czwartek, 31 grudnia 2015

Kaj tyn Śnieg - relacja z turnieju Malifaux.

Nie da się ukryć, że moja wkrętka w Malifaux trwa, zresztąt nawet kiedy planuje pojawić się na sesji rpg, albo graniu w Warheim to zawsze stanie coś na przeszkodzie. Jedyny event który zaliczyłem jeszcze przed końcem roku to turniej w Innym Wymiarze - Kaj tyn Śnieg. Relacja fotograficzna na facebooku klubu. Tym razem udało mi się zająć 4 miejsce! Nieźle biorąc pod uwagę, że w pierwszej grze zostałem zmasakrowany przez przyszłego zwycięzce i złapałem hejta do Pandory ;).

Drugą gre przeczekałem i trzecią wygrałem Lynch (moi) vs Collodi (Pavcio).
Wnioski po turnieju - Lynch sprawił mi dużo więcej frajdy niż McCabe, pewnie fakt, że pierwszym wygrałem a drugim dostałem w tube ma wpływ na odbiór obu masterów. Jednak nawet domowe rozgrywki oboma masterami pokazały mi, że Lynch ze swoim manipulowaniem kartami na ręce, oraz "Huggy" ze swoim okropnym modelem, ale świetną grywalnością to ekipa przy której zatrzymam się na dłużej.
Koniec roku sprzyjał nabywaniu nowych modeli i tak też zostałem szczęśliwym nabywcą ekipy Collodiego, Widow Weavera i Doppelgangera. Niestety jeden z śląskich graczy z braku czasu rezygnuje z rozgrywek, a ja przygarnąłem sieroty. Zakup ten trochę skomplikował moje zamiary względem Malifaux. Dotej pory jak pisałem Ten Thunders miało być frakcją docelową. Jednak fakt, że Lynch (10 Thunders/ Neverborn) sprawia najwiecej frajdy i pojawienie się na prawdę ładnych modeli stricte Neverbornowych (Widow Weaver i Doppelganger), powoduje, że muszę się nad tym solidnie zastanowić.
Na koniec muszę się pochwalić/przyznać, że mój roczny synek dostał między innymi, na gwiazdkę kolejkę. Tylko przypadkiem jest w skali pasującej do modeli Malifafaux. Mówienie, że kupiłem ją z egoistycznych pobudek to pomówienie, a przemalować ją chce tylko, żeby Gabryś miał bardziej rzeczywisty obraz parowozów :>.
Jako, że dziś 31 grudnia, chciałbym wszystkim zaglądajacym na bloga życzyć wszystkiego najlepszego w Nowym Roku, samych wygranych, świetnie pomalowanych modeli i czasu na granie w rpg!

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Piekło pocztowe... - Turniej Warheim FS w klubie Inny Wymiar w Katowicach

Witam szanowne państwo-draństwo!

30 stycznia 2016 roku w godzinach od 09.0020.00, w klubie Inny Wymiar w Katowicach przy ulicy Dębowa 49 odbędzie się turniej gry bitewnej Warheim FS, pod nazwą Piekło pocztowe….

Wydarzenie zgromadzi graczy nie tylko ze Śląska, ale i z całej Polski - w ciągu całodniowych rozgrywek na bitewnych stołach zmierzą się w walce o zwycięstwo, nagrody i przede wszystkim – dobrą zabawę.

Na co dzień gracze Warheim FS spotykają się na grze w klubie Inny Wymiar w każdy czwartek od godziny 16.00.

Warheim FS to figurkowa gra bitewna osadzona w uniwersum Warhammer Fantasy stworzonym przez brytyjską firmę Games Workshop. Warheim FS nie jest jednak oficjalnym produktem brytyjskiej firmy, a niekomercyjnym fanowskim projektem.

W dużym skrócie i uproszczeniu mechanika Warheim FS to przede wszystkim odświeżenie zasad gry Mordheim o wybrane reguły siódmej i ósmej edycji gry Warhammer Fantasy Battle oraz najpopularniejszych zasad domowych (home rules), ale nie tylko. Wplotłem w grę także kilka pomysłów i patentów zapożyczonych z innych systemów, które występują w grze jako opcjonalne zasady zaawansowane i dobrze spełniają swoje zadanie, jakim jest urozmaicenie rozgrywki.

