poniedziałek, 1 lutego 2016

Piekło pocztowe 30.01.2016r. relacja z turnieju Warheim

Na moment w którym pisze posta, jeszcze nie ma żadnej relacji z turnieju, więc postanowiłem opisać swoje wrażenia.
Wróciłem z 7 miejscem, w ramach łupów zdobyłem stadko świń, skrzydła i chaotyckie podstawki oraz oczywiście Warheimowy kubek i pędzelek. Opytmista powiedziałby, że jestem w pierwszej połowie z 14 graczy, pesymista dodałby, że ją zamykam ;).
Najważniejsze, że przednio się bawiłem i poznałem w końcu osobiście innych graczy Warheim niż nasza stara ekipa.
Przyznam się szczerze, że w ramach przygotowań skupiłem się bardziej na malowaniu niż wczytywaniu w scenariusze czy odświeżanie sobie zasad, co dało zresztą efekty w trakcie gry...
QC pisał już pare razy, żeby uwagi pisać przed turniejem a propo scenariuszy, ale z drugiej strony dopiero po rozegraniu można powiedzieć coś konkretnego.
Po rozegraniu scenariuszy już na chłodno mogę się zgodzić z tym co pisał Pepe, na Azylium.
Trzy rzeczy bym zmienił: 1)parowanie graczy i dodatkowe efekty za wygranie/przegranie scenariusza 3) efekt wielokortnie zranionego.
1) Sam motyw przewodni kampanii podobał mi się. Fajny klimat, można by się pokusić o jakieś funficowe opowiadanie na jego bazie, niestety trzymanie się klimatu szeroko rozumianego scenariusza, w połączeniu z rywalizacją na turnieju nie sprawdziło się w kwestii parowania graczy - wygrany z przegranym zmniejszały szansę odkucia się, jeśli w pierwszych bitwach powinęła się noga.
2) Motywy kiedy odchodzi losowy stronnik, a jeśli nie ma żywego stronnika to bohater, również nierówno uderzał w drużyny. Okazało się, że wampiry, które nie wzięły ghuli traciły bohatera, za to skaven mógł spokojnie stracić niewolnika, a kultyści specjalnie na tę okazję kupić najtańszego stronnika i obejśc się stosunkowo niskim kosztem. Klimat - fajny, ale na turnieju niepotrzebnie i niesprawiedliwie ingerował w bandy - niby można byłoby wyłapać to jeszcze przed turniejem, ale najlepiej się człowiek uczy na błędach już popełnionych ;).
3) Pomysł, żeby przerzucać wyleczonego....głównie hejt pewnie przez to, że mnie mocno zabolało, ale na prawdę dobrą chwile musiałem przerzucać rożne inne efekty, żeby w końcu tracić ręce, nogi i być wyłączonym na 3 potyczki. Nie wiem czym podyktowana zmiana, efekt to zwiększenie frustry i ilości niepotrzebnych rzutów - duży minus.

Wniosek, opowiadanie w tle rozgrywek fajna sprawa, ale wpływ na kształt potyczek powinien być minimalny, jeśli wogóle - na poziomie bonusów z punktów kampanii.

Zachowanie graczy, pomoc przy wątpliwościach z zasadami ze strony QC - super!

Teraz trochę o samych bitwach, nie porwę się na szczegółowe raporty z każdej. Po pierwsze nie robiłem notatek, więc nie pamiętam dokładnego przebiegu, musi wystarczyć krótkie streszczenie, wszelkie przekłamania to wina mojej ułomnej pamięci ;).

Pierwsza bitwa Benek - Krwawe Smoki -  wygrana.
Bratobójcza walka. Benek zainwestował w Upiory i sprzęt, a ja w Ghule i dodatkowe Zombie,  Ilość kontra jakość pokazała przewagę ilości ;). Benek zaczynał potyczkę, tak, że pierwszy dobiegł do wozu i wydobyl znacznik. Żeby testować rozbicie wystarczyło jednak zdjąć u niego dwa modele. Udało mi się to w miare sprawnie - jedna z nielicznych sytuacji kiedy kości były po mojej stronie.
Już pierwszy, albo drugi rzut na rozbicie i w ynik 10. Benek się rozbił, a ja odbiłem skarb.




