wtorek, 6 września 2016

Warheim Kampania Wrzesień 2016 Pierwsza krew

Nadszedł wrzesień Wielki ŁOOOMOT Nurbaga ruszył w stronę Imperium, a razem z nim nasza kampania.
Na potrzeby kampanii postanowiłem pomalować i skończyć składanie Zbrojnego Stada Zwierzoludzi.
Część modeli dostałem parę lat temu na urodziny, ale zawsze był jakiś inny projekt na horyzoncie, czego teraz żałuję ponieważ Zwierzoludzie to jedna z moich ulubionych frakcji Warheim.
Ostatecznie wybrałem, że będą wyznawać Chaos Niepodzielony czyli jedyny słuszny ;). Kolorystyka będzie obracać się wokół brązów, szarości i czerni, a dla przełamania monotonii detale w postaci szmatek, naramienników itp. będą żółte. Szarości z żółtymi elementami skojarzyły mi się z burzowym niebem poprzecinanym błyskawicami, stąd też nazwa stada w postaci "Dzieci Burzy".
Modelem, który prezentuje wodza jest Khazrak One Eye, dlatego po lekkiej modyfikacji wodzem został Khardar Jednooki ;). Jak pisałem wcześniej nie mam dostępu do aparatu chwilowo, tak że musicie zadowolić się fotką poglądową znalezioną w internecie.
Nie posiadam jeszcze modeli harpii, które notabene zawsze średnio odpowiadały mi klimatem do bandy bestyjnych łupieżców, dlatego postanowiłem na początek wystawić takie stadko:
Wódz, Szaman, Bestigor, Centigor - czyli komplet bohaterów
3xUngor - kosztują jedyne 30zk, statystki podobne do ludzkich ale 5 szybkości! W przeciwieństwie do harpii liczą się przy zadaniach wynikających ze scenariuszy w których 9/10 jest napisane "model nie będący demonem, zwierzęciem etc.". 
Gor - tylko jeden bo nie starczyło kasy, ale ktoś musi zdobywać doświadczenie, żeby powoli zapełniać dodatkowe miejsca na bohaterów
Wilczarz Chaosu - też jeden, ale to dobrze wydane 20zk, ma za zadanie ustać na tyle długo z modelem przeciwnika, żeby któryś z pozostałych zdążał do szarżować. Ewentualnie przyjąć na klatę strzałę, która w inny wypadku byłaby przeznaczona droższemu modelowi.
Ungorom dokupiłem po toporze, podobnie Bestigorowi i skończyło się 500zk :(.
Żałowałem trochę, braku Minotaura, ale kupowanie go na samym początk, kończy się zazwyczaj zdjęciem i zabiciem modelu wartego połowę bandy.

Pierwsza potyczka z Torinem - Scenariusz "Krasnoludzka Karawana" 
Torin również nie zaopatrzył się w Ogra dostępnego dla jego Ostlandu. Obaj też na naszych czarujących jednostkach wybraliśmy czar przyzwanie 3wilków/wilczarzy chaosu.
Mi się udało przyzwać 2 wilczarze, Torinowi 3 wilki do jego 15 Ostlandczyków....

Od początku potyczka nie układała się zbytnio po mojej myśli, przyzwane wilki były szybsze od moich wilczarzy, tak, że utrudniało to próbę wymanewrowania przeciwnika dla uzyskania pierwszych szarży. Po za tym myśliwi z Ostlandu nie przepadają za zwierzoludźmi, dlatego zaczęli regularnie ostrzeliwać z łuków moje biedne kozy.
Przyzwane wilczarze spotkały się z wilkami i niestety poległy, natomiast nabytyw standardowy sposób wilczarz zaszarżował myśliwych, żeby trochę uspokoić ostrzał i pozwolić podejść reszcie bandy.