Akcja gry została przeniesiona z Mordheim o nieco ponad 500 lat do przodu i osadzona na północnych rubieżach Imperium, bezdrożach i osadach skażonych w czasie Burzy Chaosu plugawym dotykiem Mrocznych Potęg.

Gra przeznaczona jest dla dwóch lub więcej graczy, a do rozgrywki potrzebne są figurki i makiety najlepiej w skali 28 mm oraz znane z rozgrywek WFB kostki i miarka z podziałką w calach… Więcej informacji o Warheim FS znajdziecie TUTAJ.

Turniej Piekło pocztowe… skupia się wokół tajemniczej wiadomości, którą z miasta Oldenlitz usiłowali wywieźć pracujący dla dworu Imperatora kurierzy, zwani Imperialnymi Orłami. W trakcie rozgrywania kolejnych scenariuszy gracze będą musieli zdobyć utracony przez kurierów ładunek, odszyfrować ukrytą w przesyłce mapę i odnaleźć, a następnie obronić miejsce, które wskazuje.

Zasady uczestnictwa i plan wydarzeń dostępny jest na forum Azylium.


Zainteresowanych tematyką turnieju, zaplanowani scenariuszami i tłem fabularnym zachęcam do zapoznania z umieszczonymi na forum Azylium scenariuszami. Do 10 stycznia planowane są aktualizacje, które wynikły w trakcie testów oraz zostały zasugerowane przez graczy Warheim FS.

Na zakończenie mam przyjemność poinformować, że do grona sponsorów dołączyło na razie siedem polskich firm produkujących figurki, bitsy i artykuły związane z grami bitewnymi, których loga zamieszczam poniżej, jednocześnie dziękuję za udzielone wsparcie!

Ponadto, jedna z firm postanowiła zachować anonimowość ale obecni na turnieju gracze nie będę mieli problemu z rozpoznaniem jej produktów.


Na koniec chciałbym jeszcze podziękować Kapitanowi Hakowi i Skavenblight za merytoryczną pomoc przy przygotowaniach do turnieju.

Pozdrawiam,
quidamcorvus

Zachęcam także do POLUBIENIA gry Warheim FS na FB,
dołączenia do BLOGOSFERY oraz komentowania wpisów!
Zapraszam także na forum AZYLIUM, które skupia graczy
Mordheim i Warheim FS.

środa, 25 listopada 2015

Malifaux i makiety - sesja zdjęciowa.

W końcu pokazało nam się troche słońca i udało mi się zrobić jako takie zdjęcia. Na pierwszy rzut moje makiety. Nie są zbyt piękne i dopieszczone, ale przynajmniej nie żal ich trzymać w pudle i do szybkiego grania w domu wystarczą.  Zazwyczaj robiew moim skalnym labiryncie dwie "aleje" strzeleckie który prowadzą w najprostszy sposób do środka stołu - zajmują powierzchnie plus minus 1/3 stołu, pozostałe 2/3 jest usiane przeszkadzajkami,  taki układ polecam jako najbardziej optymalny i nie dający przewagi ani bandom strzelającym, ani nastawionym do walki wręcz. Makiet jest idealna ilość na stół 36/36 cali. Do Warheima będę musiał jeszcze trochę dorobić, mam ambitny plan zrobić następnie budynek browaru/ knajpy no i jeszcze jakieś żywopłoty i laski. Żeby powiększyć zdjęcie proszę kliknąć.
 

Teraz w takim razie czas na zdjęcia mojej pierwszej ekipy do Malifaux z pod znaku Ten Thunders.
Na początek sam McCabe:






 Następnie totem czyli Luna:





Oraz reszta ekipy czyli Sidir i Wastrels, pan w brązowym stoi prosto, tylko podstawka się przechyliła;) :

Na koniec fotka grupowa:




piątek, 20 listopada 2015

Malifaux przygody ciąg dalszy.

