sprawdzaliśmy na Hyperionie, podróż możliwa jest tylko w jedną stronę przez konkretny portal, ale pewnie pozwoliło nam to zaprzeczyć klaustrofobicznemu poczuciu, że nie ma dokąd uciec.
Zamknęliśmy oczy...
HUK..
Żyjemy!
Udało się, zator zlikwidowany możemy płynąć dalej. Oczywiście żadnego śladu bo statku, więc myśleliśmy, że szybko przepłyniemy dalej, ale naszą uwagę przykuły wykute w skale schody i tunel do którego prowadziły Przycumowaliśmy łódź i poszliśmy sprawdzić, co to za miejsce. Znaleźliśmy ślady po wypalonym ognisku, oraz plamy krwi. Stark z Le Bonem postanowili sprawdzić dokąd prowadzi tunel, Kowalsky z Brunonem zostali przy łodzi.
W tunelu na pierwszy rzut oka nie znaleźliśmy nic wartego uwagi, za to zobaczyliśmy jak w oddali rozdziela się na dwie odnogi, możliwe, że znajduje się tam cały system tuneli, nie mieliśmy czasu żeby je badać, postanowiliśmy wrócić na łódź i płynąć dalej. Właśnie wtedy usłyszeliśmy dochodzący z jednej z odnóg głos, "Nie ruszać się." Le Bon odbezpieczył broń, Walter ufał bardziej swoim zdolnościom negocjacyjnym niż broni, więc odwrócił się w stronę nieznajomych z przyjaznym uśmiechem.
Okazało się, że przed dwoma odkrywcami stało kilku karłów, którzy wyglądem najbardziej zbliżeni byli do Eskimosów, podejście Waltera zadziałało i obeszło się bez rozlewu krwi.
Niestety z używanej na Hyperionie odmiany angielskiego potrafili sklecić tylko kilka niegramatycznych równoważników zdań. Nauczył ich jej, ktoś kogo nazywali pustelnikiem. Nalegali, żebyśmy się z nim spotkali, podejrzewaliśmy, że będzie to na przykład właściciel statku kosmicznego, który ugrzęzł w lodowcu. Niestety podekscytowani spotkaniem, zapomnieliśmy się skontaktować z pozostałą częścią drużyny. Próbowaliśmy dogadać się jak daleko jest pustelnik, w odpowiedzi uzyskaliśmy wyciągnięte w naszą stronę 4 palce. Jako, że maszerowaliśmy tunelami już 2 godziny, a nowi znajomi zaczęli rozpalać ognisko i się posilać spytaliśmy ile z czterech już minęło - wyciągnięty jeden palec. Uradziliśmy, że nasz odpowiednik dwóch godzin, to u nich jedna jednostka miary czasu. Szybko decyzja, wracamy przekazujemy, że nie będzie nas około jednej doby i wracamy na spotkanie z pustelnikiem. Miniaturowi Eskimosi nie chcieli nas odprowadzić do towarzyszy, woleli poczekać tłumacząc coś o lodowych stworach. Ruszając we dwójkę szybko przekonaliśmy się co mieli na myśli. Z jednej ze ścian, prosto z lodu, wyskoczył na nas porośnięty futrem ponad dwumetrowy potwór. Na szczęście refleks Le Bona nie zawiódł i kosztem tylko kilku zadrapań ustrzelił potwora. Dotarliśmy do Kowalskyego i Brunona, niestety komunikacja nie była naszą najmocniejszą stronę. Postanowiłem zwalić to na fakt, że w rzeczywistości zbliżała się godzina 23:00, był środek tygodnia, każdy po pracy itd. itp. ;). W każdym razie nasze postacie, uzgodniły tylko, że spotykają się za kilkanaście godzin, bez wyjaśnienia, o co chodzi. Nie napastowani przez lodowe potwory ruszyliśmy do kurdupli i dalej ku pustelnikowi. Szybko okazało się, że nasi towarzysze liczyli postoje i rozpalane ogniska, a nie konkretne odstępy czasu, więc po 8 godzinach, szef Eskimosów zgiął dopiero drugi palec.
Zmęczeni i zirytowani postanowiliśmy, że drugi raz się nie cofamy i ryzykujemy dalszą podróż w nieznane.
Szybka przewijka MG i po dwóch dniach dotarliśmy do zatopionego w lodzie miasta, a nasi towarzysze muszą podjąć decyzję czy czekają na nas dalej, czy ruszają nas szukać, oczywiście bez pomocy tubylców ledwo co znoszą arktyczne mrozy i jeżeli czegoś szybko nie wymyślą czeka ich zamarznięcie.
