W tak zwanym międzyczasie udało mi się podoklejać trochę bitsów do powozu oraz jako tako spodkładować. Szkoda, że zdjęcia wnętrza powozu nie wyszły, będzie to na pewno łatwiejsze jak już go pomaluje.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krwawe Smoki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krwawe Smoki. Pokaż wszystkie posty
środa, 21 grudnia 2016
wtorek, 29 listopada 2016
Ucieczka z Gór Środkowych Turniej Warheim - Krwawe Smoki
Powoli, powolutku zbliża się styczniowy turniej Warheima.
Ostatecznie zdecydowałem, że w Góry Środkowe wybierze się Poczet Krwawego Smoka.
Powóz wykonał dla mnie Torin, za modele świnek. Pozostało mi jeszcze wykończenie, czyli doklejenie masy bitsów i pomalowanie.
Odpowiedzialnym za zorganizowanie powozu, którym wyruszą w daleką podróż, został Meister Altbert Bergholtz. Zabrał ze sobą dwóch dregów i maciore wraz z pięcioma warchlakami, które jako jedyne pozostały przy życiu po ostatniej wizycie kompanii w jednej z ostlandzkich wiosek.
W końcu udało się wyhandlować od taboru Strigan jeden z ich kramów na kółkach. Altbert doszedł do wniosku, że będzie to świetna przykrywka dla jego grupy, a składniki do zaklęć i rytuałów nie będą wzbudzać takiego zainteresowania, jeśli znajdą się w wozie obwoźnego cyrulika.
poniedziałek, 1 lutego 2016
Piekło pocztowe 30.01.2016r. relacja z turnieju Warheim
Na moment w którym pisze posta, jeszcze nie ma żadnej relacji z turnieju, więc postanowiłem opisać swoje wrażenia.
Wróciłem z 7 miejscem, w ramach łupów zdobyłem stadko świń, skrzydła i chaotyckie podstawki oraz oczywiście Warheimowy kubek i pędzelek. Opytmista powiedziałby, że jestem w pierwszej połowie z 14 graczy, pesymista dodałby, że ją zamykam ;).
Najważniejsze, że przednio się bawiłem i poznałem w końcu osobiście innych graczy Warheim niż nasza stara ekipa.
Przyznam się szczerze, że w ramach przygotowań skupiłem się bardziej na malowaniu niż wczytywaniu w scenariusze czy odświeżanie sobie zasad, co dało zresztą efekty w trakcie gry...
QC pisał już pare razy, żeby uwagi pisać przed turniejem a propo scenariuszy, ale z drugiej strony dopiero po rozegraniu można powiedzieć coś konkretnego.
Po rozegraniu scenariuszy już na chłodno mogę się zgodzić z tym co pisał Pepe, na Azylium.
Trzy rzeczy bym zmienił: 1)parowanie graczy i dodatkowe efekty za wygranie/przegranie scenariusza 3) efekt wielokortnie zranionego.
1) Sam motyw przewodni kampanii podobał mi się. Fajny klimat, można by się pokusić o jakieś funficowe opowiadanie na jego bazie, niestety trzymanie się klimatu szeroko rozumianego scenariusza, w połączeniu z rywalizacją na turnieju nie sprawdziło się w kwestii parowania graczy - wygrany z przegranym zmniejszały szansę odkucia się, jeśli w pierwszych bitwach powinęła się noga.
2) Motywy kiedy odchodzi losowy stronnik, a jeśli nie ma żywego stronnika to bohater, również nierówno uderzał w drużyny. Okazało się, że wampiry, które nie wzięły ghuli traciły bohatera, za to skaven mógł spokojnie stracić niewolnika, a kultyści specjalnie na tę okazję kupić najtańszego stronnika i obejśc się stosunkowo niskim kosztem. Klimat - fajny, ale na turnieju niepotrzebnie i niesprawiedliwie ingerował w bandy - niby można byłoby wyłapać to jeszcze przed turniejem, ale najlepiej się człowiek uczy na błędach już popełnionych ;).