Druga bitwa Redek - Szczuroludzie z Klanu Mors - przegrana
W następnej rundzie musiałem zmierzyć się z żądnym zemsty synem Benka;). Patrząc po kartach miałem nadzieję na wygraną, niestety najbardziej dotkliwa porażka spotkała mnie z rąk szczurów...
Zaczeło się dobrze, mimo, że miałem mniej zasięgu ruchu, udało mi się obstawić 3 domki i przeszkodzić Redkowi w penetracji jednego. Tak, że został mu do sprawdzenia ostatni, najbliżej jego krawędzi. Jako, że głównym zadaniem było odkrycie znacznika, co kończyło grę, postanowiłem nie grac zachowawczo i rzuciłem wszystkie siły do walki. Oczywiście dwa znaczniki które udało mi się odkryć okazały się pudłami, a jedyny który odkrywał Redek trafieniem. Za nim jednak to zrobił jego szczury z włączoną nienawiścią za rozbicie bandy Benka, nie bały się umarlaków, nawet niewolnicy walczyli lepiej niż ghule. Koniec końców, jeden dreg dostał rany przez które był włączony do końca turniej (nowa zasada z przerzucaniem wyleczonego przy wielokortnie zranionym przedłużała rzuty - 6 razy by już zdołał się wyleczyć, nie przeklinałem tylko dlatego, że grałem z nieletnim), na dokładkę szczury zjadły trzy z czterech ghuli....
145zk do tyłu i jeden bohater mniej do szukania łupów zdecydowały, o resecie bandy, żeby pozostałe
rozgrywki miały sens.

Trzecia bitwa Pepe - Nieumarły tabor Strigoi - przegrana
Co tu dużo mówić, jak się okazało przyszły zwycięzca turnieju  z wampirem posiadającym lot, pozostali bohaterowie też niczego sobie kontra moje świeżaki. Tutaj trochę za blisko wystawiłem się przeciwnika i w drugiej turze udało mu się mnie zaszarżować. Kolejna bitwa w której kości o mnie zapomniały, a model gwardzisty z tego wszystkiego stracił ręke ;). Pierwszy czy drugi test rozbicia z mojej strony (nekromanta wciągniety przez wampira stracił ręke, ghule poobijane przez magicznie przyzwane zombie...) i koniec. Znowu rozważałem reset już trochę podłamany, ale za radą Pepe zostałem przy tej bandzie, co pomogło mi w następnej potyczce.

Czwarta bitwa Areo - Jaszczuroludzie z Lustrii - wygrana
Drugi raz kiedy los się do mnie uśmiechnął. Podłamany dwiema poprzednimi bitwami nie liczyłem na zbyt wiele. Szaman skinków rzucił klątwe na mojego wampira - WW 1 przerzuca trafienia...
oraz czar wspomagający na swojego szefa, zwiększając mu WW i Siłę. Na szczęście tym razem mojemu nekromancie udało się wezwać dwa zombie, które wykopały się szarżując Szamana. Pierwsza tura walki i...udało się go ściągnąć ze stołu, przyszarżował dowódca Jaszczurek, który skończył w ten sam sposób!!!
Reszta już była formalnością, wampir w końcu miał szansę się odkuć i wyrżnął przeciwnika do nogi. Po bitwie jeden z ghuli wylosował chłopak ma talent. Tak, że wielki plus.