Uff udało się zrelacjonować wszystko co do tej pory rozegraliśmy skończyliśmy, muszę zastanowić siew jakiej formie pisać te zapisy sesji, żeby osiągnąć optimum między ilością tekstu i nasyceniem konkretami. Za nim udało mi się to wszystko spisać rozegraliśmy już pierwszą sesję z trzech, przerywnika o którym pisałem wcześniej. Dziś na piszę tylko, że wszystkim się podobało i jestem bardzo zadowolony, nie długo wrzucę wpis w pełni temu poświęcony!
Ostatni świat do którego trafiliśmy przywitał nas nieprzeniknioną ciemnością i koszmarnym zimnem.
Po chwili zorientowaliśmy się, że znajdujemy się w lodowym tunelu, przez który przepływa solanka.
Niestety nie znaleźliśmy żadnych informacji o podobnej planecie w zgromadzonych opracowaniach.
Po kilkuset metrach napotkaliśmy pierwszą przeszkodę, tunel został zablokowany przez lodową narośl.
Na szczęście oprócz zimowych ubrań zabraliśmy ze sobą solidny zapas materiałów wybuchowych. Brunon, nasz technik, na szczęście nie trzymał zbyt długo urazy za ekstra zabiegi na Heberonie i podłożył ładunki w taki sposób, żeby nie pogrzebać nas żywcem i odblokować tunel.
Odpłynęliśmy pod portal z którego przybyliśmy, w prawdzie z tego co sprawdzaliśmy na Hyperionie, podróż możliwa jest tylko w jedną stronę przez konkretny portal, ale pewnie pozwoliło nam to zaprzeczyć klaustrofobicznemu poczuciu, że nie ma dokąd uciec.
Zamknęliśmy oczy...
HUK..
Żyjemy!
Udało się, zator zlikwidowany możemy płynąć dalej. Oczywiście żadnego śladu bo statku, więc myśleliśmy, że szybko przepłyniemy dalej, ale naszą uwagę przykuły wykute w skale schody i tunel do którego prowadziły Przycumowaliśmy łódź i poszliśmy sprawdzić, co to za miejsce. Znaleźliśmy ślady po wypalonym ognisku, oraz plamy krwi. Stark z Le Bonem postanowili sprawdzić dokąd prowadzi tunel, Kowalsky z Brunonem zostali przy łodzi.
W tunelu na pierwszy rzut oka nie znaleźliśmy nic wartego uwagi, za to zobaczyliśmy jak w oddali rozdziela się na dwie odnogi, możliwe, że znajduje się tam cały system tuneli, nie mieliśmy czasu żeby je badać, postanowiliśmy wrócić na łódź i płynąć dalej. Właśnie wtedy usłyszeliśmy dochodzący z jednej z odnóg głos, "Nie ruszać się." Le Bon odbezpieczył broń, Walter ufał bardziej swoim zdolnościom negocjacyjnym niż broni, więc odwrócił się w stronę nieznajomych z przyjaznym uśmiechem.
Okazało się, że przed dwoma odkrywcami stało kilku karłów, którzy wyglądem najbardziej zbliżeni byli do Eskimosów, podejście Waltera zadziałało i obeszło się bez rozlewu krwi.
Niestety z używanej na Hyperionie odmiany angielskiego potrafili sklecić tylko kilka niegramatycznych równoważników zdań. Nauczył ich jej, ktoś kogo nazywali pustelnikiem. Nalegali, żebyśmy się z nim spotkali, podejrzewaliśmy, że będzie to na przykład właściciel statku kosmicznego, który ugrzęzł w lodowcu. Niestety podekscytowani spotkaniem, zapomnieliśmy się skontaktować z pozostałą częścią drużyny. Próbowaliśmy dogadać się jak daleko jest pustelnik, w odpowiedzi uzyskaliśmy wyciągnięte w naszą stronę 4 palce. Jako, że maszerowaliśmy tunelami już 2 godziny, a nowi znajomi zaczęli rozpalać ognisko i się posilać spytaliśmy ile z czterech już minęło - wyciągnięty jeden palec. Uradziliśmy, że nasz odpowiednik dwóch godzin, to u nich jedna jednostka miary czasu. Szybko decyzja, wracamy przekazujemy, że nie będzie nas około jednej doby i wracamy na spotkanie z pustelnikiem. Miniaturowi Eskimosi nie chcieli nas odprowadzić do towarzyszy, woleli poczekać tłumacząc coś o lodowych stworach. Ruszając we dwójkę szybko przekonaliśmy się co mieli na myśli. Z jednej ze ścian, prosto z lodu, wyskoczył na nas porośnięty futrem ponad dwumetrowy potwór. Na szczęście refleks Le Bona nie zawiódł i kosztem tylko kilku zadrapań ustrzelił potwora. Dotarliśmy do Kowalskyego i Brunona, niestety komunikacja nie była naszą najmocniejszą stronę. Postanowiłem zwalić to na fakt, że w rzeczywistości zbliżała się godzina 23:00, był środek tygodnia, każdy po pracy itd. itp. ;). W każdym razie nasze postacie, uzgodniły tylko, że spotykają się za kilkanaście godzin, bez wyjaśnienia, o co chodzi. Nie napastowani przez lodowe potwory ruszyliśmy do kurdupli i dalej ku pustelnikowi. Szybko okazało się, że nasi towarzysze liczyli postoje i rozpalane ogniska, a nie konkretne odstępy czasu, więc po 8 godzinach, szef Eskimosów zgiął dopiero drugi palec.