3) Pomysł, żeby przerzucać wyleczonego....głównie hejt pewnie przez to, że mnie mocno zabolało, ale na prawdę dobrą chwile musiałem przerzucać rożne inne efekty, żeby w końcu tracić ręce, nogi i być wyłączonym na 3 potyczki. Nie wiem czym podyktowana zmiana, efekt to zwiększenie frustry i ilości niepotrzebnych rzutów - duży minus.
Wniosek, opowiadanie w tle rozgrywek fajna sprawa, ale wpływ na kształt potyczek powinien być minimalny, jeśli wogóle - na poziomie bonusów z punktów kampanii.
Zachowanie graczy, pomoc przy wątpliwościach z zasadami ze strony QC - super!
Teraz trochę o samych bitwach, nie porwę się na szczegółowe raporty z każdej. Po pierwsze nie robiłem notatek, więc nie pamiętam dokładnego przebiegu, musi wystarczyć krótkie streszczenie, wszelkie przekłamania to wina mojej ułomnej pamięci ;).
Pierwsza bitwa Benek - Krwawe Smoki - wygrana.
Bratobójcza walka. Benek zainwestował w Upiory i sprzęt, a ja w Ghule i dodatkowe Zombie, Ilość kontra jakość pokazała przewagę ilości ;). Benek zaczynał potyczkę, tak, że pierwszy dobiegł do wozu i wydobyl znacznik. Żeby testować rozbicie wystarczyło jednak zdjąć u niego dwa modele. Udało mi się to w miare sprawnie - jedna z nielicznych sytuacji kiedy kości były po mojej stronie.
Już pierwszy, albo drugi rzut na rozbicie i w ynik 10. Benek się rozbił, a ja odbiłem skarb.
Druga bitwa Redek - Szczuroludzie z Klanu Mors - przegrana
W następnej rundzie musiałem zmierzyć się z żądnym zemsty synem Benka;). Patrząc po kartach miałem nadzieję na wygraną, niestety najbardziej dotkliwa porażka spotkała mnie z rąk szczurów...
Zaczeło się dobrze, mimo, że miałem mniej zasięgu ruchu, udało mi się obstawić 3 domki i przeszkodzić Redkowi w penetracji jednego. Tak, że został mu do sprawdzenia ostatni, najbliżej jego krawędzi. Jako, że głównym zadaniem było odkrycie znacznika, co kończyło grę, postanowiłem nie grac zachowawczo i rzuciłem wszystkie siły do walki. Oczywiście dwa znaczniki które udało mi się odkryć okazały się pudłami, a jedyny który odkrywał Redek trafieniem. Za nim jednak to zrobił jego szczury z włączoną nienawiścią za rozbicie bandy Benka, nie bały się umarlaków, nawet niewolnicy walczyli lepiej niż ghule. Koniec końców, jeden dreg dostał rany przez które był włączony do końca turniej (nowa zasada z przerzucaniem wyleczonego przy wielokortnie zranionym przedłużała rzuty - 6 razy by już zdołał się wyleczyć, nie przeklinałem tylko dlatego, że grałem z nieletnim), na dokładkę szczury zjadły trzy z czterech ghuli....
145zk do tyłu i jeden bohater mniej do szukania łupów zdecydowały, o resecie bandy, żeby pozostałe
rozgrywki miały sens.
Trzecia bitwa Pepe - Nieumarły tabor Strigoi - przegrana
Co tu dużo mówić, jak się okazało przyszły zwycięzca turnieju z wampirem posiadającym lot, pozostali bohaterowie też niczego sobie kontra moje świeżaki. Tutaj trochę za blisko wystawiłem się przeciwnika i w drugiej turze udało mu się mnie zaszarżować. Kolejna bitwa w której kości o mnie zapomniały, a model gwardzisty z tego wszystkiego stracił ręke ;). Pierwszy czy drugi test rozbicia z mojej strony (nekromanta wciągniety przez wampira stracił ręke, ghule poobijane przez magicznie przyzwane zombie...) i koniec. Znowu rozważałem reset już trochę podłamany, ale za radą Pepe zostałem przy tej bandzie, co pomogło mi w następnej potyczce.