               We wrześniu pisałem o rozpoczętej przygodzie z Malifaux czyli zakupie starteru Relic Hunters, oraz majstrowaniu przy makietach na domowe potrzeby.
Mogę się pochwalić, że oba projekty są zakończone sukcesem! Niestety listopadowa aura oraz mój jedyny aparat w postaci telefonu komórkowego nie pozwalają należycie tego udokumentować. Jeśli pojawi się trochę więcej słońca to na blog na pewno trafią zdjęcia. Zamówiłem też już kolejny starter tym razem Dark Debts. Myślę, że zarówno Jakuba jak i Łukasza łączy smakowity klimat cwaniaków ubijających interesy z chińską mafią,  powinni się ze sobą dobrze dogadywać i nie mogę się doczekać kiedy w końcu spotkają się posklejani i pomalowani na mojej półce gotowi ubijać kolejne ciemne interesy ;).



               Dzisiaj opiszę swoje wrażenia z gry po opanowaniu jako tako zasad i wzięciu udziału w turnieju w Jaworznie w Mgle 27.09.2015, gdzie oczywiście jak przystało na nowicjusza zebrałem niezły łomot.
Najwięcej godzin jeżeli chodzi o skirmisze rozegrałem w Warheim, więc to doświadczenie ma w moim przypadku największy wpływ na przyswojenie nowych zasad i ich ocenę. Nadmienię tylko, że przed pierwszymi grami nie słuchałem ani nie czytałem żadnych poradników, wolałem zostawić sobie radość z odkrywania smaczków nowej mechaniki, poniżej kilka przemyśleń.
                    Testowanie umiejętności za pomocą kart, oraz możliwość wykorzystywania kart z ręki do "oszukiwania" przychodzi intuicyjnie. Lekkiego ogrania  wymaga decyzja, czy w tej chwili zagrać dobrą kartę z ręki, czy może przy następnej aktywacji będzie ku temu lepsza okazja. Już przy pierwszych rozgrywkach człowiek orientuje się, że sednem jest tutaj zwodzenie przeciwnika tak aby zrzucał karty z ręki szybciej niż my i najlepiej w jak najmniej istotnych momentach.
Kary to dalej element mocno losowy i z "kupą" na ręce czy czarnym jokerem wyskakującym w decydującym momencie nie podyskutujesz, ale po grach opartych na kostkach, z którymi miałem do czynienia czyli Warmachine/Hordy, Infinity czy produkty GW fakt, że jednak ma się wpływ na wynik ważnych rzutów daje przyjemne uczucie kontroli i możliwość planowania. Powiem szczerze, że przy Warheimie kiedy graliśmy na niekończące się zdarzenia losowe - co tura wskakiwał jakiś kwaśny deszcz itp. miałem wrażenie, że moje decyzje mają minimalne znaczenie i głównie stoję jako maszyna do rzutów kostką, z gracza stałem się obserwatorem. Oczywiście można grać na jedno zdarzenie losowe, ale myślę, że każdy gracz bitewniaka miał kilka gier w których czuł podobny niesmak, w Malifaux jesteśmy na to narażeni dużo rzadziej.
Kolejny element, który nie jest takim novum(Infinity, Hordy), ale zmienia planowanie rozgrywki to naprzemienna aktywacja. Jeśli mamy więcej modeli od przeciwnika, możemy w pewnym momencie swobodnie poruszać nadwyżkę, nie bojąc się w tej turze rewanżu, warto wtedy też na początku poruszyć słabsze, lub mniej istotne dla rozgrywanej strategii modele. Szczególnie na turnieju ten element u mnie kulał i boleśnie sobie go przypominałem.
To teraz trochę narzekania - część zasad z tego co do tej pory zauważyłem pisana jest jak dla gry dwu wymiarowej. Obszarówki w postaci wybuchów mają określony zasięg w poziomie za to w górę nie...
Czyli małe bum o srednicy jednego cala pod budynkiem i snajper z wieży wysokiej na 10 cali może oberwać. Z turnieju również zapamiętałem dywagacje na temat  zasad umiejętności "latania" a "bezcielesności" opisy się praktycznie nie różnią, a logika mówi, że działają inaczej. Na szczęście póki co Wyrd aktywnie na forum się udziela i jest szansa, że niedoróbki zostaną naprawione, z drugiej strony to już druga edycja gry i jak dla mnie babole z obszarówkami powinny już być opanowane.