Zmęczeni i zirytowani postanowiliśmy, że drugi raz się nie cofamy i ryzykujemy dalszą podróż w nieznane.
Szybka przewijka MG i po dwóch dniach dotarliśmy do zatopionego w lodzie miasta, a nasi towarzysze muszą podjąć decyzję czy czekają na nas dalej, czy ruszają nas szukać, oczywiście bez pomocy tubylców ledwo co znoszą arktyczne mrozy i jeżeli czegoś szybko nie wymyślą czeka ich zamarznięcie.
Uff udało się zrelacjonować wszystko co do tej pory rozegraliśmy skończyliśmy, muszę zastanowić siew jakiej formie pisać te zapisy sesji, żeby osiągnąć optimum między ilością tekstu i nasyceniem konkretami. Za nim udało mi się to wszystko spisać rozegraliśmy już pierwszą sesję z trzech, przerywnika o którym pisałem wcześniej. Dziś na piszę tylko, że wszystkim się podobało i jestem bardzo zadowolony, nie długo wrzucę wpis w pełni temu poświęcony!
piątek, 13 czerwca 2014
Z nurtem Tetydy cz.2
Dzisiaj zaległy opis sesji z Hyperiona.
Drugi świat.
Relaksujące kołysanie, zaraz po przekroczeniu portalu, zmieniło się w niebezpieczne podskoki na rwącym nurcie górskiej rzeki. Na szczęście tym razem nikt nie wypadł za burtę i po kilku niebezpiecznie bliskich spotkaniach ze skałami udało nam się wypłynąć bez żadnego uszczerbku z wąwozu na spokojniejszą cześć rzeki. Za sterem stał oczywiście niezastąpiony Walter Stark, po powrocie w bardziej cywilizowane rejony będzie musiał sobie sprawić kapitańską czapkę ;).
Postanowiliśmy rozbić obóz, odpocząć i dopiero wtedy rozpocząć poszukiwania coraz bardziej mitycznego statku kosmicznego. Niestety okazało się, że Brunon nie czuje się najlepiej po nieplanowanej kąpieli, gorączka i dreszcze zwaliły go z nóg, zaległ majacząc na dnie łodzi.
Reszta drużyny nie zrażona, trzymając jedynie większy dystans od dziobu, gdzie leżał Brunon, kontynuowała poszukiwania gwiazdolotu, oraz próbowała zorientować się na jakiej planecie się znaleźli. Ani jedno ani drugie nie powiodło się, więc bez żalu wpłynęliśmy w kolejny portal.
Trzeci świat.
Aj, waj, dalej nie ma śladów statku kosmicznego. Ale radio wyłapuje listę przebojów w jidysz. Witajcie na planecie Heberon, nowej ziemi obiecanej Izrealitów. Nie mogę oprzeć się tu przed małą wstawką, która nasunęła mi się gdy tylko usłyszałem, gdzie wylądowaliśmy ;) :
Kowalsky pilotując drona poinformował nas, że zmierzamy w stronę nie dużego miasta, ale nigdzie ani śladu ludzi.
Nie odkryliśmy śladów walk czy gorączkowej ewakuacji, mimo to miasto wyglądało jakby mieszkańcy oderwali się od codziennych zajęć i opuścili planetę. Udało nam się połączyć z jeszcze działająca tutejszą wersją Internetu, wszystkie wpisy i aktualizacje z przed dwóch tygodni i żadnego logicznego wyjaśnienia zniknięcia, jak się okazuje całej populacji Heberonu. Stan Brunona pogarszał się, to przeważyło o decyzji wkroczenia do miasta i poszukania szpitalu. Na nasze szczęście za złotych czasów Tetydy, Heberon był odpowiednikiem sanatorium, chorzy z całej skolonizowanej galaktyki, jeśli było ich na to stać, przybywali ratować swoje zdrowie. Znalazł się szpital a w nim medboty, od których zaczęła się cała impreza.
Wpakowaliśmy do jednego technika i zaczęliśmy zabawę z ustawieniami. Oczywiście Le Bon nie mógł przepuścić takiej okazji i Brunon miał się obudzić za 12 godzin w pełni zdrów (zaraził się morskim pierwotniakiem pasożytującym na latających tuńczykach) i z gratisową parą dorodnych piersi ;).