Czwarta bitwa Areo - Jaszczuroludzie z Lustrii - wygrana
Drugi raz kiedy los się do mnie uśmiechnął. Podłamany dwiema poprzednimi bitwami nie liczyłem na zbyt wiele. Szaman skinków rzucił klątwe na mojego wampira - WW 1 przerzuca trafienia...
oraz czar wspomagający na swojego szefa, zwiększając mu WW i Siłę. Na szczęście tym razem mojemu nekromancie udało się wezwać dwa zombie, które wykopały się szarżując Szamana. Pierwsza tura walki i...udało się go ściągnąć ze stołu, przyszarżował dowódca Jaszczurek, który skończył w ten sam sposób!!!
Reszta już była formalnością, wampir w końcu miał szansę się odkuć i wyrżnął przeciwnika do nogi. Po bitwie jeden z ghuli wylosował chłopak ma talent. Tak, że wielki plus.
Piąta bitwa Grish - Siostry Sigmara - przegrana
Wypite piwka nie przeczytanie wcześniej scenariusza i zmęczenie dały efekt. Udało mi się wmówić Grishowi, że żeby wygrać trzeba znajdować się w środku budynku, tak, że rozbiegłem się bez sensu po stole szukając tunelu do skarbca. Grish trzymając się w kupie ładnie zdejmował mi model za modelem, w końcu dobrowolnie się rozbiłem, bo okazało się, że reszta już skończyła, a ja i tak już nic nie zawojuje. Ja się z siebie pośmiałem, Grish wygrał wszyscy zadowoleni ;).
Na ten moment jedyne dostępne zdjęcia na facebooku Innego Wymiaru (jak zwykle świetnie się tam grało), pozwoliłem sobie ukraść zdjęcia z moimi figurkami.
Wróciłem z 7 miejscem, w ramach łupów zdobyłem stadko świń, skrzydła i chaotyckie podstawki oraz oczywiście Warheimowy kubek i pędzelek. Opytmista powiedziałby, że jestem w pierwszej połowie z 14 graczy, pesymista dodałby, że ją zamykam ;).
Najważniejsze, że przednio się bawiłem i poznałem w końcu osobiście innych graczy Warheim niż nasza stara ekipa.
Przyznam się szczerze, że w ramach przygotowań skupiłem się bardziej na malowaniu niż wczytywaniu w scenariusze czy odświeżanie sobie zasad, co dało zresztą efekty w trakcie gry...
QC pisał już pare razy, żeby uwagi pisać przed turniejem a propo scenariuszy, ale z drugiej strony dopiero po rozegraniu można powiedzieć coś konkretnego.
Po rozegraniu scenariuszy już na chłodno mogę się zgodzić z tym co pisał Pepe, na Azylium.
Trzy rzeczy bym zmienił: 1)parowanie graczy i dodatkowe efekty za wygranie/przegranie scenariusza 3) efekt wielokortnie zranionego.
1) Sam motyw przewodni kampanii podobał mi się. Fajny klimat, można by się pokusić o jakieś funficowe opowiadanie na jego bazie, niestety trzymanie się klimatu szeroko rozumianego scenariusza, w połączeniu z rywalizacją na turnieju nie sprawdziło się w kwestii parowania graczy - wygrany z przegranym zmniejszały szansę odkucia się, jeśli w pierwszych bitwach powinęła się noga.
2) Motywy kiedy odchodzi losowy stronnik, a jeśli nie ma żywego stronnika to bohater, również nierówno uderzał w drużyny. Okazało się, że wampiry, które nie wzięły ghuli traciły bohatera, za to skaven mógł spokojnie stracić niewolnika, a kultyści specjalnie na tę okazję kupić najtańszego stronnika i obejśc się stosunkowo niskim kosztem. Klimat - fajny, ale na turnieju niepotrzebnie i niesprawiedliwie ingerował w bandy - niby można byłoby wyłapać to jeszcze przed turniejem, ale najlepiej się człowiek uczy na błędach już popełnionych ;).
3) Pomysł, żeby przerzucać wyleczonego....głównie hejt pewnie przez to, że mnie mocno zabolało, ale na prawdę dobrą chwile musiałem przerzucać rożne inne efekty, żeby w końcu tracić ręce, nogi i być wyłączonym na 3 potyczki. Nie wiem czym podyktowana zmiana, efekt to zwiększenie frustry i ilości niepotrzebnych rzutów - duży minus.