Przewaga liczebna dała o sobie znać, podobnie jak umiejętne wykorzystanie wozu przez Torina. Kolejne tury od 2 do 4 to systematyczne wybijanie moich modeli zginęły: wszystkie wilczarze, centigor (za nim padł zabił jednego magicznego wilka, ale niestety drugi go "dosięgł"), oraz jeden ungor. To wystarczyło, żebym musiał testować rozbicie. Na szczęście ustawiłem tak modele, że kontrolowałem rozbite krasnoludzkie wozy, jeśli bym zdjął 4 modele Torinowi, a on nie zdał testu rozbicia, była szansa na wygraną. Zresztą byłem już rozgoryczony stratą centigora, więc szukałem zemsty;).

 Następne tury od 4 do 7 to typowa jatka, gdzie wszystkie modele były związane walką, padł szaman! Wielkim rozczarowaniem okazał się Khardar, który jak na Jednookiego przystało albo nie trafiał, albo nie ranił przeciwników udało mu się i to z trudem zabić jednego niewolnika, w pojedynku z Kapitanem Ostlandu, trafiał go w prawdzie ale tylko płazem.

Za to Bestigor spisał się na medal najpierw zebrał się po "taktycznym odwrocie na z góry upatrzone pozycje" w reakcji na szarżę Sierżanta, a w następnej turze sam zaszarżował myśliwego, którego ściągnął jednym ciosem z pola bitwy. Z trudem, ale udało mi się zneutralizować 4 modele, teraz czekałem na pierwszy test rozbicia Torina i....Ostlandczycy zrejterowali! Wygrana!
Okupiona ciężką i krwawą walką. 

W sewkencji po potyczce okazało się, że Gor zginął na amen, Centigor nabawił się głupoty, jedynie Szaman znajdujący się pod opieką sił nie z tego świata, wyszedł bez szwanku.  Za zdobyte kosztowności odkupiłęm 1 Gora, po czym zostało mi 15zk. Ale co ważniejsze, zgodnie z rozgrywanym scenariuszem udało mi sie zdobyć "Kamień Ścieżek" i  dodatkowy dzień przewagi nad Hordą Orków!

30-dniowe Wyzwanie Figurkowe. Dzień 6: Ulubiony zestaw kości lub ulubiona kostka?

Nie będę się tutaj specjalnie rozpisywał, mam cały piórnik różnych kostek oraz znaczników, ale kośćmi ostatniej szansy, kiedy sytuacja na stole układa się źle są najstarsze kości w mojej kolekcji, biała i czerwona z drążonymi dziurkami, zszabrowane z pudełka Chińczyka rodem z PRL, które jeszcze leży u moich rodziców ;). Może dlatego, że służą mi od dzieciństwa, zazwyczaj kiedy potrzebuje zdać test rozbicia, kości spadają niskie wyniki, jeśli za to potrzebuje niewolnikiem trafienia w kapitana przeciwnej drużyny również mogę na nie liczyć. Będą mi służyć póki się nie rozpadną :). Niestety fotek nie wrzucę, padł mi aparat w telefonie.

poniedziałek, 5 września 2016

30-dniowe Wyzwanie Figurkowe Dzień 5: Twoja ulubiona kraina lub lokacja osadzona w uniwersum?

Żeby nie być monotematycznym tym razem będę pisał o Malifaux, które podobnie jak w Mordheim jest zarówno nazwą gry i miasta na ulicach którego dochodzi do większości rozgrywanych potyczek.

Miasto, leży po drugiej stronie wyrwy pomiędzy dwoma światami, ma wszystkie uroki typowego miasta pogranicza jakich pełno w westernach, okraszonego knującymi w sekrecie nieumarłymi, tubylcami którymi zamiast poczciwych Indian są zmiennokształtne potwory łakome dusz śmiertelników, oraz cudaczne, acz nie mniej niebezpieczne gremliny.

To co wyróżnia Malifaux w morzu podobnych pomysłów, to barwne i żywe postacie bohaterów zamieszkujących miasto, których załogi możemy prowadzić do walki w trakcie potyczek. Nie jest ono tylko dwuwymiarową papierową dekoracją, ale łatwo wyobrazić sobie tętniące życiem magiczne pełne niebezpieczeństw miasto w którym równie łatwo zdobyć fortunę jak stracić życie. Mordheim, Malifaux, czy Miasto Drzwi z Planescape Torment, to lokacje w których trudno się nie zakochać. Każde w zupełnie innym klimacie, ale łączy je jedno, jeśli chociaż raz mieliśmy okazję je odwiedzić to będziemy do nich wracać co rusz. Inspiruje do malowania kolejnych figurek, wymyślania własnych scenariuszy czy pisania grafomańskich fanficów:).



niedziela, 4 września 2016

30-dniowe Wyzwanie Figurkowe Dzień 4: Ulubiony film lub książka związana lub pasująca klimatem do uniwersum?