środa, 18 listopada 2015

Raport bitewny Warheim - Blood Dragons vs Dark Elves


Jakiś czas temu udało mi się spotkać z Quidamcorvusem i rozegrać dwie potyczki w Warheim. Relacja mojego przeciwnika dostępna jest tutaj. Ja oczywiście jestem spóźniony, ale za to opisze obie bitwy:). Na początek jeszcze tylko podziękuje QC za udostępnienie fotek.

Pierwsza Bitwa

Pierwsza z nich to rozegranie scenariusza "Święte źródło". Najlepiej podsumowałaby ją wypowiedź Krwawego Smoka skierowana do mrocznych adwersarzy:
“Ah you think darkness is your ally? You merely adopted the dark. I was born in it, molded by it. "

Konfrontacja była dość jednos stronna. Elfy widząc przewage liczebną nieumarłych, doszły do wniosku, że zmęczą przeciwników ostrzałem, oraz zaklęciami.





Rozstawienie makiet w obu bitwach. Skrzynia ze źródłem na środku. 


Ani jedno ani drugie nie zrobiło większego wrażenia na ghoulach, które nadzwyczaj żywo ;-) pobiegły w stronę świętego źródła (u nas skrzynia ze skarbami). QC bojąc się o swoich bohaterów zostawił Wieszczkę Khaina i dowódcę daleko z tyłu na skrzyniach, gdzie nie popisali się ani celnym okiem ani umiejętnościami splatania wiatrów magii. Mój nekromanta spokojnie wezwał kolejne zombie, które miały zapewnić wampirowi i dregom spokojne wydobywanie kosztowności.

W końcu doszło do pierwszego starcia pomiędzy Wiedźmą Khaina (nie mylić z Wieszczką) a jak, że bohaterskim zombie, które ochroniło ghoula przed jej szarżą. Za nim jednak doszło do poważnej wymiany ciosów, wampir z gwardzistą wydobyli wystarczającą ilość łupów i oszczędzili słabowite elfy, kończąc to spotkanie tylko paroma guzami po stronie Mhhrrocznych.





Sytuacja w ostatniej turze. 


Podsumowując QC grał bardzo zahowawczo, nie posłal wszystkich bohaterów pod źródło oddając wygraną już na starcie. Możliwe, że gdyby jego ostrzał oraz zaklęcia miały lepsze rzuty, to udało by mu się rozbić moją bandę, jednak dalej miałby nikłe szansen a zrealizowanie scenariusza. Widać tutaj długofalowe planowanie i dbanie aby bohaterowie już na samym początku nie złapali jakichś uciążliwych ran, co byłoby bardzo prawdopodobne przy walce wręcz z Krwawym Smokiem.





Nieumarły Poczet Krwawych Smoków w pełnej krasie. 









I tchórzliwa banda Mrocznych Elfów z Nagarroth ;).

Druga Bitwa

Łagodne obejście się z przeciwnikiem w poprzedniej potyczce zemściło się w kolejnym scenariuszu którym był "Syn Kupca".

Jako, że zostały te same strefy rozstawienia jak i układ makiet, pierwsze tury wyglądały niemal identycznie jak w poprzedniej bitwie. Syn kupca poruszając się losowo ochoczo podążał w stronę elfów. W sumie nie ma się co biedakowi dziwić, wybrać śmierdzące ghoule czy skąpo ubrane elfki sado maso ;).