Wniosek, opowiadanie w tle rozgrywek fajna sprawa, ale wpływ na kształt potyczek powinien być minimalny, jeśli wogóle - na poziomie bonusów z punktów kampanii.
Zachowanie graczy, pomoc przy wątpliwościach z zasadami ze strony QC - super!
Teraz trochę o samych bitwach, nie porwę się na szczegółowe raporty z każdej. Po pierwsze nie robiłem notatek, więc nie pamiętam dokładnego przebiegu, musi wystarczyć krótkie streszczenie, wszelkie przekłamania to wina mojej ułomnej pamięci ;).
Pierwsza bitwa Benek - Krwawe Smoki - wygrana.
Bratobójcza walka. Benek zainwestował w Upiory i sprzęt, a ja w Ghule i dodatkowe Zombie, Ilość kontra jakość pokazała przewagę ilości ;). Benek zaczynał potyczkę, tak, że pierwszy dobiegł do wozu i wydobyl znacznik. Żeby testować rozbicie wystarczyło jednak zdjąć u niego dwa modele. Udało mi się to w miare sprawnie - jedna z nielicznych sytuacji kiedy kości były po mojej stronie.
Już pierwszy, albo drugi rzut na rozbicie i w ynik 10. Benek się rozbił, a ja odbiłem skarb.
Druga bitwa Redek - Szczuroludzie z Klanu Mors - przegrana
W następnej rundzie musiałem zmierzyć się z żądnym zemsty synem Benka;). Patrząc po kartach miałem nadzieję na wygraną, niestety najbardziej dotkliwa porażka spotkała mnie z rąk szczurów...
Zaczeło się dobrze, mimo, że miałem mniej zasięgu ruchu, udało mi się obstawić 3 domki i przeszkodzić Redkowi w penetracji jednego. Tak, że został mu do sprawdzenia ostatni, najbliżej jego krawędzi. Jako, że głównym zadaniem było odkrycie znacznika, co kończyło grę, postanowiłem nie grac zachowawczo i rzuciłem wszystkie siły do walki. Oczywiście dwa znaczniki które udało mi się odkryć okazały się pudłami, a jedyny który odkrywał Redek trafieniem. Za nim jednak to zrobił jego szczury z włączoną nienawiścią za rozbicie bandy Benka, nie bały się umarlaków, nawet niewolnicy walczyli lepiej niż ghule. Koniec końców, jeden dreg dostał rany przez które był włączony do końca turniej (nowa zasada z przerzucaniem wyleczonego przy wielokortnie zranionym przedłużała rzuty - 6 razy by już zdołał się wyleczyć, nie przeklinałem tylko dlatego, że grałem z nieletnim), na dokładkę szczury zjadły trzy z czterech ghuli....
145zk do tyłu i jeden bohater mniej do szukania łupów zdecydowały, o resecie bandy, żeby pozostałe
rozgrywki miały sens.
Trzecia bitwa Pepe - Nieumarły tabor Strigoi - przegrana
Co tu dużo mówić, jak się okazało przyszły zwycięzca turnieju z wampirem posiadającym lot, pozostali bohaterowie też niczego sobie kontra moje świeżaki. Tutaj trochę za blisko wystawiłem się przeciwnika i w drugiej turze udało mu się mnie zaszarżować. Kolejna bitwa w której kości o mnie zapomniały, a model gwardzisty z tego wszystkiego stracił ręke ;). Pierwszy czy drugi test rozbicia z mojej strony (nekromanta wciągniety przez wampira stracił ręke, ghule poobijane przez magicznie przyzwane zombie...) i koniec. Znowu rozważałem reset już trochę podłamany, ale za radą Pepe zostałem przy tej bandzie, co pomogło mi w następnej potyczce.
Czwarta bitwa Areo - Jaszczuroludzie z Lustrii - wygrana
Drugi raz kiedy los się do mnie uśmiechnął. Podłamany dwiema poprzednimi bitwami nie liczyłem na zbyt wiele. Szaman skinków rzucił klątwe na mojego wampira - WW 1 przerzuca trafienia...
oraz czar wspomagający na swojego szefa, zwiększając mu WW i Siłę. Na szczęście tym razem mojemu nekromancie udało się wezwać dwa zombie, które wykopały się szarżując Szamana. Pierwsza tura walki i...udało się go ściągnąć ze stołu, przyszarżował dowódca Jaszczurek, który skończył w ten sam sposób!!!