Przeznaczyliśmy ten czas na plądrowanie opuszczonego miasta i zbadanie dziwnego wypalonego w trawie kręgu. Bogatsi o kilka sakiewek wypełnionych kamieniami szlachetnymi, niestety nie zdołaliśmy zrozumieć, co wypaliło znak na ziemi, ani czy ma on związek z wyparowaniem mieszkańców Heberonu.
Brunon obudził się, można powiedzieć, że przyjął na klatę niespodziankę (generalnie sesja upłynęła pod znakiem podobnych sucharów o żydach i cyckach ;) ). Na szczęście obeszło się bez PvP między graczami, kolejne dwie godziny i pożegnaliśmy się z cycuszkami Brunona ruszając w stronę kolejnego portalu.
Na dzisiaj tyle i tak znów wyszedł przydługi post, w kolejnym opiszę ostatni świat, który udało nam się odwiedzić przed wakacjami MG.
Drugi świat.
Relaksujące kołysanie, zaraz po przekroczeniu portalu, zmieniło się w niebezpieczne podskoki na rwącym nurcie górskiej rzeki. Na szczęście tym razem nikt nie wypadł za burtę i po kilku niebezpiecznie bliskich spotkaniach ze skałami udało nam się wypłynąć bez żadnego uszczerbku z wąwozu na spokojniejszą cześć rzeki. Za sterem stał oczywiście niezastąpiony Walter Stark, po powrocie w bardziej cywilizowane rejony będzie musiał sobie sprawić kapitańską czapkę ;).
Postanowiliśmy rozbić obóz, odpocząć i dopiero wtedy rozpocząć poszukiwania coraz bardziej mitycznego statku kosmicznego. Niestety okazało się, że Brunon nie czuje się najlepiej po nieplanowanej kąpieli, gorączka i dreszcze zwaliły go z nóg, zaległ majacząc na dnie łodzi.
Reszta drużyny nie zrażona, trzymając jedynie większy dystans od dziobu, gdzie leżał Brunon, kontynuowała poszukiwania gwiazdolotu, oraz próbowała zorientować się na jakiej planecie się znaleźli. Ani jedno ani drugie nie powiodło się, więc bez żalu wpłynęliśmy w kolejny portal.
Trzeci świat.
Aj, waj, dalej nie ma śladów statku kosmicznego. Ale radio wyłapuje listę przebojów w jidysz. Witajcie na planecie Heberon, nowej ziemi obiecanej Izrealitów. Nie mogę oprzeć się tu przed małą wstawką, która nasunęła mi się gdy tylko usłyszałem, gdzie wylądowaliśmy ;) :
Nie odkryliśmy śladów walk czy gorączkowej ewakuacji, mimo to miasto wyglądało jakby mieszkańcy oderwali się od codziennych zajęć i opuścili planetę. Udało nam się połączyć z jeszcze działająca tutejszą wersją Internetu, wszystkie wpisy i aktualizacje z przed dwóch tygodni i żadnego logicznego wyjaśnienia zniknięcia, jak się okazuje całej populacji Heberonu. Stan Brunona pogarszał się, to przeważyło o decyzji wkroczenia do miasta i poszukania szpitalu. Na nasze szczęście za złotych czasów Tetydy, Heberon był odpowiednikiem sanatorium, chorzy z całej skolonizowanej galaktyki, jeśli było ich na to stać, przybywali ratować swoje zdrowie. Znalazł się szpital a w nim medboty, od których zaczęła się cała impreza.
Wpakowaliśmy do jednego technika i zaczęliśmy zabawę z ustawieniami. Oczywiście Le Bon nie mógł przepuścić takiej okazji i Brunon miał się obudzić za 12 godzin w pełni zdrów (zaraził się morskim pierwotniakiem pasożytującym na latających tuńczykach) i z gratisową parą dorodnych piersi ;).
Przeznaczyliśmy ten czas na plądrowanie opuszczonego miasta i zbadanie dziwnego wypalonego w trawie kręgu. Bogatsi o kilka sakiewek wypełnionych kamieniami szlachetnymi, niestety nie zdołaliśmy zrozumieć, co wypaliło znak na ziemi, ani czy ma on związek z wyparowaniem mieszkańców Heberonu.
Brunon obudził się, można powiedzieć, że przyjął na klatę niespodziankę (generalnie sesja upłynęła pod znakiem podobnych sucharów o żydach i cyckach ;) ). Na szczęście obeszło się bez PvP między graczami, kolejne dwie godziny i pożegnaliśmy się z cycuszkami Brunona ruszając w stronę kolejnego portalu.