Piąta bitwa Grish - Siostry Sigmara - przegrana
Wypite piwka nie przeczytanie wcześniej scenariusza i zmęczenie dały efekt. Udało mi się wmówić Grishowi, że żeby wygrać trzeba znajdować się w środku budynku, tak, że rozbiegłem się bez sensu po stole szukając tunelu do skarbca. Grish trzymając się w kupie ładnie zdejmował mi model za modelem, w końcu dobrowolnie się rozbiłem, bo okazało się, że reszta już skończyła, a ja i tak już nic nie zawojuje. Ja się z siebie pośmiałem, Grish wygrał wszyscy zadowoleni ;).
Na ten moment jedyne dostępne zdjęcia na facebooku Innego Wymiaru (jak zwykle świetnie się tam grało), pozwoliłem sobie ukraść zdjęcia z  moimi figurkami.

czwartek, 28 stycznia 2016

Krwawe Smoki przygotowania do turnieju.


Nawet nie zauważyłem, kiedy przeleciał styczeń i turniej zbliża się wielkimi krokami. Żona z początkiem roku wróciła do pracy, tak że mój czas równo podzielił się pomiędzy opiekę nad synem i pracę. Ale od 25 stycznia wpadł zaległy urlop, więc postanowiłem odświeżyć bandę, którą będę grał na turnieju. Zmiany to ciągle WiP, ale może do soboty zdąże przynajmniej z częścią. Dotychczasowy stan bandy, można zobaczyć w relacji z bitew z QC. Pierwszą rzucającą się w oczy zmianą jest nekromanta, stary model Warlocka z Mordheim wróci do swojej profesji a jego miejsce zajęła figurka Reapera. Drugą nowością jest czarownica, również model Reapera, jest to najemne ostrze, ale bardzo często towarzyszy Krwawym Smokom, więc zasługiwała na pomalowanie. Model i malowanie specjalnie lekko w klimatach Banshee. 
Do tej pory miałem tylko trzech Upiorów, w końcu skleiłem trzeciego największego badassa ;), mam nadzieję, że zdąże z malowaniem do soboty. Przed ostatnia nowość do szkielety, nigdy ich nie używałem w tej bandzie, ale chodźby ze względu na sztandar, doszedłem do wniosku, że wypada kilka przygotować, nawet jeśli głównie bedą stały na półce.Ostatnia najbardziej kosmetyczna zmiana, to przemalowanie zombie, do tej pory było na odczep się, żeby nie latały szaraki po stole, teraz też nie zachwycają, ale powoli nabierają charakteru. Tyle wprowadzenia, na dole fotki, jak zwykle z telefonu, ale może z relacji z turnieju ktoś zrobi ładniejsze ;).






czwartek, 31 grudnia 2015

Kaj tyn Śnieg - relacja z turnieju Malifaux.

Nie da się ukryć, że moja wkrętka w Malifaux trwa, zresztąt nawet kiedy planuje pojawić się na sesji rpg, albo graniu w Warheim to zawsze stanie coś na przeszkodzie. Jedyny event który zaliczyłem jeszcze przed końcem roku to turniej w Innym Wymiarze - Kaj tyn Śnieg. Relacja fotograficzna na facebooku klubu. Tym razem udało mi się zająć 4 miejsce! Nieźle biorąc pod uwagę, że w pierwszej grze zostałem zmasakrowany przez przyszłego zwycięzce i złapałem hejta do Pandory ;).