Reszta już była formalnością, wampir w końcu miał szansę się odkuć i wyrżnął przeciwnika do nogi. Po bitwie jeden z ghuli wylosował chłopak ma talent. Tak, że wielki plus.
Piąta bitwa Grish - Siostry Sigmara - przegrana
Wypite piwka nie przeczytanie wcześniej scenariusza i zmęczenie dały efekt. Udało mi się wmówić Grishowi, że żeby wygrać trzeba znajdować się w środku budynku, tak, że rozbiegłem się bez sensu po stole szukając tunelu do skarbca. Grish trzymając się w kupie ładnie zdejmował mi model za modelem, w końcu dobrowolnie się rozbiłem, bo okazało się, że reszta już skończyła, a ja i tak już nic nie zawojuje. Ja się z siebie pośmiałem, Grish wygrał wszyscy zadowoleni ;).
Na ten moment jedyne dostępne zdjęcia na facebooku Innego Wymiaru (jak zwykle świetnie się tam grało), pozwoliłem sobie ukraść zdjęcia z moimi figurkami.czwartek, 28 stycznia 2016
Krwawe Smoki przygotowania do turnieju.
Nawet nie zauważyłem, kiedy przeleciał styczeń i turniej zbliża się wielkimi krokami. Żona z początkiem roku wróciła do pracy, tak że mój czas równo podzielił się pomiędzy opiekę nad synem i pracę. Ale od 25 stycznia wpadł zaległy urlop, więc postanowiłem odświeżyć bandę, którą będę grał na turnieju. Zmiany to ciągle WiP, ale może do soboty zdąże przynajmniej z częścią. Dotychczasowy stan bandy, można zobaczyć w relacji z bitew z QC. Pierwszą rzucającą się w oczy zmianą jest nekromanta, stary model Warlocka z Mordheim wróci do swojej profesji a jego miejsce zajęła figurka Reapera. Drugą nowością jest czarownica, również model Reapera, jest to najemne ostrze, ale bardzo często towarzyszy Krwawym Smokom, więc zasługiwała na pomalowanie. Model i malowanie specjalnie lekko w klimatach Banshee.
Do tej pory miałem tylko trzech Upiorów, w końcu skleiłem trzeciego największego badassa ;), mam nadzieję, że zdąże z malowaniem do soboty. Przed ostatnia nowość do szkielety, nigdy ich nie używałem w tej bandzie, ale chodźby ze względu na sztandar, doszedłem do wniosku, że wypada kilka przygotować, nawet jeśli głównie bedą stały na półce.Ostatnia najbardziej kosmetyczna zmiana, to przemalowanie zombie, do tej pory było na odczep się, żeby nie latały szaraki po stole, teraz też nie zachwycają, ale powoli nabierają charakteru. Tyle wprowadzenia, na dole fotki, jak zwykle z telefonu, ale może z relacji z turnieju ktoś zrobi ładniejsze ;).
środa, 18 listopada 2015
Raport bitewny Warheim - Blood Dragons vs Dark Elves
Jakiś czas temu udało mi się spotkać z Quidamcorvusem i rozegrać dwie potyczki w Warheim. Relacja mojego przeciwnika dostępna jest tutaj. Ja oczywiście jestem spóźniony, ale za to opisze obie bitwy:). Na początek jeszcze tylko podziękuje QC za udostępnienie fotek.
Pierwsza Bitwa
Pierwsza z nich to rozegranie scenariusza "Święte źródło". Najlepiej podsumowałaby ją wypowiedź Krwawego Smoka skierowana do mrocznych adwersarzy:
“Ah you think darkness is your ally? You merely adopted the dark. I was born in it, molded by it. "
Konfrontacja była dość jednos stronna. Elfy widząc przewage liczebną nieumarłych, doszły do wniosku, że zmęczą przeciwników ostrzałem, oraz zaklęciami.