Na dzisiaj tyle i tak znów wyszedł przydługi post, w kolejnym opiszę ostatni świat, który udało nam się odwiedzić przed wakacjami MG.
niedziela, 8 czerwca 2014
Z nurtem Tetydy cz.1
Jak pisałem w poprzednim poście dotyczącym kampanii Hyperion, nasza drużyna przygotowała się do podróży międzyplanetarnymi portalami, które razem tworzą Tetydę, atrakcję turystyczną z czasów kiedy podróże międzygwiezdne były równie łatwe jak dziś wypad do baru za rogiem.
W przebraniu wojskowych przewieźliśmy łódź pontonową w obszar działań wojennych. Kontakty Waltera i jego urok osobisty okazał się nieoceniony przy punktach kontrolnych, dzięki czemu obyło się bez komplikacji. Na Hyperionie Tetyda przepływała przez górską grotę, tak że przeniesienie całego sprzętu kosztowało nas wszystkich sporo wysiłku. Na dodatek okazało się, że przy wyładowanej do oporu sprzętem elektronicznym (w tym dron szpiegowski!), kombinezonami HAZMAT, i całą masą broni i amunicji łodzi, nie wzięliśmy niczego czym moglibyśmy ją załatać. Ograbiliśmy wojskową ciężarówkę ze sprzętu do łatania opon i ruszyliśmy w nieznane.
Pierwszy świat.
Wypłynęliśmy na przestwór oceanu, wbrew klasykowi bynajmniej nie suchego. Z jaskini trafiliśmy prosto na środek oceanu, okazało się że rzeka to bardzo umowna nazwa. Przeszukując wcześniej zdobyte wiadomości na temat Tetydy zorientowaliśmy się na jakim świecie jesteśmy, oraz że jego główną atrakcją są kilkudziesięciometrowe węże morskie...
Po chwili jeden przetoczył swe cielsko niedaleko łodzi, na szczęście okazał się nie zainteresowany grupką turystów.
W przebraniu wojskowych przewieźliśmy łódź pontonową w obszar działań wojennych. Kontakty Waltera i jego urok osobisty okazał się nieoceniony przy punktach kontrolnych, dzięki czemu obyło się bez komplikacji. Na Hyperionie Tetyda przepływała przez górską grotę, tak że przeniesienie całego sprzętu kosztowało nas wszystkich sporo wysiłku. Na dodatek okazało się, że przy wyładowanej do oporu sprzętem elektronicznym (w tym dron szpiegowski!), kombinezonami HAZMAT, i całą masą broni i amunicji łodzi, nie wzięliśmy niczego czym moglibyśmy ją załatać. Ograbiliśmy wojskową ciężarówkę ze sprzętu do łatania opon i ruszyliśmy w nieznane.
Pierwszy świat.
Wypłynęliśmy na przestwór oceanu, wbrew klasykowi bynajmniej nie suchego. Z jaskini trafiliśmy prosto na środek oceanu, okazało się że rzeka to bardzo umowna nazwa. Przeszukując wcześniej zdobyte wiadomości na temat Tetydy zorientowaliśmy się na jakim świecie jesteśmy, oraz że jego główną atrakcją są kilkudziesięciometrowe węże morskie...
Po chwili jeden przetoczył swe cielsko niedaleko łodzi, na szczęście okazał się nie zainteresowany grupką turystów.
Zagrożenie przyszło z zupełnie innej strony, kiedy już uspokoiliśmy się, że jednak potwory z głębin dały nam spokój okazało się, że zbliża się ku nam ławica ogromnych latających ryb. Niestety nie udało się wyprowadzić łodzi z trasy przelotu i Brunon (nasz świeży nabytek, technik) trafiony jedną z ryb wylądował w wodzie, po chwili w jego śladu poszedł Black. Szybka akcja ratownicza i znowu płyniemy do celu. Nie najlepszy start, ale z drugiej strony nikt nie został ranny, a łódź nadal w jednym kawałku.
Black na radarze wypatrzył jakąś metalową konstrukcję, Kowalsky który cały wolny czas spędzał przy konsoli, teraz mógł wykorzystać ten talent do obsługi drona. Konstrukcja okazała się platformą zamieszkałą przez uzbrojonych ludzi, którzy strzegli klatek pełnych gigantycznych rozgwiazd. Jeszcze na Hyperionie, mieliśmy do czynienia z osobą, która miała podobną przyrośniętą do piersi. Facet ożył po tym jak dostał kulkę prosto między oczy, tak że może nie mamy medbota, ale za to znaleźliśmy hodowlę biologicznej wersji backupu.