Drugą gre przeczekałem i trzecią wygrałem Lynch (moi) vs Collodi (Pavcio).
Wnioski po turnieju - Lynch sprawił mi dużo więcej frajdy niż McCabe, pewnie fakt, że pierwszym wygrałem a drugim dostałem w tube ma wpływ na odbiór obu masterów. Jednak nawet domowe rozgrywki oboma masterami pokazały mi, że Lynch ze swoim manipulowaniem kartami na ręce, oraz "Huggy" ze swoim okropnym modelem, ale świetną grywalnością to ekipa przy której zatrzymam się na dłużej.
Koniec roku sprzyjał nabywaniu nowych modeli i tak też zostałem szczęśliwym nabywcą ekipy Collodiego, Widow Weavera i Doppelgangera. Niestety jeden z śląskich graczy z braku czasu rezygnuje z rozgrywek, a ja przygarnąłem sieroty. Zakup ten trochę skomplikował moje zamiary względem Malifaux. Dotej pory jak pisałem Ten Thunders miało być frakcją docelową. Jednak fakt, że Lynch (10 Thunders/ Neverborn) sprawia najwiecej frajdy i pojawienie się na prawdę ładnych modeli stricte Neverbornowych (Widow Weaver i Doppelganger), powoduje, że muszę się nad tym solidnie zastanowić.
Na koniec muszę się pochwalić/przyznać, że mój roczny synek dostał między innymi, na gwiazdkę kolejkę. Tylko przypadkiem jest w skali pasującej do modeli Malifafaux. Mówienie, że kupiłem ją z egoistycznych pobudek to pomówienie, a przemalować ją chce tylko, żeby Gabryś miał bardziej rzeczywisty obraz parowozów :>.
Jako, że dziś 31 grudnia, chciałbym wszystkim zaglądajacym na bloga życzyć wszystkiego najlepszego w Nowym Roku, samych wygranych, świetnie pomalowanych modeli i czasu na granie w rpg!

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Piekło pocztowe... - Turniej Warheim FS w klubie Inny Wymiar w Katowicach

Witam szanowne państwo-draństwo!

30 stycznia 2016 roku w godzinach od 09.00 – 20.00, w klubie Inny Wymiar w Katowicach przy ulicy Dębowa 49 odbędzie się turniej gry bitewnej Warheim FS, pod nazwą Piekło pocztowe….

Wydarzenie zgromadzi graczy nie tylko ze Śląska, ale i z całej Polski - w ciągu całodniowych rozgrywek na bitewnych stołach zmierzą się w walce o zwycięstwo, nagrody i przede wszystkim – dobrą zabawę.

Na co dzień gracze Warheim FS spotykają się na grze w klubie Inny Wymiar w każdy czwartek od godziny 16.00.

Warheim FS to figurkowa gra bitewna osadzona w uniwersum Warhammer Fantasy stworzonym przez brytyjską firmę Games Workshop. Warheim FS nie jest jednak oficjalnym produktem brytyjskiej firmy, a niekomercyjnym fanowskim projektem.

W dużym skrócie i uproszczeniu mechanika Warheim FS to przede wszystkim odświeżenie zasad gry Mordheim o wybrane reguły siódmej i ósmej edycji gry Warhammer Fantasy Battle oraz najpopularniejszych zasad domowych (home rules), ale nie tylko. Wplotłem w grę także kilka pomysłów i patentów zapożyczonych z innych systemów, które występują w grze jako opcjonalne zasady zaawansowane i dobrze spełniają swoje zadanie, jakim jest urozmaicenie rozgrywki.

Akcja gry została przeniesiona z Mordheim o nieco ponad 500 lat do przodu i osadzona na północnych rubieżach Imperium, bezdrożach i osadach skażonych w czasie Burzy Chaosu plugawym dotykiem Mrocznych Potęg.

Gra przeznaczona jest dla dwóch lub więcej graczy, a do rozgrywki potrzebne są figurki i makiety najlepiej w skali 28 mm oraz znane z rozgrywek WFB kostki i miarka z podziałką w calach… Więcej informacji o Warheim FS znajdziecie TUTAJ.

Turniej Piekło pocztowe… skupia się wokół tajemniczej wiadomości, którą z miasta Oldenlitz usiłowali wywieźć pracujący dla dworu Imperatora kurierzy, zwani Imperialnymi Orłami. W trakcie rozgrywania kolejnych scenariuszy gracze będą musieli zdobyć utracony przez kurierów ładunek, odszyfrować ukrytą w przesyłce mapę i odnaleźć, a następnie obronić miejsce, które wskazuje.

Zasady uczestnictwa i plan wydarzeń dostępny jest na forum Azylium.


Zainteresowanych tematyką turnieju, zaplanowani scenariuszami i tłem fabularnym zachęcam do zapoznania z umieszczonymi na forum Azylium scenariuszami. Do 10 stycznia planowane są aktualizacje, które wynikły w trakcie testów oraz zostały zasugerowane przez graczy Warheim FS.