QC nie przepubścił tej okazji, szybko przechwycił syna, co patrząc na zasięg ruchu elfów i starania NPC'a nie było trudne. Niestety pomimo moich szczerych chęci, nie dogoniłem elfa który uciekł z synem kupca po za krawędź stołu. Na szczęście, Krwawy Smok zasłużył na swój tytuł. Bez żadnych strat po swojej stronie, jego sługi przeprowadził regularną rzeź na przodownikach ideologii "gender", tak że nawet jeśli mieli trudnośc z określeniem płci przeciwnika równo kładli ich do piachy ;). Sam Krwawy Smok stał się celem magicznych pocisków Wieszczki, która w tej potyczce przypomniała sobie poprawne słowa zaklęcia i zabrała aż dwie rany wampirowi. Ghoule pomściły jednak swego pana w ostatniej turze wyłączając z akcji czarownice. Z ciekawostek, w trakcie gry aż dwa razy wypadło mi zdarzenie losowe - najemne ostrze, niestety po ostatniej potyczce miałem wyższy ranking i dwaj gladiatorzy wsparli tchórzliwe elfy. Na nie wiele się to zdało, pod koniec gry przy życiu został dowódca elfów, obaj gladiatorzy i przeklęty elf prowadzący syna kupca.

QC wygrał scenariusz realizując jego założenia, moja ekipa wyszła z tego spotkania bez szwanku, a wampirowi pomimo kilku zadraśnięć na pewno nie doskwierało pragnienie.

Na koniec wypada wspomnieć o miejscu naszych potyczek, Inny Wymiar klub w Katowicach jak widać ze świetną bazą makietową, gościnnymi gospodarzami i zimnym piwkiem, gorąco polecam! :)

poniedziałek, 12 października 2015

Podsumowanie kampanii Petera z Andwerpii.