Rozstawienie makiet w obu bitwach. Skrzynia ze źródłem na środku.
Ani jedno ani drugie nie zrobiło większego wrażenia na ghoulach, które nadzwyczaj żywo ;-) pobiegły w stronę świętego źródła (u nas skrzynia ze skarbami). QC bojąc się o swoich bohaterów zostawił Wieszczkę Khaina i dowódcę daleko z tyłu na skrzyniach, gdzie nie popisali się ani celnym okiem ani umiejętnościami splatania wiatrów magii. Mój nekromanta spokojnie wezwał kolejne zombie, które miały zapewnić wampirowi i dregom spokojne wydobywanie kosztowności.
W końcu doszło do pierwszego starcia pomiędzy Wiedźmą Khaina (nie mylić z Wieszczką) a jak, że bohaterskim zombie, które ochroniło ghoula przed jej szarżą. Za nim jednak doszło do poważnej wymiany ciosów, wampir z gwardzistą wydobyli wystarczającą ilość łupów i oszczędzili słabowite elfy, kończąc to spotkanie tylko paroma guzami po stronie Mhhrrocznych.
Sytuacja w ostatniej turze.
Podsumowując QC grał bardzo zahowawczo, nie posłal wszystkich bohaterów pod źródło oddając wygraną już na starcie. Możliwe, że gdyby jego ostrzał oraz zaklęcia miały lepsze rzuty, to udało by mu się rozbić moją bandę, jednak dalej miałby nikłe szansen a zrealizowanie scenariusza. Widać tutaj długofalowe planowanie i dbanie aby bohaterowie już na samym początku nie złapali jakichś uciążliwych ran, co byłoby bardzo prawdopodobne przy walce wręcz z Krwawym Smokiem.
Nieumarły Poczet Krwawych Smoków w pełnej krasie.
I tchórzliwa banda Mrocznych Elfów z Nagarroth ;).
Druga Bitwa
Łagodne obejście się z przeciwnikiem w poprzedniej potyczce zemściło się w kolejnym scenariuszu którym był "Syn Kupca".
Jako, że zostały te same strefy rozstawienia jak i układ makiet, pierwsze tury wyglądały niemal identycznie jak w poprzedniej bitwie. Syn kupca poruszając się losowo ochoczo podążał w stronę elfów. W sumie nie ma się co biedakowi dziwić, wybrać śmierdzące ghoule czy skąpo ubrane elfki sado maso ;).
QC nie przepubścił tej okazji, szybko przechwycił syna, co patrząc na zasięg ruchu elfów i starania NPC'a nie było trudne. Niestety pomimo moich szczerych chęci, nie dogoniłem elfa który uciekł z synem kupca po za krawędź stołu. Na szczęście, Krwawy Smok zasłużył na swój tytuł. Bez żadnych strat po swojej stronie, jego sługi przeprowadził regularną rzeź na przodownikach ideologii "gender", tak że nawet jeśli mieli trudnośc z określeniem płci przeciwnika równo kładli ich do piachy ;). Sam Krwawy Smok stał się celem magicznych pocisków Wieszczki, która w tej potyczce przypomniała sobie poprawne słowa zaklęcia i zabrała aż dwie rany wampirowi. Ghoule pomściły jednak swego pana w ostatniej turze wyłączając z akcji czarownice. Z ciekawostek, w trakcie gry aż dwa razy wypadło mi zdarzenie losowe - najemne ostrze, niestety po ostatniej potyczce miałem wyższy ranking i dwaj gladiatorzy wsparli tchórzliwe elfy. Na nie wiele się to zdało, pod koniec gry przy życiu został dowódca elfów, obaj gladiatorzy i przeklęty elf prowadzący syna kupca.
QC wygrał scenariusz realizując jego założenia, moja ekipa wyszła z tego spotkania bez szwanku, a wampirowi pomimo kilku zadraśnięć na pewno nie doskwierało pragnienie.
Na koniec wypada wspomnieć o miejscu naszych potyczek, Inny Wymiar klub w Katowicach jak widać ze świetną bazą makietową, gościnnymi gospodarzami i zimnym piwkiem, gorąco polecam! :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)