Na zakończenie mam przyjemność poinformować, że do grona sponsorów dołączyło na razie siedem polskich firm produkujących figurki, bitsy i artykuły związane z grami bitewnymi, których loga zamieszczam poniżej, jednocześnie dziękuję za udzielone wsparcie!

Ponadto, jedna z firm postanowiła zachować anonimowość ale obecni na turnieju gracze nie będę mieli problemu z rozpoznaniem jej produktów.


Na koniec chciałbym jeszcze podziękować Kapitanowi Hakowi i Skavenblight za merytoryczną pomoc przy przygotowaniach do turnieju.

Pozdrawiam,
quidamcorvus

Zachęcam także do POLUBIENIA gry Warheim FS na FB,
dołączenia do BLOGOSFERY oraz komentowania wpisów!
Zapraszam także na forum AZYLIUM, które skupia graczy
Mordheim i Warheim FS.

środa, 25 listopada 2015

Malifaux i makiety - sesja zdjęciowa.

W końcu pokazało nam się troche słońca i udało mi się zrobić jako takie zdjęcia. Na pierwszy rzut moje makiety. Nie są zbyt piękne i dopieszczone, ale przynajmniej nie żal ich trzymać w pudle i do szybkiego grania w domu wystarczą.  Zazwyczaj robiew moim skalnym labiryncie dwie "aleje" strzeleckie który prowadzą w najprostszy sposób do środka stołu - zajmują powierzchnie plus minus 1/3 stołu, pozostałe 2/3 jest usiane przeszkadzajkami,  taki układ polecam jako najbardziej optymalny i nie dający przewagi ani bandom strzelającym, ani nastawionym do walki wręcz. Makiet jest idealna ilość na stół 36/36 cali. Do Warheima będę musiał jeszcze trochę dorobić, mam ambitny plan zrobić następnie budynek browaru/ knajpy no i jeszcze jakieś żywopłoty i laski. Żeby powiększyć zdjęcie proszę kliknąć.
 

Teraz w takim razie czas na zdjęcia mojej pierwszej ekipy do Malifaux z pod znaku Ten Thunders.
Na początek sam McCabe:






 Następnie totem czyli Luna:





Oraz reszta ekipy czyli Sidir i Wastrels, pan w brązowym stoi prosto, tylko podstawka się przechyliła;) :

Na koniec fotka grupowa:




piątek, 20 listopada 2015

Malifaux przygody ciąg dalszy.

               We wrześniu pisałem o rozpoczętej przygodzie z Malifaux czyli zakupie starteru Relic Hunters, oraz majstrowaniu przy makietach na domowe potrzeby.
Mogę się pochwalić, że oba projekty są zakończone sukcesem! Niestety listopadowa aura oraz mój jedyny aparat w postaci telefonu komórkowego nie pozwalają należycie tego udokumentować. Jeśli pojawi się trochę więcej słońca to na blog na pewno trafią zdjęcia. Zamówiłem też już kolejny starter tym razem Dark Debts. Myślę, że zarówno Jakuba jak i Łukasza łączy smakowity klimat cwaniaków ubijających interesy z chińską mafią,  powinni się ze sobą dobrze dogadywać i nie mogę się doczekać kiedy w końcu spotkają się posklejani i pomalowani na mojej półce gotowi ubijać kolejne ciemne interesy ;).