Ostatni post wrzuciłem ponad miesiąc temu i pisałem o swoich planach związanych z hobby. Nie znalazłem czasu, ani zapału, żeby relacjonować na bieżąco postępy w ich realizowaniu, tak, że czas na małe podsumowanie.
Dzisiaj relacja z kampanii RPG.
Kampania z Peterem z Andwerpii dobiegła końca. Mam tutaj mieszane uczucia do tego jak przebiegła. Z jednej strony dużo radochy - detektywistyczna robota w dokach i na Magicznym Uniwersytecie. Z drugiej wielki finał, który pokazał, że nasze działania nie miały większego znaczenia. Zaczęło się od tego, że jakiś czarnoksiężnik przepuścił magiczny atak na moją siedzibę. Na szczęście przebywał w niej czarodziej, którego zamierzałem przepytać i ocenić, czy ma skończyć
na stosie, czy może jeszcze się do czegoś przydać. Czarodziej bezpośrednio zagrożony atakiem, pomógł go odeprzeć, dzięki czemu efektem była tylko wielka dziura w jednej ścianie domostwa, a nie kupa gruzów. Następny atak przeprowadzono na Inkwizytorium mordując wszystkich inkwizytorów aktualnie tam przebywających w tym Mistrza Inkwizytora, oraz co ciekawe tylko jednego z więźniów, kapitana statku podejrzanego o przemyt. Jakby tego było mało, wśród posiadających magiczny talent rozprzestrzeniła się zaraza, dotykając jak nie trudno się domyślić prawie wszystkich przebywających na Magicznym Uniwersytecie.  Oprócz mnie w mieście ostał się tylko jeszcze jeden sługa Magistratu. Tak, że jak sami widzicie, mnogość spraw i wątłość sił którymi dysponowałem nie napawała optymizmem. Podzieliłem podległych mi pomocników na zespoły, dwóch miało zająć się atakiem na moją siedzibę i tajemniczą zarazą, dwóch portem - zbadać sprawę kapitana, która jak podejrzewałem mogła okazać się istotna dla rozwiązania pozostałych problemów.
Trop z kapitanem skończył się w dokach, gdzie znaleźliśmy powieszonego celnika, zaszyfrowane dokumenty w jego skrytce i solidną porcje złota. Niestety rozszyfrowanie wiadomości się nie powiodło, szczególnie gdy najbieglejszy Inkwizytor w tym zakresie, nie żył. Udało za to nam się dostać informacje na temat planowanego kolejnego przemytu, pozostało czekać na wyznaczony termin.
Nawiązałem kontakt z przedstawicielem półświatka niejakim "Rymarzem", który po ostrych negocjacjach zobowiązał się odszukać zabójcę z Inkwizytorium i przynieść mi jego głowę, w trakcie rozmowy dowiedziałem się, o plotkach mówiących, że za kilka dni dojdzie do ogromnej katastrofy i związanej z czarną magią, niektórzy bardziej zorientowani zaczęli już opuszczać miasto.
Sprawa z plagą po przerzuceniu tony ksiąg w bibliotekach inkwizycji i uniwersytetu, oraz rozmowach z magami, okazała się być ziszczeniem starożytnej przepowiedni. W 500 lat po pokonaniu czarnoksiężników, mają oni powrócić w jeszcze większej sile. Termin ważności przepowiedni właśnie upływał, a zachorowania magów wiązały się z zanieczyszczeniem samego źródła magii - odpowiednika wiatrów magii. Potwierdziło, to informacje uzyskanego od "Rymarza". Powoli wyjawiał się wyraźniejszy obraz problemów w mieście, a z nim coraz silniejsza presja czasu. Śledztwa toczyły się swoim naturalnym tokiem, gdy w mieście doszło do kolejnych dziwnych mordów, każdy w innym stylu i w innej części miasta. Jedna sesja trwała dzień czasu gry, czasem nawet nie. Najdziwniejszy to eksplozja studentki -wróżbitki z uniwersytetu. Po przejrzeniu jej komnaty i konsultacji z rektorem, okazało się, że to ona najprawdopodobniej była tajemniczym czarnoksiężnikiem odpowiedzialnym za atak na moją siedzibę.  Na miejscu znaleźliśmy wypalone w podłodze ślady łap demona, najwidoczniej pertraktacje, nie poszły po jej myśli. Nasuwała się oczywista myśl, że początkująca adeptka sztuk magicznych musiała mieć jakiegoś mistrza. Niestety nie byliśmy w stanie podążać tym wątkiem zbyt długo, ponieważ zbliżał się termin odpływu statku, którego kontrola mogła dać nam odpowiedź na pytanie dlaczego zginął aresztowany kapitan.
Po raz kolejny zegar tykał, mnogość wątków powodowała, że nie wiadomo było na czym skupić uwagę i gdzie posłać uszczuplone siły. Jak się okazało wydarzenia w porcie, to był wielki finał intrygi dziejącej się zupełnie obok nas. Statek który chcieliśmy skontrolować, okazał się ostatnim którym opuszczała miasto główna grupa naszych antagonistów - o których do tej pory mieliśmy tylko mgliste pojęcie. Tak, że gdy wraz z oddziałem 20 strażników miejskich chciałem dokonać zatrzymania i przeszukania statku, wyszła nam na spotkanie elita rębajłów z Andwerpii, z czego 4 w pełnych zbrojach płytowych. Tylko niesamowite zdolności przywódcze Wilhelma, mojego pomocnika, doświadczonego weterana wielu bitew zapobiegły rozpierzchnięcu się strażników, kiedy połowa z nich padła pod ciosami zabijaków. Niestety nawet to nie wystarczyło, aby zapobiec  odpłynięciu statku. Na tym zakończyliśmy kampanię, zostawiając otwartą furtkę powrotu do postaci. Podsumowując, było jak dla mnie dużo, za dużo wrzuconych  mało istotnych wątków, jednocześnie po omówieniu tego co się działo z MG, okazało się, że faktycznie nasi antagoniści, nie zostawili wskazówek, które były by w stanie nas do nich doprowadzić, szczególnie mistrz wróżbitki. Tak, że zostaliśmy z poczuciem, że główne wydarzenia działy się gdzieś obok nas, a my bez możliwości ingerencji, biegaliśmy za rzucanymi przez nie cieniami. Finał rozczarowujący, ale cała droga do niego zacna, tak, że chętnie jeszcze wróce do Petera i jego ekipy łowców czarownic :).
Następna kampania będzie prowadzona przez inną osobę i będzie to powrót do klimatów s-f, w kolejnej autorce.

piątek, 11 września 2015

Koniec lata, czyli moment na szybkie podsumowanie.

