W długi weekend nigdzie nie wyjechałem, więc osiągam rekordy jeśli chodzi o tempo malowania kolejnych modeli. Tym razem dokończony Hellbrute i Rhino.
Rhino ochrzciłem Gulgothem, Hellbrute czeka jeszcze na imię, może jakieś propozycje ;).
W długi weekend nigdzie nie wyjechałem, więc osiągam rekordy jeśli chodzi o tempo malowania kolejnych modeli. Tym razem dokończony Hellbrute i Rhino.
Rhino ochrzciłem Gulgothem, Hellbrute czeka jeszcze na imię, może jakieś propozycje ;).
Tym razem dla odmiany, zdjęcia trafiają najpierw na bloga. Udało mi się kupić parę kolejnych modeli, a nawet część pomalować. Kontrasty robią robotę szczególnie przy malowaniu nurglowych pomiotów. Na początek wykończenie paru modeli HQ i elit:
Szczególnie jestem zadowolony z konwersji Tallymana (model drugi od lewej) , czyli specyficznego kapłana Nurgla, który liczy ile osób zostało zarażonych i jakimi chorobami, wyśpiewując pochwalne hymny do Boga Zarazy. Oryginał wygląda tak:
Jednak FB i Instagram wygrywają jeśli chodzi o wrzucanie fotek, ale w sumie nie chcę, żeby ten blog całkiem umarł, więc podłączę go pod kroplówkę ;).
Ostatnio udało mi się zmalować nie tylko Necronów, ale też Death Guard. Tym sposobem mam dwie grywalne i pomalowane armie na 1000 pkt - Xenos i Chaos, które w niedługim czasie będą miały ponad 2000 sklejonych i pomalowanych punktów!Dla równowagi przydałoby się zmalować trzecią armię z Imperium. Może idąc za moimi bandami do Kill Team, będzie to Death Watch, ale to na pewno nie zabawa na ten rok.
Póki co wrzucam Demon Princa - model nieoryginalny, alternatywny Mortarion, ale u mnie jest w mniejszej skali, od podstawki do najwyższego punktu trochę ponad 12cm, będzie startował jako generyczny Książe Demonów.
Na koniec zdjęcie rodzinne do tej pory pomalowanych ropniaczków :).
Dawno tu nie pisałem, ale to nie znaczy, że nic nie działam pod kątem hobby.
Wprawdzie ostatnio, wolny czas głównie poświęcam na treningi DESW, historyczna szermierka szablą, ale udało mi się rozegrać sesję rpg w moim nowym ulubionym systemie - KULT RPG, oraz zrobić małą rewolucję w figurkach.
Wyprzedałem sporo figurek, gdzie musiałem pogodzić się, że pewnie nimi już nigdy nie zagram, ale oczywiście natura nie cierpi próżni. Nabyłem 2000 pkt Necronów i nawet udało mi się nimi zagrać. Tutaj, jednak podszedłem pragmatycznie do tematu i kupiłem już złożoną i w sporej części pomalowaną - czarna lub metaliczna baza - armię. Dzięki czemu realne jest, że dam radę regularnie grać w tym roku. Death Guard, którego mam jakieś 1500 pkt już od długiego czasu, nie doznał tego zaszczytu nie licząc paru gier w Kill Team, bo pod koniec dnia po prostu jestem zbyt zmęczony, żeby siedzieć i szlifować nadlewki czy kleić modele.
Za to przy samym wykańczaniu, nawet dobrze się bawię, więc zacząłem od "Królewskiego Dworu" czyli wykańczania bohaterów i generałów mojej armii, a dziś nawet zacząłem wykańczać ciężkie wsparcie, czyli - heavy locust destroyery. Necroni są bardzo wdzięczną i prostą armią do malowania, mają świetny klimat, więc na razie jestem bardzo zadowolony z podjętych decyzji. Częściej ostatnio wrzucam też zdjęcia na Instagrama niż na bloga, bo łatwiej i wygodniej, ale nie zamierzam jeszcze rezygnować z bloga - tutaj jak mam ochotę mogę wrzucić realcje z sesji rpg. Tak, że blog mimo mniejszej aktywności, będzie wisiał, a ja co jakiś czas wrzucę postępy z malowania armii i oczywiście grania :).