Jeżeli chodzi o ulubione książki z uniwersum bitewniaków, to na pierwszym miejscu jest zbiór opowiadań "Śmiech Mrocznych Bogów".
Pewnie dlatego, że był to pierwszy zbiór opowiadań z tego uniwersum, który wpadł mi w ręce. Po raz pierwszy przeczytałem ŚMB w pierwszej klasie liceum, pamiętam, że opis przemiany wojownika w czempiona chaosu a w końcu w demona zrobił na mnie spore wrażenie, tak jak pisałem w poprzednim poście przyczynił się on do tego, że jeszcze bardziej wpadłem w świat Warhammera.






Drugi tytuł nie jest związany z żadnym bitewniakiem. ale
 jeśli jest się fanem WFB to cykl Malazjańska Księga Poległych jest pozycją obowiązkową. Idealna mieszanka czarnego humoru, epickich bitew i dark fantasy. Rozgrywki bogów szafujących losem śmiertelników, cesarz który osiągnął boskość, żeby chronić swoje Imperium. Wszystko niby znajome ale przy tym świeże i wciągające, autorowi udał się podobny myk jak twórcą Starego Świata. Opisy kampanii wojennych. czy losu pojedynczych oddziałów, po których aż chciałoby się wcielić w rolę generała a przynajmniej kapitana;). Jeśli ktoś pokusiłby się na stworzenie bitewniaka w oparciu o to uniwersum wchodzę jak w masło!

sobota, 3 września 2016

30-dniowe Wyzwanie Figurkowe Dzień 3: Twoje ulubione uniwersum?

Ulubione uniwersum, nie będę tutaj oryginalny - WARHAMMER.
Traktując zbiorczo do uniwersumWFRP, WH40k w każdym świecie znajdziemy ten sam panteon Bogów Chaosu, rasy bez względu czy będziemy nazywać je Aelfami, Eldarami czy Elfami. Dla mnie te gry dzieją się w jednym multiwersum, podobnie do komiksów Marvela i DC. Nawet AoS pod tym względem ma ciekawe elementy, zobaczymy jak się rozwinie, na razie ciągle wisi nad nim tabliczka "work in progress".
Internet zalany jest rozwlekłymi analizami, czemu pomimo, że Warhammer nie jest ani najbardziej oryginalny, ani najbardziej przemyślany, ani najciekawszy to jest najbardziej lubiany.
U mnie wygrywa na pewno sentyment do wszystkich rozegranych sesji rpg oraz potyczek w Warheimie. Może gdybym urodził się w Stanach pisałbym teraz o DnD i Warmachine.
Po za tym ksiażki: trylogia o EisenhornieŚmiech Mrocznych Bogów, opisy bohaterów   i świata w armybokach i podręcznikach rpg, wszystko to razem pozwala przez chwilę poddać się iluzji, że gdzieś tam faktycznie zastępy kosmicznych marines walczą o przetrwanie ludzkości, krasnoludy bronią swych twierdz przed upadkiem, a Tzeentch manipuluje przy naszych rzutach kośćmi (bo przecież niemożliwe żeby tyle razy podrząd kulać same jedynki).
W zależności od fazy księżyca i układu planet na pierwszy plan wysuwa się zimna kosmiczna pustka z rojami Tyranidów i dzielną Gwardią Imperialną odpierającą napór Xenosów. Innym razem chętniej powracam do Starego Świata, w każdym wypadku trzeba stwierdzić, że pomimo tylu lat to uniwersum potrafi inspirować do malowania kolejnych modeli i wymyślania kolejnych kampanii RPG.
Kiedy skończyłem pisać powyższe, przeczytałem notkę QC i widzę, że napisaliśmy prawie to samo, wspólne przygody w Starym Świecie widać robią swoje ;).

piątek, 2 września 2016

30-dniowe Wyzwanie Figurkowe Dzień 2: Ulubiona gra bitewna?