Doszliśmy do wniosku, kontakt będzie dla nas zbyt niebezpieczny i postanowiliśmy się przekraść do kolejnego portalu. Oznaczało to wyłączenie silnika i kilka godzin nużącego wiosłowania. Z pomocą przyszli nam nasi niedawni znajomi, okazało się, że rozgwiazdy to przysmak latających tuńczyków. Przy odgłosach broni maszynowej prującej do ławicy ryb, spokojnie udaliśmy się na kolejną planetę.
Jako, że opis pierwszego wyszedł przydługawy resztę opiszę w kolejnej notce, do tej pory udało nam się zbadać jeszcze trzy światy i tak, nadal żadnego śladu statku!
Black na radarze wypatrzył jakąś metalową konstrukcję, Kowalsky który cały wolny czas spędzał przy konsoli, teraz mógł wykorzystać ten talent do obsługi drona. Konstrukcja okazała się platformą zamieszkałą przez uzbrojonych ludzi, którzy strzegli klatek pełnych gigantycznych rozgwiazd. Jeszcze na Hyperionie, mieliśmy do czynienia z osobą, która miała podobną przyrośniętą do piersi. Facet ożył po tym jak dostał kulkę prosto między oczy, tak że może nie mamy medbota, ale za to znaleźliśmy hodowlę biologicznej wersji backupu.
Doszliśmy do wniosku, kontakt będzie dla nas zbyt niebezpieczny i postanowiliśmy się przekraść do kolejnego portalu. Oznaczało to wyłączenie silnika i kilka godzin nużącego wiosłowania. Z pomocą przyszli nam nasi niedawni znajomi, okazało się, że rozgwiazdy to przysmak latających tuńczyków. Przy odgłosach broni maszynowej prującej do ławicy ryb, spokojnie udaliśmy się na kolejną planetę.
Jako, że opis pierwszego wyszedł przydługawy resztę opiszę w kolejnej notce, do tej pory udało nam się zbadać jeszcze trzy światy i tak, nadal żadnego śladu statku!
poniedziałek, 2 czerwca 2014
Dramatis Personae kampanii Hyperion.
Kolejna sesja prowadzona przez Quasa za nami. Kampania trwa od dłuższego czasu, dlatego trudno mi zacząć pisać co się na niej działo, bez uprzedniego wyjaśnienia co, gdzie i jak. Gramy od paru miesięcy, więc nie pamiętam już wszystkich detali i wątków, którymi się zajmowaliśmy, ale postaram się to rzeczowo streścić. Będę dla ułatwienia podawał profesję z Cyberpunka, chodź system jest dość zmieniony w stosunku do oryginału.
Akcja dzieje się na planecie Hyperion, kiedyś daleką i mało znaczącą prowincję wysoce zaawansowanej technologicznie cywilizacji ludzkiej. Kilkaset lat temu nastąpił upadek tejże, przez co technologicznie planeta cofnęła się o kilkaset lat. Stracono między innymi, technologię natychmiastowej teleportacji pomiędzy układami gwiezdnymi, przez co udało się zachować kontakt tylko z najbliższymi układami, na które podróżować można dzięki Tytanom. Są to olbrzymie statki kosmiczne, podróż którymi wiąże się z długiem czasowym - dla pasażerów statku mija kilka miesięcy, dla reszty świata kilka lat. Do tej pory pokrywa się to z książkami Simmonsa.
Hyperion zarządzany jest przez jeden z arystokratycznych rodów pochodzący z innej planety. Sytuacja na ten moment wygląda tak, że mamy jedno duże miasto kontrolowane przez siły z poza planety, a na obrzeżach rebelię, dążącą do wyzwolenia planety z pod ich kontroli. Technologicznie po upadku cywilizacji stoimy na poziomie plus minus realiów Cyberpunka, są wszczepy, istnieje lokalna waluta w postaci gotówki, broń i pojazdy jak z zaawansowanego XXI wieku.
Moja postać to Walter Stark, profesja biznesmen, inspiracje chyba dość oczywiste i mało oryginalne. Kto ma kłopoty z szybkim kojarzeniem polecam linki pod imieniem i nazwiskiem.
Podobnie jak pierwowzory Walter potrafi zarabiać naprawdę duże pieniądze (nie koniecznie legalnie), ale jego prawdziwą pasją jest nauka. Oficjalnie właściciel średniej wielkości firmy spedycyjnej, mniej oficjalne źródło dochodu to produkcja fałszywej gotówki. Pracuje dla arystokratycznego rodu, konkurenta dla aktualnie kontrolującego Hyperion. Jego zadanie to dążenie w miarę możliwości do destabilizacji sytuacji politycznej i ekonomicznej planety.
Postacie pozostałej czwórki graczy są ze sobą bliżej związane i równie efektywne i efektowne jak poniższa ekipa ;).