Nie bez kłopotu, ale udało się w końcu rozegrać pierwszą sesje Kruków i Wron, następnie musiało minąc kilka kolejnych tygodni, żebym zebrał się do napisania relacji .
Przypomnę, że chodzi o cykl
jednostrzałówek ze stałą grupą bohaterów, których wspólnym mianownikiem jest
przynależność do grupy najemników, całość dzieje się w settingu Savage Worlds -
Bestie i Barbarzyńcy.
Na pierwszy rzut w ramach rozgrzewki, postanowiłem wykorzystać krótką gotową przygodę, dostępną na stronie Gramela - The Cliffs Quern's Court. Szybka przygoda o nieskomplikowanej fabule, gdzie mamy piękne kobiety, pościgi i pojedynki, wszystko mocno w klimacie opowiadań o słynnym Cymeryjczyku.
Przygoda świetnie sprawdziła się jako jednastrzałówka, wprowadzająca do świata Bestii i Barbarzyńców. Fabuła jest prostolinijna i jej rozwój jest łatwy do przewidzenia nawet dla mało doświadczonego gracza. Podobnie jak w filmach z Conanem w roli głównej, nie o finezję i niuanse tu chodzi, ma być dynamicznie, bohaterowie mają mieć możliwość wykazać się odwagą, męstwem i sprytem.
Dwóch z trzech graczy pierwszy raz korzystało z mechaniki Savage Worlds. Fakt, że nie musieli skupiać się na zawiłościach fabuły, a mieli okajzę wypróbować mechanikę w różnych sytuacjach od walki, przez korzystanie z nadprzyrodzonych mocy i konfrontacji społecznych czyni przygodę "Dwór Królowej Klifów" idealną startową przygodą.
Całość udało nam się rozegrać przy jednym kilku godzinnym spotkaniu, wliczając w to końcówkę tworzenia postaci - gracze wybierali imiona, wady zalety i tego typu końcowe kroki nadające postaciom osobisty charakter, następnie wprowadziłem graczy w realia settingu, opowiadając im o kulturach z któych wywodzą się ich postacie, oraz krótko o świecie.
Gdybyśmy jednak grali kampanię, a to miałaby być któraś z koleji przygoda doświadczonej drużyny, myślę, że scenariusz byłby za krótki. Musiałbym na szybko tworzyć ciąg dalszy przygód postaci, żeby nie okazało się, że w połowie wieczoru jesteśmy "już po".
Drużyna składała się z trzech bohaterów:
Valk o imieniu Gathka – na wpół szalony konny łucznik, przeklęty proroczymi wizjami i majakami przez pewnego demona.
Tellario Voleskos – alchemik lotosu, wygnany z Wolnego Miasta Gis, za niedozwolone praktyki.
Przyczyna sukcesów Cvidariusa Przebiegłego i jego kompani najemników Kruki i
Wrony, stała się też źródłem ich upadku. Wojna partyzancka, porwania i
skrytobójstwa z jednej strony doskonale spełniały swoją rolę w niszczeniu
morale przeciwnika i przekonaniu go do odstąpienia od działań zbrojnych na
rzecz rozmów, z drugiej strony z czasem rosła liczba śmiertelnych wrogów
Kompanii, którzy poprzysięgli jej krwawą zemstę.
Przeciwnikiem godnym Cvidariusa okazał się, Vardus jeden z książąt kapłanów
Tricarnii. Kruki i Wrony zostały wynajęte przez ród Xordana, który od pokoleń
rywalizował o ziemie i wpływy z rodem Vardusa. W ostatnich latach, konflikt
przerodził się niemal w otwartą wojnę, oddziały niewolników potykały się na
granicznych ziemiach i lepiej wyszkoloni żołnierze Vardusa zdobyli sporą
przewagę, zapuszczając się głęboko na ziemie wroga. Wynajęcie niesławnej
kompanii Kruków i Wron, miało przechylić szalę zwycięstwa na stronę Xordana.