Tak jak pisałem w poprzednim poście aktywnie gram w dwie gry Warheim oraz Malifaux.
Trudno wybrać, która z nich jest ulubiona. Jako, że jednak głównie uważam się za gracza rpg (patrz tytuł bloga) podejdę do tematu jak do system rpg.
Warheim jest na pewno najlepszą autorką w jaką grałem, ale w związku z tym ma wszystkie wady i zalety systemów autorskich.
Malifaux z drugiej strony to najlepsza gra bitewna wydana przez profesjonalistów w jaką grałem.

Warheim wygrywa jeśli chodzi o granie casualowe przy piwku, przychodzisz poturlać kości, pogadać ze znajomymi, gra się toczy trochę sama. Liczy się głównie klimat Starego Świata i wypuszczenie na zieloną trawkę modeli, które przez długi czas konwertowałeś malowałeś, dobierałeś ekwipunek itd. Możesz im nadać generalny azymut i liczyć, że żadne zdarzenie losowe ich nie pożre za nim dotrą do przeciwnika, a kości będą łaskawe.
Przypomina systemy rpg z wczesnych lat 90tych, żeby nie wymieniać oczywistego WFRP, wspomnę o MERP  - Śródziemie, gdzie do wszystkiego była tabelka, od tego kogo spotkasz na szlaku po to w jaki sposób przejdziesz 100 metrów alejki wmieście ;).
Turnieje, przypominają jeden wielki piknik, bardziej zlot fanów niż zawody.
Jeśli chodzi o minusy, to muszę przyznać, że mam wrażenie, że gra zaczyna przypomniać wczesne makiety domów tworzone przez QC, ogromne robiące fantastyczne wrażenie, ale z każdą kondygnacją mniej grywalne. Obecny Warheim też wymaga cięć przy natłoku zasad, z czego spora część jest już opisana jako opcjonalne. Druga sprawa, która nawet przy zmianie kości na 2k6 nie wiele się zmieniłą - to bardzo duża losowość. Wpływa na to na pewno mechanika i rodowód - Mordheim/WFB, ale też ilość tabelek z losowymi efektami. Pogoda, zdarzenia losowe, efekty zranienia, zdobyte skarby itd. Kiedy graliśmy na nieskończoną ilość zdarzeń losowych - czego starałem się unikać, a do czego reszta ekipy dążyła miałem wrażenia, że gdyby zamiast mnie puścić przy stole generator kości, losujący, co 10 sekund rzut, gra wyglądałaby identycznie. Byłem tym na tyle zmęczony, że zrobiłem sobie dłuższą przerwe od Warheim i ruszyłem na poszukiwania innych gier. Przeprosiłem się z Warheimem, kiedy zmieniłem do niego podejście, jako do pretekstu żeby spędzić czas ze znajomymi, pośmiać się i przewietrzyć figurki.