               Dzisiaj opiszę swoje wrażenia z gry po opanowaniu jako tako zasad i wzięciu udziału w turnieju w Jaworznie w Mgle 27.09.2015, gdzie oczywiście jak przystało na nowicjusza zebrałem niezły łomot.
Najwięcej godzin jeżeli chodzi o skirmisze rozegrałem w Warheim, więc to doświadczenie ma w moim przypadku największy wpływ na przyswojenie nowych zasad i ich ocenę. Nadmienię tylko, że przed pierwszymi grami nie słuchałem ani nie czytałem żadnych poradników, wolałem zostawić sobie radość z odkrywania smaczków nowej mechaniki, poniżej kilka przemyśleń.
                    Testowanie umiejętności za pomocą kart, oraz możliwość wykorzystywania kart z ręki do "oszukiwania" przychodzi intuicyjnie. Lekkiego ogrania  wymaga decyzja, czy w tej chwili zagrać dobrą kartę z ręki, czy może przy następnej aktywacji będzie ku temu lepsza okazja. Już przy pierwszych rozgrywkach człowiek orientuje się, że sednem jest tutaj zwodzenie przeciwnika tak aby zrzucał karty z ręki szybciej niż my i najlepiej w jak najmniej istotnych momentach.
Kary to dalej element mocno losowy i z "kupą" na ręce czy czarnym jokerem wyskakującym w decydującym momencie nie podyskutujesz, ale po grach opartych na kostkach, z którymi miałem do czynienia czyli Warmachine/Hordy, Infinity czy produkty GW fakt, że jednak ma się wpływ na wynik ważnych rzutów daje przyjemne uczucie kontroli i możliwość planowania. Powiem szczerze, że przy Warheimie kiedy graliśmy na niekończące się zdarzenia losowe - co tura wskakiwał jakiś kwaśny deszcz itp. miałem wrażenie, że moje decyzje mają minimalne znaczenie i głównie stoję jako maszyna do rzutów kostką, z gracza stałem się obserwatorem. Oczywiście można grać na jedno zdarzenie losowe, ale myślę, że każdy gracz bitewniaka miał kilka gier w których czuł podobny niesmak, w Malifaux jesteśmy na to narażeni dużo rzadziej.
Kolejny element, który nie jest takim novum(Infinity, Hordy), ale zmienia planowanie rozgrywki to naprzemienna aktywacja. Jeśli mamy więcej modeli od przeciwnika, możemy w pewnym momencie swobodnie poruszać nadwyżkę, nie bojąc się w tej turze rewanżu, warto wtedy też na początku poruszyć słabsze, lub mniej istotne dla rozgrywanej strategii modele. Szczególnie na turnieju ten element u mnie kulał i boleśnie sobie go przypominałem.
To teraz trochę narzekania - część zasad z tego co do tej pory zauważyłem pisana jest jak dla gry dwu wymiarowej. Obszarówki w postaci wybuchów mają określony zasięg w poziomie za to w górę nie...
Czyli małe bum o srednicy jednego cala pod budynkiem i snajper z wieży wysokiej na 10 cali może oberwać. Z turnieju również zapamiętałem dywagacje na temat  zasad umiejętności "latania" a "bezcielesności" opisy się praktycznie nie różnią, a logika mówi, że działają inaczej. Na szczęście póki co Wyrd aktywnie na forum się udziela i jest szansa, że niedoróbki zostaną naprawione, z drugiej strony to już druga edycja gry i jak dla mnie babole z obszarówkami powinny już być opanowane.

środa, 18 listopada 2015

Raport bitewny Warheim - Blood Dragons vs Dark Elves


Jakiś czas temu udało mi się spotkać z Quidamcorvusem i rozegrać dwie potyczki w Warheim. Relacja mojego przeciwnika dostępna jest tutaj. Ja oczywiście jestem spóźniony, ale za to opisze obie bitwy:). Na początek jeszcze tylko podziękuje QC za udostępnienie fotek.

Pierwsza Bitwa

Pierwsza z nich to rozegranie scenariusza "Święte źródło". Najlepiej podsumowałaby ją wypowiedź Krwawego Smoka skierowana do mrocznych adwersarzy:
“Ah you think darkness is your ally? You merely adopted the dark. I was born in it, molded by it. "

Konfrontacja była dość jednos stronna. Elfy widząc przewage liczebną nieumarłych, doszły do wniosku, że zmęczą przeciwników ostrzałem, oraz zaklęciami.





Rozstawienie makiet w obu bitwach. Skrzynia ze źródłem na środku. 