Prawie połowa września, niby jeszcze lato, ale tak na prawdę czuć już nadchodzącą jesień, dzieciaki w szkołach, a ja zamiast nad wodą czy w parku, znowu więcej siedzę w domu i wolne chwilę poświęcam hobby. Niestety nie przełożyło się to do tej pory na aktywność na blogu, a jest o czym pisać, więc dziś na rozgrzewkę zaznaczę, co tam udało się ruszyć, a potem może się uda to w kolejnych postach szerzej opisać:), wiadomo nabijanie statystyki, w tym opublikowanych postów, rzecz święta ;D.
Na początek jeżeli chodzi o rpg, to przez wakacje udało się rozegrać kilka sesji rpg, w klimatach mocno zmodyfikowanego WFRP przy mistrzowaniu Quasa. Kampania jest warta wspomnienia ponieważ jest jedną z nielicznych w których udało się z sukcesem rozpracować cały wątek i niczego nie spieprzyć. Zaczynaliśmy jako pomocnicy inkwizytora - powstrzymaliśmy czarnoksiężnika, a po tym jak nasz przełożony zrezygnował ze stanowiska, moja postać zajęła jego miejsce i teraz Peter z Andwerpii z potężną Siłą Woli - 22, jest Inkwizytorem! Pozostali gracze, tak palili się do tej roli, że przegrałem w papier, kamień, nożyce i padło na mnie. Następne śledztwo tym razem pod moim przywództwem nie idzie tak gładko, ale może uda się podtrzymać dobrą passę.
Postanowiłem zrobić porządek w swoich modelach i pozbyć się tych, którymi wiem, że już nigdy nie pogram. Padło na armię Trollbloods do Hordes, tak, że jeśli ktoś jest zainteresowany chętnie odsprzedam w dobre ręce. Poniżej fotki. Chłopaki i jedna dziewczyna, rozegrali sporo na prawdę fajnych bitew, zaliczyli turniej w Zabrzu, stąd obtarcia, a raczej wojenne blizny ;).






Po za tym wyszperałem armię do Infinity,która po przeprowadzce i spotkaniu z 7 letnim chłopczykiem wymaga renowacji, sklejania, podmalowania itp. Relacja wkrótce na blogu :).
A na koniec, dane było mi rozegrać grę w Malifaux, przeczytać pożyczone podręczniki i mają mnie!
Świetna gra, nietypowe rozwiązania, miodny klimat i modele najładniejsze na rynku. Tak, że starter Relic Hunters jest już sklejony i ze zrobionymi podstawkami. Po zabawie przy figurakach, doszedłem do przełomowej konkluzji. Ostatnio mało gram w bitewniaki, a to dlatego, że zazwyczaj wymagają dłuższego opuszczenia domu, w którym czeka synek z żoną, wniosek: trzeba zrobić swój stół i makiety, aby grać w domu!
Blat przygarnąłem kiedy w Katowicach likwidował się Flamberg i miał biedny wylądować na śmietniku. Jako, że szczególnie utalentowany w robieniu makiet nie jestem, to żeby nie potrwało wieczność zanim skompletuje ich przyzwoitą ilość, gdzie pudełka po herbacie się nie liczą ;),  postanowiłem zmolestować steropiany ukryte w pudłach po TV i monitorze, zrobić przynajmniej kilka wzgórz i skał, co by nadawały się za równo jako dzikie ostępy obcej planety w Infinity jak i w Malifaux nie drażniły oka. Też w kolejnych postach będę informował o postępach. O postępy w pracach się nie boję, zepsuł mi się komputer i został tylko laptop żony, tak, że odpadł główny dystraktor w postaci gier PC, zobaczymy tylko, czy będzie zapał żeby to dokumentować na blogu, chociaż jak spojrzałem na datę założenia 24.05.2014r, to udaje mi się tu pisać już ponad rok! Jest to więc pewna zachęta, żeby nie dać umrzeć tej inicjatywie :).