Malifaux z drugiej strony to gra z którą mam kontakt stosunkowo krótko, można powiedzieć, że trwa jeszcze nasz miesiąc miodowy.
Jak przy każdej nowej grze miałem kupić sobie jeden starter i ewentualnie 2/3 pudełka z pomocnikami, wydać maksymalnie 350zł i sobie "pykać.
W tej chwili posiadam trzy startery - trzech masterów, każde pudło około 150zł plus 12 modeli dodatkowych pakowanych po dwie lub jedna figurka, co daje 6/7 pudełek i oczywiście już mam plan kolejnych zakupów...
Klimat - jeśli  za "bajtla" zaczytywaliście się w Juliuszu Vernie, jako nastolatkowie sięgaliście po Lovercrafta, a w telewizji nie omijaliście odcinków serialu Kung Fu , mało tego zdarza wam się pogwizdywać ten motyw, to wpadniecie w Malifaux po same uszy tak jak ja.
Jeśli chodzi o mechanikę, rewolucja w postaci stosowania kart zamiast kości, daje na prawdę duży wpływ na "losowość". Ilość kart jest ograniczona tak, że jeśli do tej pory rozwalałeś wszystko jak leci, musisz się przygotować, że zaczniesz dociągać plewy, po za tym zawsze masz na ręce 6 kart, którymi możesz próbować oszukać los przy ważnych testach. Wiadomo, jeśli jesteś ostatnim pechowcem, to żaden losowy system cię nie oszczędzi. Ale po przygodach z Warheim, Infinity itd. byłem w szoku jak bardzo ten zabieg oddaje graczowi poczucie kontroli nad tym co się dzieje na stole. Scenariusze, wybór samodzielny jakie cele będziesz realizował, układanie pod to rozpiski, zmiana rozpisek na turnieju przy każdej grze. To wszystko powoduje, że masz ochotę brać udział w turniejach i po wysilać mózgownicę, wiesz dobrze, że jeśli przegrasz to nie dlatego, że miałeś pecha, ale dlatego, że przeciwnik cię przechytrzył (oczywiście głosno narzekasz na niefart, czarne jokery itd., w końcu twoja stratego była najlepsiejsza ;) ).
Figurki, rzecz gustu, jednemu się bardzo podobają drugi powie, że woli stare rzeźby GW z lat 90. Dla mnie figurki są ładne, pasujące klimatem do rozgrywek, oddające charakter postaci opisany we fluffie. Jak w każdej grze znajdą się takie które zachwycają i takie które budzą tylko politowanie.
Ok, kończę, żeby zdąrzyć wrzucić post jeszcze dziś! Miały być zdjęcia, ale zastał by mnie 03.09.;)

czwartek, 1 września 2016

30-dniowe Wyzwanie Figurkowe. Dzień 1: Jak zacząłeś grać w gry bitewne lub jak zacząłeś malować modele?

No to zaczynamy!
Moja przygoda z figurkami zaczęła się, od gier RPG. W sierpniu, wakacje przed siódmą klasą podstawówki (tak jeszcze wtedy taka była ;), kolega z klasy wrócił z obozu, na którym starsi chłopcy grali w Warhammera. Oczywiście nie miał żadnego podręcznika, albo bardzo chciał poprowadzić i pokazać nam, o co w tym chodzi. Tak też, zacząłem swoją przygodę od autorskiej gry luźno opartej na Warhammerze i lekturze Władcy Pierścieni. Pierwszą postacią był elfi łucznik o imieniu Findar , który podróżował z krasnoludzkim topornikiem Barinem. Głównym zadaniem było wybijanie goblinów mieszkających w jaskiniach wokół Wioski w której znajdowała się Karczma, w której zlecano te ważkie misje ;).
Wtedy też odkryłem sklep Underground, znajdujący się w zamkniętym przejściu podziemnym, a w środku ludzi grających w Chronopię. Kupiłem pierwszy blister z armii Pierworodnych i jako tako pomalowałem kupionymi farbkami olejnymi. Niestety figurki w porównaniu z RPG było za drogie żeby móc się w nie bawić z kieszonkowego ucznia podstawówki i zostały zarzucone, aż do czasów studiów.
Wtedy też przez Wyszukiwarkę Mistrzów Gry i Graczy (coś takiego funkcjonowało przez jakiś czas w polskim internecie) poznałem QC, zaczęło się od sesji w WFRP, a następnie kupieniem modeli do armii Vampire Counts. Nigdy nie chodziłem grać do Barda, gdzie prężnie działała scena turniejowa i dosyć szybko przerzuciliśmy się na Mordheim - dużo ciekawszy mariaż figurek z sesjami rpg, które były coraz rzadsze. QC poszedł w modyfikację Mordheim i wykluł się z tego Warheim, ja w między czasie eksperymentowałem z różnymi systemami i tak w kartonach i na pułkach kurzą się modele do Hordes, WH40k oraz Infinity, a od niedawna Malifaux :). Na dzień dzisiejszy aktywnie gram w Warheim i Malifaux, a nawet regularnie powiększa się kolekcja pomalowanych modeli, jedynie nie starcza czasu i chęci na robienie dobrych zdjęć i wrzucania ich na bloga, ale wszystko w swoim czasie :).