Akcja dzieje się na planecie Hyperion, kiedyś daleką i mało znaczącą prowincję wysoce zaawansowanej technologicznie cywilizacji ludzkiej. Kilkaset lat temu nastąpił upadek tejże, przez co technologicznie planeta cofnęła się o kilkaset lat. Stracono między innymi, technologię natychmiastowej teleportacji pomiędzy układami gwiezdnymi, przez co udało się zachować kontakt tylko z najbliższymi układami, na które podróżować można dzięki Tytanom. Są to olbrzymie statki kosmiczne, podróż którymi wiąże się z długiem czasowym - dla pasażerów statku mija kilka miesięcy, dla reszty świata kilka lat. Do tej pory pokrywa się to z książkami Simmonsa.
Hyperion zarządzany jest przez jeden z arystokratycznych rodów pochodzący z innej planety. Sytuacja na ten moment wygląda tak, że mamy jedno duże miasto kontrolowane przez siły z poza planety, a na obrzeżach rebelię, dążącą do wyzwolenia planety z pod ich kontroli. Technologicznie po upadku cywilizacji stoimy na poziomie plus minus realiów Cyberpunka, są wszczepy, istnieje lokalna waluta w postaci gotówki, broń i pojazdy jak z zaawansowanego XXI wieku.
Moja postać to Walter Stark, profesja biznesmen, inspiracje chyba dość oczywiste i mało oryginalne. Kto ma kłopoty z szybkim kojarzeniem polecam linki pod imieniem i nazwiskiem.
Podobnie jak pierwowzory Walter potrafi zarabiać naprawdę duże pieniądze (nie koniecznie legalnie), ale jego prawdziwą pasją jest nauka. Oficjalnie właściciel średniej wielkości firmy spedycyjnej, mniej oficjalne źródło dochodu to produkcja fałszywej gotówki. Pracuje dla arystokratycznego rodu, konkurenta dla aktualnie kontrolującego Hyperion. Jego zadanie to dążenie w miarę możliwości do destabilizacji sytuacji politycznej i ekonomicznej planety.
Postacie pozostałej czwórki graczy są ze sobą bliżej związane i równie efektywne i efektowne jak poniższa ekipa ;).
Mamy więc Le Bon'a mózg bandy, to przez niego Walter najmuje pozostałych i jemu przekazuje wynagrodzenie, profesja gliniarz, chodź już od dawna działa po za prawem. Następnie Kowalsky... obrazek Pingwinów z Madagaskaru i nazwisko powinny starczyć za opis ;), Solo prawa ręka Le Bon'a. Kolejny to Black fixer, który niestety sporadycznie bywa na sesjach i częściej występuje w roli BN, zapewniając dostęp do mniej legalnych towarów, oraz ostatni na liście, nowa postać gracza, którego dotychczasowy Svena nomad zginął w czasie rozwałki w barze, obecnie stworzył technika, który czeka na imię.
Do tej pory udało się naszej piątce, zdobyć dysk z danymi personalnymi podwójnych agentów rządzącego rodu, dostarczyć broń dla partyzantów, odwrócić uwagę wydziału antynarkotykowego od firmy spedycyjnej Waltera, wykupić za fałszywą gotówkę kopalnie kamieni szlachetnych, oraz kilka niezłych gruntów wokół miasta. Najistotniejszym dokonaniem było jednak odnalezienie medbota - jednostki leczniczej, pochodzącego z luksusowego statku międzygwiezdnego, którego technologia przepadła setki lat temu.
Wspominałem już o zainteresowania Waltera nauką, a w szczególności archeologią czyli utraconą zaawansowaną technologią z przed Upadku.
Okazało się, że archeolog, który dokonał odkrycia zaginął. Walter razem z ekipą od mokrej roboty wyruszył na miejsce gdzie ostatnio archeolog prowadził badania, a które aktualnie znalazło się na linii frontu walk z rebeliantami. Streszczając do maksimum, udało się tam odnaleźć międzygwiezdną rzekę Tetydę, niegdyś atrakcje turystyczną, pozwalającą zwykłą łódką teleportować się pomiędzy planetami krążącymi wokół różnych gwiazd... (vide Endymion). Najprawdopodobniej, gdzieś na jej trasie znajduje się statek kosmiczny, z którego pochodził medbot.
Drużynie udało się wrócić z frontu, choć nie bez przygód w tym wdepnięciu na minę, ostrzału snajpera itp.
Po powrocie Stark skontaktował się z przełożonymi i podjął przygotowania do zorganizowania wyprawy za pomocą Tetydy. Pozostali gracze, wykorzystali ten czas na po domykanie niektórych wątków w mieście i wszyscy ruszyliśmy w nieznane, o czym będzie w następnym wpisie związanym z Hyperionem.
piątek, 30 maja 2014
Hyperion, Sandman czyli jak kraść to od najlepszych.