Początkowo faktycznie, weterani wielu konfliktów nie mieli problemu żeby
wygrywać bitwy z karnymi lecz wciąż tylko niewolnikami Vardusa. Niestety, po
pewnym czasie, kiedy Xordanowi nie wystarczyło tylko pozbycie się najeźdźców ze
swoich terenów, ale zapragnął w odwecie przejąć ziemie sąsiada, Kompania
Cvidariusa napotkała opór w postaci wzywanych przez księcia kapłana Vardusa
demonów.
Kruki i Wrony postanowiły poradzić sobie z problemem w swoim stylu,
wykonując szereg akcji zaczepnych mających za zadanie zmylić przeciwnika,
wysłała grupę najbardziej doświadczonych najmitów, aby porwała jedynego syna,
dziedzica Vardusa. Zakładnik tej wagi miał być asem w rękawie Xordana, który
liczył, że wrogi szlachcic oficjalnie zrzeczenie się roszczeń do spornych ziem,
w zamian ze życie i wolność syna.
Gdyby chodziło o kogokolwiek innego, plan pewnie by się
powiódł. Niestety Vardus w swej bezwzględności nie miał sobie równych. Gdy
dowiedział się, o porwaniu i żądaniach Xordana, urządził uroczyste pożegnanie
syna, ofiarując jego duszę swej mrocznej Bogini i oficjalnie uznając go za
martwego. Następnie z całą siłą uderzył na niespodziewającego się tej reakcji Xordana.
Postępek ten musiał niezwykle przypaść do gustu Królowej Ciemności, gdyż udało
mu się rozbić armię przeciwnika i wtargnąć do jego rodowej siedziby. Ród Xordana
został wycięty w pień, razem z najwierniejszymi niewolnikami i sługami, nie
wróciło to wprawdzie życia synowi Vardusa, ale zakończyło kilkusetletnią waśń w
możliwe najbardziej krwawy sposób.
Kompania Kruków i Wron poniosła największe w swej historii
straty, większość wojowników zginęło. Sam Cvidarius mimo, że próbował zniknąć w
całym tym zamieszaniu dostał się w niewolę Vardusa, udało się to tylko dzięki
zdradzie jednego z jego zaufanych oficerów, który w ten sposób kupił sobie
wolność i zarobił na spokojną emeryturę. Jeszcze przez wiele dni i nocy dało się
słyszeć jego udręczone jęki dochodzące z
lochów pod zamkiem Vardusa. Jednak to nie wystarczyło żądnemu krwii księciowi,
który obarczył winą za śmierć syna całą najemną kompanię, której udało się go
porwać. Wyznaczył nagrodę za głowę każdego żołnierza Kruków i Wron, któremu
udało się uciec przed jego gniewem. Od tej pory dla własnego bezpieczeństwa
niedobitki oddziału rozpierzchły się po całym kontynencie. Ci którzy próbowali
dołączyć się do innych wojsk najemnych, gdy tylko wyszła na jaw ich pierwotna
przynależność kończyli zakuci w łańcuchach i w drodze do Tricarni, lub jeśli
mieli więcej szczęścia tracili od razu głowy, stanowiąc łatwy łup.
Jednak, ci którym udało się uciec przed łowcami nagród,
wciąż najmują się każdemu kto godziwie zapłaci i nie interesuje się ich przeszłością.
Chodzą też pogłoski o ukrytym skarbie, który Cvidarius zgromadził przez lata
wojaczki, a którego lokalizację znali tylko najbardziej zaufani oficerowie.
Podobno część byłych Kruków i Wron, próbuje odnaleźć oficera, który zdecydował
się zdradzić kompanię i odpłacić mu za śmierć dowódcy…