Ani jedno ani drugie nie zrobiło większego wrażenia na ghoulach, które nadzwyczaj żywo ;-) pobiegły w stronę świętego źródła (u nas skrzynia ze skarbami). QC bojąc się o swoich bohaterów zostawił Wieszczkę Khaina i dowódcę daleko z tyłu na skrzyniach, gdzie nie popisali się ani celnym okiem ani umiejętnościami splatania wiatrów magii. Mój nekromanta spokojnie wezwał kolejne zombie, które miały zapewnić wampirowi i dregom spokojne wydobywanie kosztowności.

W końcu doszło do pierwszego starcia pomiędzy Wiedźmą Khaina (nie mylić z Wieszczką) a jak, że bohaterskim zombie, które ochroniło ghoula przed jej szarżą. Za nim jednak doszło do poważnej wymiany ciosów, wampir z gwardzistą wydobyli wystarczającą ilość łupów i oszczędzili słabowite elfy, kończąc to spotkanie tylko paroma guzami po stronie Mhhrrocznych.





Sytuacja w ostatniej turze. 


Podsumowując QC grał bardzo zahowawczo, nie posłal wszystkich bohaterów pod źródło oddając wygraną już na starcie. Możliwe, że gdyby jego ostrzał oraz zaklęcia miały lepsze rzuty, to udało by mu się rozbić moją bandę, jednak dalej miałby nikłe szansen a zrealizowanie scenariusza. Widać tutaj długofalowe planowanie i dbanie aby bohaterowie już na samym początku nie złapali jakichś uciążliwych ran, co byłoby bardzo prawdopodobne przy walce wręcz z Krwawym Smokiem.





Nieumarły Poczet Krwawych Smoków w pełnej krasie. 









I tchórzliwa banda Mrocznych Elfów z Nagarroth ;).

Druga Bitwa

Łagodne obejście się z przeciwnikiem w poprzedniej potyczce zemściło się w kolejnym scenariuszu którym był "Syn Kupca".

Jako, że zostały te same strefy rozstawienia jak i układ makiet, pierwsze tury wyglądały niemal identycznie jak w poprzedniej bitwie. Syn kupca poruszając się losowo ochoczo podążał w stronę elfów. W sumie nie ma się co biedakowi dziwić, wybrać śmierdzące ghoule czy skąpo ubrane elfki sado maso ;).

QC nie przepubścił tej okazji, szybko przechwycił syna, co patrząc na zasięg ruchu elfów i starania NPC'a nie było trudne. Niestety pomimo moich szczerych chęci, nie dogoniłem elfa który uciekł z synem kupca po za krawędź stołu. Na szczęście, Krwawy Smok zasłużył na swój tytuł. Bez żadnych strat po swojej stronie, jego sługi przeprowadził regularną rzeź na przodownikach ideologii "gender", tak że nawet jeśli mieli trudnośc z określeniem płci przeciwnika równo kładli ich do piachy ;). Sam Krwawy Smok stał się celem magicznych pocisków Wieszczki, która w tej potyczce przypomniała sobie poprawne słowa zaklęcia i zabrała aż dwie rany wampirowi. Ghoule pomściły jednak swego pana w ostatniej turze wyłączając z akcji czarownice. Z ciekawostek, w trakcie gry aż dwa razy wypadło mi zdarzenie losowe - najemne ostrze, niestety po ostatniej potyczce miałem wyższy ranking i dwaj gladiatorzy wsparli tchórzliwe elfy. Na nie wiele się to zdało, pod koniec gry przy życiu został dowódca elfów, obaj gladiatorzy i przeklęty elf prowadzący syna kupca.

QC wygrał scenariusz realizując jego założenia, moja ekipa wyszła z tego spotkania bez szwanku, a wampirowi pomimo kilku zadraśnięć na pewno nie doskwierało pragnienie.

Na koniec wypada wspomnieć o miejscu naszych potyczek, Inny Wymiar klub w Katowicach jak widać ze świetną bazą makietową, gościnnymi gospodarzami i zimnym piwkiem, gorąco polecam! :)