Skoro wstęp mamy za sobą czas na konkrety.
Na ten moment nie prowadzę żadnych sesji, a mam przyjemność uczestniczyć w kampanii prowadzonej przez Quasa, który zresztą w naszej grupie najczęściej podejmuje się mistrzowania i trzeba przyznać, że najlepiej mu to wychodzi.Quas prowadzi, na modyfikowanej mechanice Cyberpunka, grę w klimatach cyklu Hyperion Dana Simmonsa. Czyli mieszanka klasycznego systemu s-f z klasyką powieści tego gatunku - powiem, że sprawdza się świetnie. Kampania myślę, że dotarła do półmetka, ale i tak czeka nas jeszcze kilka miesięcy grania (przy spotkaniach średnio raz w tygodniu), na pewno jeszcze będę wracał do tego tematu.
Z moich autorskich projektów chodzi mi po głowie pomysł na kampanię w klimatach Sandmana z dorzuconymi pomysłami z cyklu Stevena Eriksona. Jeśli chodzi o systemy rpg, najbliższy będzie Świat Mroku, ewentualnie Zew Chthulu. Kostkologię wezmę z Savage Worlds. Lubię te zasady, zresztą są stworzone do modyfikowania wedle uznania, oraz dają graczom poczucie, że ich postacie to jednak bohaterowie, a nie przypadkowa banda skrzyknięta pod budką z piwem.
Akcja gry dziać będzie się w teraźniejszości w Los Angeles - Fabryce Snów, jedynym słusznym miejscem na historie związaną z Morfeuszem.
Seria Sandman zaczyna się kiedy Władca Snów uwalnia się z niewoli i wraca do swojego królestwa. Dobry moment do rozpoczęcia historii, kiedy bohaterem jest przedwieczna istota, ale moi gracze wcielą się w śmiertelników.
Kampania zacznie się od momentu kiedy Władca Snów zniknie zostawiając swoje królestwo na pastwę losu. Tutaj wchodzą na scenę bohaterowie graczy, których poczynania będą miały wpływ na dalsze losy porzuconej krainy. Pierwszy szkic zapowiada się epicko, chciałbym też przemycić elementy horroru mam nadzieję, że to się uda i wyjdzie z tego Epicki Horror!
Na przygotowania mam kilka miesięcy, na pewno na bieżąco będę umieszczał postępy prac, jak i relacje z Hyperiona.
Na ten moment nie prowadzę żadnych sesji, a mam przyjemność uczestniczyć w kampanii prowadzonej przez Quasa, który zresztą w naszej grupie najczęściej podejmuje się mistrzowania i trzeba przyznać, że najlepiej mu to wychodzi.Quas prowadzi, na modyfikowanej mechanice Cyberpunka, grę w klimatach cyklu Hyperion Dana Simmonsa. Czyli mieszanka klasycznego systemu s-f z klasyką powieści tego gatunku - powiem, że sprawdza się świetnie. Kampania myślę, że dotarła do półmetka, ale i tak czeka nas jeszcze kilka miesięcy grania (przy spotkaniach średnio raz w tygodniu), na pewno jeszcze będę wracał do tego tematu.
Z moich autorskich projektów chodzi mi po głowie pomysł na kampanię w klimatach Sandmana z dorzuconymi pomysłami z cyklu Stevena Eriksona. Jeśli chodzi o systemy rpg, najbliższy będzie Świat Mroku, ewentualnie Zew Chthulu. Kostkologię wezmę z Savage Worlds. Lubię te zasady, zresztą są stworzone do modyfikowania wedle uznania, oraz dają graczom poczucie, że ich postacie to jednak bohaterowie, a nie przypadkowa banda skrzyknięta pod budką z piwem.
Akcja gry dziać będzie się w teraźniejszości w Los Angeles - Fabryce Snów, jedynym słusznym miejscem na historie związaną z Morfeuszem.
Seria Sandman zaczyna się kiedy Władca Snów uwalnia się z niewoli i wraca do swojego królestwa. Dobry moment do rozpoczęcia historii, kiedy bohaterem jest przedwieczna istota, ale moi gracze wcielą się w śmiertelników.
Kampania zacznie się od momentu kiedy Władca Snów zniknie zostawiając swoje królestwo na pastwę losu. Tutaj wchodzą na scenę bohaterowie graczy, których poczynania będą miały wpływ na dalsze losy porzuconej krainy. Pierwszy szkic zapowiada się epicko, chciałbym też przemycić elementy horroru mam nadzieję, że to się uda i wyjdzie z tego Epicki Horror!
Na przygotowania mam kilka miesięcy, na pewno na bieżąco będę umieszczał postępy prac, jak i relacje z Hyperiona.
Subskrybuj:
Posty (Atom)